Od stagflacji do stagnacji

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-01-18 20:00

Najnowsze dane makroekonomiczne pokazują, że dwie największe gospodarki świata – Stany Zjednoczone i Chiny – stopniowo pogłębiają dołek koniunktury. Jednocześnie widać, że słabnący popyt konsumentów stopniowo przefiltrowuje się przez system gospodarczy i wywołuje presję na ograniczanie podwyżek cen.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Pierwszy trend jest negatywny, drugi pozytywny. Światowa gospodarka wchodzi w stagnację, ale z malejącym ryzykiem stagflacji. Tak przynajmniej interpretują to inwestorzy na rynkach. Na razie jednak jesteśmy w bardzo wczesnej fazie hamowania cen, więc trudno przewidzieć, jaką on przyjmie formę.

Dane miesięczne ze Stanów Zjednoczonych zaczynają wyglądać coraz bardziej stagnacyjnie. W grudniu sprzedaż detaliczna spadła realnie o 0,4 proc. rok do roku, po spadku o 1 proc. w listopadzie (te dane zostały zrewidowane w dół i to było negatywną niespodzianką). Po raz pierwszy od maja 2020 r. sprzedaż zanotowała ujemną dynamikę dwa razy z rzędu. A jak spojrzelibyśmy na dynamiki miesiąc do miesiąca, które lepiej wychwytują zmiany trendów, to zobaczylibyśmy, że w listopadzie ewidentnie amerykański konsument spuścił nieco pary ze swojej aktywności zakupowej. Wszystko z powodu spadku realnych dochodów ludności oraz wyczerpywania się poduszki płynnościowej z okresu pandemii.

Za niższym popytem konsumentów zaczyna podążać produkcja. Jej wzrost spowolnił do 1,6 proc. rok do roku w grudniu, wobec 2,2 proc. w listopadzie. Spojrzenie na dynamiki miesięczne pokazuje wyraźne pogorszenie od listopada, podobnie jak w przypadku sprzedaży. Znamienny jest fakt, że w samym przetwórstwie roczna dynamika produkcji znalazła się w grudniu poniżej zera, po raz pierwszy od lutego 2021 r. A zatem indeksy PMI, które sygnalizują załamanie nowych zamówień na towary, zaczynają znajdować odzwierciedlenie w realnych danych wytwórczych.

W Chinach dane miesięczne są równie słabe, a nawet słabsze. Choć w tym kraju jest to bardziej efekt pandemii niż inflacji, bo akurat inflację Chińczycy mają pod kontrolą. Sprzedaż detaliczna w grudniu spadła realnie o 3,5 proc. rok do roku, po spadku o 7,4 proc. w listopadzie. Produkcja wzrosła o 1,3 proc., wobec wzrostu o 2,2 proc. w listopadzie. Widać, że w Chinach koronawirus trzyma ludzi w domach, ale fabryki jakoś dają radę działać. Wynika to zapewne z faktu, że cały chiński model opiera się bardziej na produkcji i dużych nadwyżkach handlu zagranicznego niż na konsumpcji. Bez względu na to, chiński i światowy system przemysłowy wchodzą w fazę recesyjną.

Pozytywnym zjawiskiem jest natomiast coraz niższa presja cenowa. Inflacja cen hurtowych (PPI – producer price index) w Stanach Zjednoczonych obniżyła się w grudniu do 6,2 proc. rok do roku, wobec 7,3 proc. w listopadzie. Spadek był większy od oczekiwań. W Chinach inflacja PPI jest wręcz na minusie – w grudniu wyniosła -0,7 proc. rok do roku (choć są różnice metodologiczne między oboma indeksami). To wszystko pokazuje, że niższy popyt przekłada się na niższą presję cenową, co z kolei w jakiejś mierze unieważnia obawy przed stagflacją.

Malejące obawy przed stagflacją sprawiają, że inwestorzy na rynkach finansowych na razie nie przejmują się nadmiernie spowolnieniem. Noworoczna hossa trwa w najlepsze, ceny akcji rosną, dolar się osłabia. Wszystko dlatego, że oczekuje się obniżek stóp procentowych na przełomie 2023 i 2024 r.

Warto jednak przypomnieć, że stagflacja nie oznacza, że ceny rosną szybko w nieskończoność. Oznacza ona raczej, że inflacja mocno się waha i utrzymuje się trwale na podwyższonych poziomach. To z kolei wymusza utrzymywanie trwale wysokich nominalnych stóp procentowych i generalnie generuje dużą niepewność gospodarczą. Dlatego jest zdecydowanie za wcześnie na odtrąbienie końca obaw o stagflację. Idziemy w lepszym kierunku pod względem trendów inflacyjnych, ale to dopiero sam początek drogi.

Możesz zainteresować się również: