Dane dotyczące inflacji, podaży pieniądza i płac wskazują, że jest miejsce na obniżkę stóp procentowych. Przeszkodą jest zły budżet.
Opublikowane wczoraj przez GUS i Narodowy Bank Polski dane na temat inflacji, podaży pieniądza, zatrudnienia i wynagrodzeń pokazują, że możemy w najbliższym czasie spodziewać się wzrostu cen, ale pozostaną one pod kontrolą.
Inflacja w wrześniu wyniosła 0,9 proc. wobec 0,7 proc. w sierpniu.
— Ceny żywnosci i napojów bezalkoholowych były głównym powodem wzrostu inflacji. Wzrost w tej kategorii wyniósł 1,5 proc. w stosunku do sierpnia. Niższy, niż wynikałoby to z danych wstępnych, wzrost nastąpił w kategorii alkohol i wyroby tytoniowe. Kluczem dla przyszłego kształtowania się inflacji pozostają wciąż ceny żywności. Jeśli niedobór na rynkach zbóż nie będzie szybko przekładał się na wyższe ceny mięsa i wyrobów zbożowych, to nasza prognoza na koniec roku na poziomie 1,4 proc. nie jest zagrożona — twierdzi Jacek Wiśniewski, analityk Pekao SA.
Analitycy BRE Banku przewidują, że na koniec roku inflacja wyniesie 1,2 proc, zaś ING BSK — 1,6 proc.
Inflacji nie będzie w znacznym stopniu napędzał popyt gospodarstw domowych. Płace w sektorze przedsiębiorstw wzrosły co prawda we wrześniu o 2,2 proc. w skali rocznej, ale łączne zatrudnienie obniżyło się w tym samym czasie aż o 3,1 proc. W rezultacie fundusz płac zmalał o 1 proc. w stosunku do września ubiegłego roku.
Tego spadku nie zrekompensuje nawet wzrost kredytów dla gospodarstw domowych o 2,6 mld zł i kredytów dla przedsiębiorstw o 0,9 mld zł. Wzrost kredytów dla ludności wyniósł aż 10 proc. Wynikało to jednak w dużym stopniu ze spadku wartości złotego w stosunku do euro.