Nominał uzupełni budżetowe dziury

Pomysł na wyciągnięcie miliardów z kieszeni spółek energetycznych pogłębi niechęć inwestorów do Polski

Krzysztof Tchórzewski, minister energii, to „ulubieniec” inwestorów mniejszościowych. Jeden z najmocniejszych ministrów tego rządu słynie z dobitnych i szczerych wypowiedzi, których efektem jest wstrząs notowań giełdowych spółek z branży. Tak było też wczoraj po deklaracji uporządkowania struktury kapitału własnego, co w praktyce oznacza przeznaczenie kapitału zapasowego na podniesienie wartości nominalnej akcji. Inwestorzy zareagowali nerwowo, bo traktują to jako wyciąganie pieniędzy z państwowych spółek, ze szkodą dla akcjonariuszy mniejszościowych. — Budżet uzyska normalne wpływy, ma dochody, które mu się słusznie należą. Jeśli mówimy, że będzie to kosztowało 10 mld zł, to jednocześnie wartość nominalna spółek, która mocno wpływa na wartość giełdową, wzrośnie na przestrzeni kilku lat o 50 mld zł. Wiemy, co to znaczy, jeśli chodzi o bezpieczeństwo inwestowania kapitału i bezpieczeństwo finansowe. Z tego punktu widzenia jest to działanie prawidłowe — powiedział Krzysztof Tchórzewski.

Zobacz więcej

BALONY PRÓBNE: Krzysztof Tchórzewski, minister energii, często sonduje reakcje inwestorów odważnymi wypowiedziami. Przypomnijmy — we wrześniu ubiegłego roku minister publicznie zapowiadał współpracę kapitałową koncernów energetycznych z kopalniami, a w maju — martwił się w mediach o przyszłość JSW i zastanawiał się nad koniecznością emisji akcji, by zapełnić dziurę w finansach. Nie trzeba dodawać, że notowania spółek leciały w takich momentach na łeb na szyję, a wypowiedzi potem niekoniecznie się materializowały. Marek Wiśniewski

Minister dobija branżę

To nie są puste słowa, bo minister niedawno przetestował ten wariant na PGE, które lekko podniosło nominał akcji poprzez przeniesienie kapitału z zapasowego na zakładowy. Inwestorzy mniejszościowi i tak byli zadowoleni, bo pierwotne plany były dużo bardziej odważne. W wypadku teraz zapowiadanego parapodatku efekty również mogą nie być tak drastyczne — można się spodziewać, że ewentualne obciążenia będą mniejsze i rozłożone w czasie. Jak się jednak można spodziewać, entuzjazmu wśród analityków nie ma. — Widzę konflikt pomiędzy motywowaniem spółek do inwestycji a drenowaniem ich z gotówki za pomocą podatku. Ta sprzeczność jest trudna do zrozumienia. Sektor energetyczny jest typowym sektorem dywidendowym. Kiedy zmniejsza sie strumień dywidend, to znika główny powód, dla którego instytucje inwestują w takie spółki. Ponadto, w przypadku polskich spółek, trudno mówić o przewidywalności dywidend, ponieważ polityka dywidendowa cały czas się zmienia — mówi Michał Potyra, analityk UBS. Takie instrumentalne traktowanie koncernów energetycznych może być dla branży strzałem w stopę. Inwestorzy, którzy sprzedadzą akcje, mogą już nie wrócić. — Trudno już mówić o atrakcyjności inwestycyjnej polskiej energetyki. W Rumunii są firmy energetyczne wyceniane przy wskaźniku EV/EBITDA na poziomie 4, a do tego jeszcze płacą dywidendę w wysokości około 8 proc. W Rosji są spółki energetyczne z EV/EBITDA na poziomie 3. Tymczasem polska energetyka cieszy się wyższym wskaźnikiem, na poziomie 6 (uwzględniając przyszły dług), i raczej nie będzie płacić dywidendy. Dlaczego przy takich działaniach ministra energii sektor miałby nadal być droższy niż w innych krajach regionu — zastanawia się Piotr Dzięciołowski, analityk Citigroup. Odpływ zagranicznych inwestorów od polskich firm energetycznych zaczął się już dwa lata temu, kiedy zaczęły się problemy w sektorze węglowym.

— Już wtedy część inwestorów, ze względu na globalną strategię, redukowała udział węgla w portfelu. Obecnie ekspozycja polskiej energetyki na węgiel jest jeszcze większa, więc ten trend jest kontynuowany. Są inwestorzy instytucjonalni, którzy muszą lokować część pieniędzy w tym regionie, więc nadal to robią. Ci, którzy mają wybór, inwestują w polską energetykę tak mało, jak się da — mówi Teresa Schinwald z Raiffeisen Centrobanku.

Rząd zniechęca inwestorów

Inwestorzy zagraniczni trzy razy się teraz zastanowią, zanim zdecydują się na zaangażowanie w Polsce. Narzekają na ryzyko polityczne, zwiększone po ostatnich wyborach. Niepokoi zamieszanie wokół Trybunału Konstytucyjnego, nagłe zmiany legislacyjne negatywnie obciążające poszczególne sektory (ustawa o OZE, podatek bankowy czy handlowy), wpisanie kilku spółek na listę strategicznych w trakcie procesu ich sprzedaży czy wreszcie opinie ministrów. — Rządu PiS nie interesują inwestorzy kupujący akcje krótko przed walnym, które decyduje o dywidendzie, a później je szybko sprzedają — mówił wczoraj Krzysztof Tchórzewski. To nie może się podobać inwestorom.

— Zanim inwestor zdecyduje się na wyłożenie pieniędzy, drobiazgowo analizuje dany rynek i sektor. Cała praca idzie na marne, gdy pojawia się niepokój o corporate governance. Wtedy Polska jako cały rynek jest spisywana na straty — mówi jeden z bankierów. — Próby wyciągania pieniędzy ze spółek energetycznych martwią głównie dlatego, że wskazują na duży problem z domknięciem budżetu państwa. Niestabilność finansów publicznych może spowodować obniżkę ratingu, wykluczy polskie spółki i papiery wartościowe z koszyka wielu międzynarodowych inwestorów finansowych — dodaje Krzysztof Hejduk, dyrektor zarządzający Sapphire Capital Advisors. Jest jednak nuta optymizmu. Obawy o odpływ inwestorów pojawiają się od początku rządów Beaty Szydło, jednak na razie drastycznego spadku realnych inwestycji nie widać.

— Obecny rząd nie ma na koncie dramatycznie złych posunięć ekonomicznych, problemem jest raczej sposób, w jaki komunikuje swoje plany. Pomimo początkowych emocjonalnych reakcji na takie zapowiedzi inwestorzy podejmują ostatecznie decyzje na podstawie rachunku ekonomicznego. Populistyczna retoryka Wiktora Orbana na Węgrzech nie obniżyła znacząco atrakcyjności Węgier jako celu inwestycji — podsumowuje Matthew Strassberg, partner współzarządzający Mid Europa Partners.

Nominał kontra dywidenda

Podniesienie wartości nominalnej akcji poprzez przeniesienie kapitału zapasowego na kapitał zakładowy to zabieg księgowy, który wiąże się jednak z koniecznością uiszczenia podatku. Oznacza to jednocześnie, że kapitał, który mógłby trafić do akcjonariuszy w formie dywidendy (o takim przeznaczeniu zapasów kilka dni temu zdecydowało WZA prywatnego Synthosu), bezpowrotnie zostanie przeksięgowany.

Nominał kontra dywidenda

Podniesienie wartości nominalnej akcji poprzez przeniesienie kapitału zapasowego na kapitał zakładowy to zabieg księgowy, który wiąże się jednak z koniecznością uiszczenia podatku. Oznacza to jednocześnie, że kapitał, który mógłby trafić do akcjonariuszy w formie dywidendy (o takim przeznaczeniu zapasów kilka dni temu zdecydowało WZA prywatnego Synthosu), bezpowrotnie zostanie przeksięgowany.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska, Magdalena Wierzchowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Nominał uzupełni budżetowe dziury