Niegrzeczni sami stawiają się w kącie

opublikowano: 26-11-2020, 22:00

Premierzy Viktor Orbán i Mateusz Morawiecki uznali za konieczne bezpośrednie, a nie wirtualne zwarcie szyków w sprawie weta wobec unijnych wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-27 oraz funduszu odbudowy Next Generation European Union (NGEU).

Premierzy Polski i Węgier w sprawie praworządności grają zupełnie inaczej, niż ich wyszehradzcy koledzy z Czech i Słowacji.
Premierzy Polski i Węgier w sprawie praworządności grają zupełnie inaczej, niż ich wyszehradzcy koledzy z Czech i Słowacji.
Jacek Szydłowski / Forum

Traktatowa siedmiolatka budżetowa spleciona została z pozatraktatowym, nadzwyczajnym koronafunduszem w łączną kwotę ponad 1,8 bln EUR. Porozumienie uruchamiające te gigantyczne pieniądze od 1 stycznia 2021 r. staje się coraz mniej realne, pozostały już tylko dwa tygodnie. W czwartek i piątek 10-11 grudnia odbędzie się decyzyjny szczyt Rady Europejskiej (RE), a zaraz potem od poniedziałku do czwartku 14-17 grudnia sesja Parlamentu Europejskiego (PE). Gdyby jakimś cudem doszło do kompromisu, to ministerialna Rada UE formalną kropkę nad i naturalnie postawiłaby od ręki i przed Bożym Narodzeniem rozporządzenie określające WRF 2021-27 wraz z NGEU ukazałoby się w Dzienniku Urzędowym UE.

Czwartkowa zbiórka w Budapeszcie jednak nie zapaliła choćby światełka nadziei w tunelu konfliktu. Viktor Orbán i Jarosław Kaczyński (nieustannie trzeba przypominać, kto u nas jest prawdziwym władcą, wydającym rozkazy Mateuszowi Morawieckiemu) wykluczają ugięcie się przed rozporządzeniem zatytułowanym „w sprawie ogólnego systemu warunkowości dla ochrony budżetu UE”. Tego aktu, doprecyzowującego unijne zasady traktatowe, rządy Węgier i Polski zablokować nie mogą, ponieważ przyjmowany jest w Radzie UE większością kwalifikowaną i już uzyskał wstępne poparcie miażdżącym stosunkiem głosów 25:2. Pobici w kwestii praworządności wykorzystują jednak okoliczność, że wspomniane wyżej rozporządzenie budżetowe w sprawie WRF (z dodanym NGEU) jest traktatowym wyjątkiem i wymaga w głosowaniu jednomyślności 27:0. Bardzo celnym opisem sytuacji jest zatem przysłowie o Kozaku i Tatarzynie, którzy w walce wzajemnie się zablokowali.

Wspólna deklaracja potwierdziła utwardzenie stanowiska rządów Węgier i Polski. Winowajcami kryzysu miałyby być trzy unijne podmioty, które na podstawie konkluzji szczytu RE z 21 lipca 2020 r. przygotowały i uzgodniły projekt rozporządzenia: Komisja Europejska (KE), niemiecka prezydencja Rady UE w obecnym półroczu oraz Parlament Europejski. Nasza rządowa machina propagandowa konsekwentnie zamiata pod dywan absolutnie najważniejszą okoliczność, czyli wspomniany już wynik 25:2. Traktaty skonstruowały wspólnotę na podobieństwo klasy, w której obecnie zasiada w ławkach 27 uczniów. KE można uznać za odpowiednik wychowawcy, zaś dyrektorem z radą pedagogiczną, czyli instancją decyzyjną, jest Trybunał Sprawiedliwości UE. Takie przyporządkowanie funkcji bardzo obrazowo tłumaczy, kto gra jaką rolę w starciu o unijną praworządność. Rozporządzenie zainicjował wychowawca, ale w otwartej dyskusji zaakceptowali je sami uczniowie klasy. Dwóch się sprzeciwia, z góry zakładając, że może ono spowodować ich ukaranie za niegrzeczność. Widocznie mają powody, bo absolutnie nie obawiają się tego wszyscy pozostali.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane