Pryska mit o stabilnych wynikach polskich banków. Ostrzeżenie o stracie ING BSK w IV kwartale to najlepszy dowód.
Kilka dni temu kurs HSBC na giełdzie w Londynie mocno spadał po tym, jak
analitycy Morgan Stanley stwierdzili, że brytyjski bank potrzebuje aż 30 mld
dolarów dokapitalizowania. Dodali, że jego zysk mocno spadnie w tym roku i nie
poprawi się przynajmniej do 2011 r. Wczoraj okazało się, że Bank of America,
największy amerykański bank pod względem aktywów, może potrzebować większej
pomocy rządu, by podołać pokryciu strat związanych z niedawnym przejęciem
Merrill Lynch. Do takich wiadomości już się przyzwyczailiśmy. Jednak
opublikowane wczoraj wstępne wyniki polskiego ING BSK ogromnie zaskoczyły
inwestorów i analityków. Okazało się, że także nasze instytucje finansowe mogą
przejść z zysków do strat z kwartału na kwartał.
Pięć tłustych lat
Bank w IV kwartale miał stratę na obligacjach (290 mln zł), a w konsekwencji także stratę netto (około 95 mln zł, po raz ostatni bank był pod kreską dokładnie pięć lat temu). To na razie tzw. strata papierowa, bo nie wiąże się z wypływem gotówki. Z drugiej strony, jest to ostrzeżenie dla rynku. Wkrótce może się okazać, że wpadek nie uniknęli także inni menedżerowie polskich banków.
Wywodzący się ze Śląska ING BSK uważany był za jeden z najbardziej ostrożnych. Nic więc dziwnego, że wczoraj przez większą część sesji mocno spadały kursy innych spółek z sektora, głównie BPH, Kredyt Banku, Millennium czy Getinu.
Przedstawiciele ING tłumaczą, że ujemna wycena euroobligacji to konsekwencja rozszerzenia się spreadów między polskimi papierami a swapami na stopy procentowe. W czwartym kwartale wzrosły one z 15-20 pkt. bazowych nawet do 100 pkt. bazowych. O ile jednak był to czynnik niezależny od banku, to straty powstały prawdopodobnie przez złe zabezpieczenie portfela, a więc w działce, w której wynik zależy od umiejętności zarządzających instytucją.
Analitycy pocieszają…
Analitycy są jednak przekonani, że inne banki nie odnotują podobnych strat. Brunon Bartkiewicz, prezes ING, też uważa, że ujemna wycena euroobligacji to problem tylko jego banku, a nie całego rynku.
— Widocznie ING ma dużo więcej tych papierów, niż wynosi średnia w branży — mówi Marta Czajkowska, analityk KBC Securities.
Michał Sobolewski z Domu Maklerskiego IDM uważa, że obecne kłopoty mo- gą wynikać ze struktury bilansu katowickiego banku. Na koniec trzeciego kwar- tału wartość udzielonych przez ING kredytów stanowiła zaledwie 43 proc. zgromadzonych depozytów. Tymczasem średnia dla giełdowego sektora wynosiła około 90 proc.
— Bank musiał gdzieś ulokować nadwyżki kapitału. W innych bankach portfel papierów wartościowych jest relatywnie mniejszy, dlatego choćby tylko z tego powodu nie spodziewałbym się wykazania podobnych strat — mówi Michał Sobolewski.
…i ostrzegają
Według analityka Domu Maklerskiego IDM istnieje jednak ryzyko, że w wynikach giełdowych przedstawicieli branży też pojawią się różnego rodzaju niespodzianki.
— Wszystko przez duże wahania na rynkach finansowych w czwartym kwartale. Na światło dzienne wyszedł problem opcji walutowych, którego skalę wpływu na wyniki poszczególnych banków trudno oszacować. Niepewność inwestorów może brać się także z tego, że sytuacja nie ma precedensu, a reprezentanci banków i audytorzy nie mają jeszcze jasności, jakie ujęcie transakcji opcyjnych będzie najwłaściwsze — mówi Michał Sobolewski.
— Obecnie najtrudniejszą do przewidzenia pozycją w rachunku zysków i strat banków są rezerwy. Nie ma sygnałów ze strony banków, w jakich widełkach znajdą się te wartości. Jeśli pojawią się jakieś zaskoczenia, to tutaj — dodaje Marta Czajkowska.
Szkoda, że na oficjalne raporty kwartalne trzeba jeszcze poczekać. Pierwszy karty miał odkryć Bank Millennium już 22 stycznia. Niestety, przełożył termin publikacji na 12 lutego.
W raportach z uwagą śledzić będzie trzeba sposób potraktowania transakcji opcyjnych (szczególnie w bankach zaangażowanych w instrumenty pochodne) i ich konsekwencje dla dochodów.