reportaż Kamil Babula ma zaledwie 20 lat i wortal wart 600 tysięcy złotych.
I to, co bezcenne — wyobraźnię.
Drobny, raczej niepozorny, wysoko głowy nie nosi. Przedsiębiorca, którego spokojnie można tytułować per „redaktor naczelny”. Lat mu się zebrało raptem tyle, co dwie dekady. Główna karta przetargowa od sierpnia 2003 r. składa się z ośmiu znaków wyświetlających się w pasku przeglądarek internetowych. Jej wartość, według analityków rynku internetowego, to jakieś 600 tys. zł. Za tą sumą kryje się wortal technologiczny PCArena.pl, doskonale znany wszystkim zainteresowanym komputerami i tym, którzy takiego sprzętu szukają.
— Mam jakieś 4 mln wejść i 350 tys. unikatowych użytkowników każdego miesiąca — wylicza Kamil Babula, założyciel, właściciel i redaktor naczelny PCAreny.
Takich jak on Amerykanie bez specjalnej przesady nazywają „self-made man”. Oni mają swoje gwiazdy nowych technologii, które zaczęły błyszczeć dekady temu.
Młody piernik
Garażowe konstrukcje Steve’a Wozniaka z Apple Computers czy algorytmiczne eksperymenty Larry’ego Page’a z Google to dziś legendy pobudzające wyobraźnię. Kamil Babula nowego internetu czy przełomowej technologii nie wymyślił. Po piwnicach chować się nie musiał. Ale zdążył pokazać, że nawet jako kilkunastoletni młokos, z dala od Doliny Krzemowej, można znakomicie prosperować w wirtualnym świecie. Wygląda na to, że orientuje się w nim lepiej niż niejedni przyprószeni siwizną menedżerowie.
— Mam wrażenie, że o przyszłości internetu nie powinien mówić taki stary piernik, jak ja, ale nastolatki — powtarza Vinton G. Cerf, 63-letni wiceprezes Google i jeden z ojców globalnej sieci.
Niech i tak będzie, bo w roku dwudziestych urodzin założyciela serwis PCArena ma więcej czytelników niż niejeden polski papierowy dziennik z kilkudziesięcioletnią tradycją.
— W mojej części polskiej sieci prym wiedzie IDG, czyli wielki, ogólnoświatowy koncern. Ja jestem gdzieś na czwartym miejscu — zaznacza Kamil Babula.
Komputer to jego druga skóra, pasja, która na początku ograniczała się do gier. Od czwartego roku życia zdążył mieć kilkanaście maszyn, a w wieku czternastu lat przeszedł z rozrywki na stronę geeków, czyli osób traktujących nowe technologie jak coś więcej niż tylko hobby.
— Wtedy projektowałem strony internetowe i banery reklamowe. Zdecydowałem o stworzeniu czegoś, z czego będę mógł w przyszłości żyć.
Nie przerasta
Przed klawiaturą po osiem godzin dziennie, przed szkołą i po szkole. Rodzice trochę odganiali, ale z drugiej strony z nauką nie miał kłopotów, a jeśli inwestował, to własne oszczędności. Z rodzinnych Oleszczyc, trzytysięcznego miasta na Podkarpaciu, za nic niepodobnych do ciepłych klimatów Kalifornii, wyrwał się na studia do Krakowa. W Oleszczycach zostawił po sobie za to biuro PCAreny, z księgowym, czyli z ojcem na czele. Większość spraw załatwia i tak sam w Krakowie, oczywiście przez internet. Bynajmniej nie jest przy tym okularnikiem z wydziału informatyki, wałęsającym się we flanelowej koszuli. Wzrok ma dobry, a na UJ studiuje stosunki międzynarodowe i do tego reklamę oraz marketing w krakowskiej Wyższej Szkole Zarządzania. Czasu starcza, nie musi go — niczym w Matriksie — załamywać. Grunt to perfekcyjne planowanie.
— Wstaję rano, odpalam laptopa i do końca dnia wiem, co mam robić, punkt po punkcie. Nie ma pustki czy przerażenia, ten biznes mnie nie przerasta — wyjaśnia.
Teraz roboty jest jak nigdy przedtem, bo lada tydzień rusza z nową odsłoną PCAreny. Odświeżona grafika, lepsze oprogramowanie, nowe działy, będzie też sklep ze sprzętem komputerowym.
— Otwieram także oddział w Krakowie — zdradza.
Motywem przewodnim są coraz bardziej dominujące trendy w sieci, czyli technologia Web 2.0 i budowa wirtualnych społeczności.
Azjatyckie powietrze
Od trzech lat jeździ jako stały przedstawiciel na targi technologiczne Cebit do Hanoweru. Podgląda i węszy. I nie tylko.
— W marcu 2005 r. pojechałem tam pierwszy raz i zawarłem mnóstwo znajomości z całego świata, zdobyłem wiele kontraktów reklamowych i sprzęt do testów, miałem go pierwszy w Polsce — tłumaczy Kamil Babula.
W czerwcu czeka go wycieczka do Tajwanu, na drugie co do wielkości targi komputerowe na świecie, czyli Computex 2007. Wpuści trochę świeżego azjatyckiego powietrza do firmy.
— Nie możesz pytać klientów, czego oczekują i potem im to dać. Bo kiedy to stworzysz, oni pragną już czegoś zupełnie nowego — podpowiada Steve Jobs, założyciel Apple.
Być może jeszcze nie wiemy, ale będziemy bardzo chcieli telewizji internetowej. Taką właśnie uruchamia w najbliższych miesiącach Kamil Babula, we współpracy z Interią, gdzie PCArena zamieszcza dużą część publikacji w dziale „Nowe technologie”. Europejczycy też zapewne jeszcze nie zdają sobie sprawy, że chętnie zobaczą PCArenę w angielskiej czy w niemieckiej wersji. Już niedługo.
— Widzę, że tu jest potencjał wzrostu, więc w to wchodzę — precyzuje Kamil Babula.
Przekonuje, że kilka tysięcy miesięcznie z internetu to niemalże każdy laik może wycisnąć. On utrzymuje się z reklam, wcale nie jakichś groszowych. Na przykład wykupienie na wyłączność miesięcznej głównej reklamy w serwisie tego typu i zasięgu to, według danych z rynku, wydatek około 30 tys. zł.
Śmieszny interes
Na PCArena.pl reklamują się takie tuzy, jak: Intel, Epson czy McDonald’s. Reklama w sieci ma tę przewagę, że precyzyjnie trafia do grupy docelowej — przekonują spece od reklamy w internecie. Ale są przecież serwisy skierowane niemalże do każdego. Dajmy na to taki FunWeb.pl. Klik i wyskakuje film, na którym dźwig upuszcza wielki walec na przypadkowy samochód. Klik dalej jest zdjęcie Britney Spears w niekompletnej garderobie. Klik po raz trzeci i już lecą telefoniczne zgrywy Kuby Wojewódzkiego. Śmieszne filmy, zdjęcia i dźwięki, czyli strona, która po półtora miesiąca wynikami oglądalności biła PCArena.pl.
— Sprzedałem FunWeb.pl kilka tygodni temu, bo po to go stworzyłem. Wypromować i zarobić — tłumaczy Kamil Babula.
Sukces tkwił w świetnym pozycjonowaniu strony. Były też zakusy inwestorów na PCArenę, ale ta nie jest na razie na sprzedaż. Teraz to ojciec męczy Babulę juniora o uruchomienie dla niego podobnego do FunWeb.pl serwisu, tym razem FunBus.pl.
— Trochę się ociągam, bo mam własne sprawy na głowie. Na szczęście mamie wystarczy książka kucharska —śmieje się młody biznesmen.
A Larry Page z Google dorzuca swoje w kwestii nowych technologii:
— Tu nie musisz mieć stuosobowego zespołu, by wpaść na dobry pomysł.
Wieczorem Kamil Babula zamyka więc laptopa i znowu bierze się do klawiszy, tym razem do tych z kości słoniowej, od pianina. A potem to impreza, to na piłkę się z kumplami umówi, na rolkach pojeździ. W końcu ma dopiero dwadzieścia lat, osiemnastu pracowników i pewien wirtualny, ale nie najgorszy adres. n
Kontrowersyjny świat Erica
Na bardziej lub mniej śmiesznych filmach, dźwiękach i zdjęciach w sieci majątek zbił Eric Bauman, amerykański dwudziestokilkulatek. Już jako dziecko stał na ulicy z pytonem i kasował od przechodniów po 75 centów za obejrzenie gada. Dziesięć lat temu zaczął znajomym rozsyłać biuletyn z żartami, potem zamieścił w sieci filmy, gdzie naśmiewał się z nauczycieli. Zaczął również specjalizować się w żartach telefonicznych. Podszywał się na przykład za Michaela Jacksona, korzystając z plików dźwiękowych. Dziś ma 26 lat i 1,2 miliona wejść dziennie na stronę ebaumsworld. com. Jego roczny przychód sięga 10 milionów dolarów. A im więcej kontrowersji temu towarzyszy, tym dla Erica lepiej.
Trojaka Arena
PCArena.pl jest podzielona na trzy części: PC Arenę, Soft Arenę i Game Arenę. Pierwszy dział to przede wszystkim recenzje sprzętu. Soft Arena jest nieco lżejsza, zawiera sporo newsów ze świata nowych technologii, poradniki, jak instalować np. Windowsa Vistę. Ostatnia część to królestwo gier i sprzętu potrzebnego do profesjonalnej zabawy przed komputerem.
Wortal w liczbach
66
Takie miejsce, pod względem popularności, zajmuje PCArena.pl według danych Stat 24, który monitoruje prawie 55 tys. stron.
500
dol. Tyle ma kosztować recenzowany ostatnio przez PCArenę iPhone marki Apple.
650
Nawet tylu użytkowników jednocześnie potrafi być na forum PCArena.pl
Giętka chińszczyzna
Pierwszy raz targi Computex na Tajwanie odbyły się w 1981 roku. Jeszcze osiem lat temu prezentowało się tam niecałe tysiąc wystawców. Dziś Computex to drugie największe, po Cebicie, targi komputerowe świata, z 1,5 tys. wystawców, 30 tys. kupujących i 150 tys. odwiedzających. A mają ambicje na numer jeden, choć na straganach dominują produkty azjatyckie, szczególnie tania „chińszczyzna”. Jednak zdarzają się prawdziwe techniczne rarytasy, takie jak giętkie ekrany LCD. A te później, zwykle pod inną marką, trafiają pod europejskie czy amerykańskie strzechy. Cena biletu lotniczego w dwie strony — 3-3,5 tys. zł, za przyzwoity trzygwiazdkowy hotel trzeba zapłacić około 90 dolarów za dobę.
