Cash Flow (CF) to jeden z inwestycyjnych hitów 2014 r. Od 2 stycznia do 4 marca kurs spółki na GPW wzrósł niemal o 240 proc. (z 0,41 zł do 1,39 zł za akcję). Kupować? CF to nic więcej jak tylko wydmuszka. Do „PB” zgłosiło się, niezależnie od siebie, kilku posiadaczy obligacji niewykupionych w terminie przez CF. Chcieli, by sprawdzić dziwne, ich zdaniem, zachowanie Sądu Rejonowego Katowice-Wschód, który od miesięcy nie może rozpatrzyć wniosków o upadłość giełdowego windykatora (a raczej byłego windykatora). Sprawdziliśmy. Od 25 października toczy się sprawa z zawiadomienia jednego z funduszy Copernicus Capital TFI. Zgodnie z prawem, sąd wydaje postanowienie o ogłoszeniu upadłości w ciągu dwóch miesięcy od złożenia wniosku. Od 25 października minęły ponad cztery. I nic.
![WERSJA
PREZESA: Grzegorz
Gniady, szef i największy
akcjonariusz
Cash Flow, nie
chciał komentować
wniosków o zakazanie
mu prowadzenia
działalności gospodarczej.
Twierdzi,
że nie przedłuża
procedury, a zwłoka
wynika z tego,
że część pism
do CF sąd wysyłał
pod zły adres.
[FOT. WM] WERSJA
PREZESA: Grzegorz
Gniady, szef i największy
akcjonariusz
Cash Flow, nie
chciał komentować
wniosków o zakazanie
mu prowadzenia
działalności gospodarczej.
Twierdzi,
że nie przedłuża
procedury, a zwłoka
wynika z tego,
że część pism
do CF sąd wysyłał
pod zły adres.
[FOT. WM]](http://images.pb.pl/filtered/d7edbf57-e934-4e1f-89c5-4a7758d90d19/33e235a5-b6fc-532e-81f1-1f482b12a604_w_830.jpg)
Sąd czeka i czeka…
13 grudnia 2013 r. katowicki sąd powołał tymczasowego nadzorcę sądowego, który miał zabezpieczyć majątek CF, i biegłego, któremu zlecił ocenę stan finansów spółki. Tydzień później Grzegorz Gniady, prezes i największy akcjonariusz CF, napisał jednak, że całość dokumentacji przekaże do… końca lutego 2014 r. Co sąd na to? Postanowił zaczekać. Gniady nie dotrzymał jednak terminu, tłumacząc się „brakami kadrowymi i w obsłudze księgowej”.
Monika Krysiewicz-Migoń, wiceprezes sądu, informuje, że wniosek o upadłość będzie rozpatrzony „po zwrocie akt przez biegłego” i wysłuchaniu Gniadego. Posiedzenie w tej sprawie sąd wyznaczył na… 7 kwietnia 2014 r. Ewa Jurczak, tymczasowy nadzorca sądowy CF, też na dokumentację czeka. Po miesiącu od powołania złożyła sprawozdanie, zawierające jedynie ogólnie dostępne dane, bo mimo wezwań kierowanych do Grzegorza Gniadego nie otrzymała dokumentów spółki.
Prawo w takiej sytuacji daje sądowi możliwość ustanowienia zarządcy przymusowego, który de facto przejmuje od zarządu stery firmy. Dlaczego sąd tego nie zrobił? — Spółka nie zatrudnia pracowników ani też nie ma nieobciążonego majątku. Brak jest więc masy ludzkiej i majątkowej, którą można byłoby zarządzać — tłumaczy Monika Krysiewicz-Migoń.
…i udaje, że nie wie
To nie koniec kontrowersji. Przez ostatni rok w katowickim sądzie rozpatrywanych było dziewięć wniosków o upadłość, m.in. złożonych przez obligatariuszy, którzy zwrócili się do „PB”. Wszyscy zgodnie skarżą się na działania sądu, twierdząc, że „robi wierzycielom problemy” i „zachowuje się tak, jakby chciał za wszelką cenę bronić CF przed wierzycielami”. O co chodzi? Najpierw wnioskodawców sąd wzywał do wskazania innych wierzycieli. Działo się to w sytuacji, gdy w sądzie zarejestrowanych było wiele innych wniosków o upadłość CF, z których większość w referacie tego samego sędziego — Joanny Knast.
— Jeśli nawet sąd nie wiedział, że CF jest spółką publiczną, publikującą raporty bieżące i okresowe, to mógł się tego dowiedzieć z wniosków. A z raportów CF wynikało wprost, że trwale nie reguluje swoich zobowiązań, m.in. z tytułu wyemitowanych obligacji, co najmniej od października 2012 r. — piekli się jeden z obligatariuszy. To nie wszystko. Po wskazaniu innych wierzycieli CF przez kolejnych wnioskodawców sąd wzywał ich do wpłaty zaliczek na koszty postępowania upadłościowego.
— Mam obligacje warte 15 tys. zł, a miałam wpłacić 5 tys. zł, przy czym telefonicznie poinformowano mnie, że może będzie potrzeba więcej. Zrezygnowałam i mój wniosek odrzucono — relacjonuje kolejna posiadaczka obligacji. Monika Krysiewicz-Migoń odpowiada, że prawo zezwala na wzywanie wierzycieli do wpłaty zaliczek i każdy winien się z tym liczyć. A sąd nie może wiedzieć o innych wierzycielach z poprzednich wniosków, bo… skoro te wnioski zostały zwrócone, to ich autorzy nie są dla sądu wierzycielami CF.
— Przewodniczący badający wniosek nie kieruje się też wiadomościami uzyskanymi z urzędu na temat sytuacji finansowej spółek publicznych. Wykazanie przedmiotowych okoliczności należy do wnioskodawców — dodaje Monika Krysiewicz-Migoń.
Panu już dziękujemy
Postępowanie katowickiego sądu sprawia, że CF, choć od wielu miesięcy jest bankrutem, z giełdy nie znika. Zgodnie z prawem, musi to nastąpić dopiero pół roku po uprawomocnieniu się decyzji o upadłości likwidacyjnej spółki lub odmowie ogłoszenia upadłości, gdy firmy nie stać nawet na koszty postępowania. W przypadku CF, przy takim trybie i tempie pracy katowickiego sądu, zapewne trochę na to poczekamy. Podobnie jak na rozpatrzenie aż pięciu wniosków wierzycieli o wydanie w stosunku do Grzegorza Gniadego zakazu prowadzenia działalności gospodarczej, m.in. za to, że mimo niewypłacalności CF nie złożył wniosku o upadłość. Przewidywany termin pierwszej rozprawy to druga połowa kwietnia.
OKIEM OBLIGATARIUSZA
Ku przestrodze
Prezes Cash Flow (CF) przez jakiś czas wysyłał mi pisma uspokajające, że wykup obligacji jest niezagrożony, że już dokonują sprzedaży nieruchomości, że kredyt już jest w banku prawie wypłacony, ale są ferie i nie ma kto podpisać etc. Każde pismo zawierało nowy termin wykupu obligacji. Po pół roku przestał te pisma wysyłać. Dziś jest już dla mnie pewne, że chciał tylko zyskać na czasie, aby wyprowadzić ze spółki, co się da, a obligatariuszy zostawić bez niczego. Zgłosiłem sprawę do sądu, ale komornik nie jest w stanie ściągnąć żadnych należności, gdyż konta spółki są „puste” i nie ma żadnych aktywów, które można by zastawić. Złożyłem więc wniosek o upadłość. Po kilku miesiącach otrzymałem z sądu informację, iż mój wniosek jest odrzucony, bo byłem jedynym, który taki wniosek złożył. Wiem, że w tym czasie kilku innych obligatariuszy składało podobne wnioski, ale z sądem się nie dyskutuje. Naraziłem się na dodatkowe koszty, nie uzyskując nic. Kurs szybuje, jakby CF było jedną z lepszych spółek. A ja zastanawiam się, jak to możliwe, że w państwie prawa dzieją się takie rzeczy, że CF wciąż jest na giełdzie — jak mogłoby się wydawać — notowane są spółki najwyższego zaufania. Wiem, że będzie mi trudno odzyskać pieniądze, ale przynajmniej zwrócę uwagę innych na to, jak działa instrument obligacje korporacyjne i jak sądy pomagają w dochodzeniu praw.