Ponadto tego dnia Ministerstwo Finansów sprzedało Bony Skarbowe za 2,7mld w tym:13-tygodniowe za 500 mln zł, 26-tygodniowe za 449,050 mln zł oraz 52-tygodniowe za 1.806,91 mln zł. Wtorek był odwrotnością dnia poprzedniego. Od początku dnia Byki rządziły rynkiem, wspierane zmianą rekomendacji UniCredit CAIB z „neutralnie” do „przeważaj” dla polskich spółek oraz poprawą nastrojów na innych rynkach systematycznie odrabiały straty z dnia poprzedniego. Efektem końcowym był wzrost WIGu z poziomu 25855 pkt. do 27000 pkt. (ok 4%). W środę do południa rynek szukał impulsów, które pomogłyby ustalić kierunek indeksów. Tego dnia mieliśmy duży napływ danych ze Stanów Zjednoczonych i ostatecznie podaż przeważyła. Końcówka tygodnia również nie należała do przełomowych. Piątek był dniem, który prawie zredukował czwartkowe wzrosty. Jeżeli chodzi o nasz szeroki indeks WIG pod kątem analizy technicznej wygląda zachęcająco.
Japonia, Chiny, Indie
Tydzień rozpoczął się od przeceny zarówno w Japonii jak i Indiach. Okazało
się, że czerwień na Dalekim Wschodzie zapowiadała prawdziwe trzęsienie ziemi w
pozostałej części globu, gdzie indeksy spadały o wiele bardziej. Jedynie Chiny
wykazały swoją siłę, którą zresztą utrzymywały aż do końca tygodnia. Powodem
poniedziałkowych spadków były przede wszystkim spadki cen surowców po
weekendowej decyzji OPEC o nie zmniejszaniu wydobycia. We wtorek giełdy na
dalekim wschodzie spadły jak jeden mąż w ślad za nurkującym w dół głównym
indeksem giełdy nowojorskiej. Informacja, że USA są od 12 miesięcy w recesji tak
przestraszyła tokijskich inwestorów, że główny indeks spadł o ponad 6%. Indie
oraz Chiny zareagowały o wiele łagodniej. Druga połowa tygodnia przyniosła
wzrosty indeksów na głównych rynkach rozwijających się Azji. Giełda tokijska
natomiast pogrążyła się w marazmie.
W zeszłym tygodniu giełda indyjska dalej
ignorowała informacje o ciągłym niebezpieczeństwie ataków terrorystycznych. Na
największych lotniskach wciąż bowiem obowiązuje alarm antyterrorystyczny, a
Bombaj przypomina fortecę. Cieszyć może efekt wizyty sekretarz stanu USA
Condoleezzy Rice w Pakistanie, po której prezydent tego państwa zapewnił o
„zdecydowanej akcji” przeciw sprawcom zamachów. Teraz trzeba liczyć na to, że za
słowami pójdą czyny, a wciąż bardzo niechętnie nastawieni obywatele Indii
uwierzą swojemu sąsiadowi.
Warto również wspomnieć o Strategicznym Dialogu
Gospodarczym pomiędzy Chinami i USA, który odbył się w Pekinie w czwartek i
piątek. USA naciskały na aprecjację yuana, a Chiny odpowiadały, że Amerykanie
muszą sami rozwiązać własne problemy jak nadmierna konsumpcja oraz długi. Na
przełom nie można było liczyć, skoro aktualna ekipa Busha już niedługo opuści
Bały Dom. Oba kraje zadeklarowały jednak pomoc rzędu 20 mld dolarów na
finansowanie eksportu z obu krajów. Odchodzący sekretarz skarbu dostał również
prezent w postaci ułatwionego dostępu do Chińskiego rynku obligacji przez
zagraniczne banki
Stany Zjednoczone
W USA tydzień był kontynuacją zmienności. W poniedziałek wcale nie mówiło się o raporcie ze świątecznej sprzedaży detalicznej lecz trawiono złe dane makro. Co prawda giełda amerykańska stopniowo uodparnia się na negatywne wiadomości, jednak informacja z National Bureau of Economic Research, że gospodarka amerykańska od 12 miesięcy jest w recesji nie mogła przejść bez echa. Indeksy zanurkowały o ponad 8% potwierdzając, że nad rynkiem wciąż czyha ogromna podaż. Kolejne dni nie przynosiły żadnych dobrych wiadomości. Po poniedziałkowych złych odczytach indeksu ISM dla przemysłu dowiedzieliśmy się bowiem, że sektor usług ma się równie źle. Tym niemniej giełda rosła, co jest bardzo dobrym znakiem. Chodziło o to, że wróciły nadzieję na rajd św. Mikołaja. Niestety nie jest on przesądzony, gdyż koniec tygodnia już nie był najlepszy. Zresztą przyniósł on złe dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku i wręcz tragiczny odczyt o zmianach zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Liczba etatów według prognoz miała się zmniejszyć o ok. 300 tys., jednak faktycznie zmieniła się o ponad pół miliona. Ponadto nad rynkiem wciąż wisi groźba bankructwa GM. Co prawda pomoc rządu wydaje się prawie przesądzona, gdyż upadek jednego z „wielkiej trójki” pociągnąłby za sobą wielu kooperantów a wraz z nimi całe Detroit, jednak na rynku spekulowało się o możliwym wejściu w postępowanie układowe. Gdyby ziścił się czarny scenariusz, to pracę mogłoby stracić nawet 2,5 mln Amerykanów, nie wspominając o skutkach bankructw motoryzacyjnych gigantów dla rynków finansowych, które znowu mogłyby się zatrząść w swoich podstawach.
Europa Zachodnia
Nie najlepsze dane makro zza Oceanu oraz z Eurolandu sprawiły, iż mijający
tydzień na rynkach Starego Kontynentu nie należał do udanych. Główne
zachodnioeuropejskie indeksy w ujęciu tygodniowym zgodnie wylądowały na
kilkuprocentowych minusach.
Kolejne publikacje dotyczące stanu europejskiej
gospodarki tylko potwierdzają to, o czym mówi się od kilku miesięcy. Indeksy PMI
strefy euro z sektora produkcyjnego oraz usług okazały się niższe od oczekiwań
(odpowiednio 35,6 pkt oraz 42,5 pkt), nie wspominając już o poziomie znacznie
poniżej progu 50 pkt umownie oddzielającego wzrost gospodarczy od recesji.
Czwartkowe dane odnośnie wzrostu PKB w Eurolandzie w III kwartale akurat nie
zaskoczyły inwestorów (spadek 0,2 proc. w ujęciu kwartalnym oraz wzrost 0,6
proc. w ujęciu rocznym), jednakże potwierdziły tylko obraz hamującej gospodarki
Starego Kontynentu.
Humorów inwestorom zbytnio nie poprawiła kolejna
skoordynowana próba obniżenia ceny pieniądza przez europejskie banki, Europejski
Bank Centralny obniżył stopy procentowe o 75 pb do poziomu 2,50 proc., Bank
Anglii zredukował je o 100 pb do poziomu 2 proc., najbardziej „hojny” okazał się
szwedzki Riksbank obniżając stopy aż o 175 pb do poziomu 2 proc.
Pomimo
niesprzyjającego sentymentu makroekonomicznego, z dużą dozą prawdopodobieństwa
można stwierdzić, iż duża część przyszłych złych danych gospodarczych jest już
uwzględniona w cenach walorów europejskich spółek, co daje nadzieję na
uspokojenie nastrojów inwestorów do końca roku, a może nawet na pewne
odreagowanie na europejskich rynkach. Przyczynkiem do tego może okazać się fakt,
iż wskaźnik cena/zysk dla panamerykańskiego indeksu DJ Stoxx600 w dalszym ciągu
utrzymuje się na niskim poziomie (poniżej 10), co czyni walory wielu
europejskich spółek fundamentalnie tańszymi od np. amerykańskich.
Europejskie Rynki Wschodzące
Miniony tydzień przyniósł dalsze uspokojenie globalnych rynków akcji,
związane jest to z ogromną dynamiką wcześniejszych spadków. Inwestorzy obecnie
nie akceptują niższych wycen mimo coraz gorszych raportów makro. Skrajne
wyprzedanie rynku, którego jednym z objawów jest ignorowanie gorszych od
oczekiwań raportów makro, daje szansę na większe odreagowanie na rynku akcji.
Raporty z regionu nie wyróżniają się niczym na tle globalnym. Wskaźnik
koniunktury przemysłu Rosji spadł w listopadzie do poziomu 39,8 i jest niższy
niż w czasie kryzysu z 1998 r. Sprzedaż detaliczna Estonii spadła w październiku
o 7% rdr., jest to szósty spadkowy miesiąc z rzędu, a wskaźnik zaufania wśród
estońskich firm i konsumentów jest najniższy w historii. Produkcja przemysłowa
Węgier spadła w październiku o 7,2% rdr., co jest najgorszym wynikiem od 16 lat,
był to piąty spadkowy miesiąc z kolei. Produkcja Przemysłowa Łotwy spadła o 9,0%
rdr. Pocieszające dane z regionu dotyczą inflacji, zagrożenie z tej strony
wyraźnie spadło, wydaje się, że scenariusz stagflacyjny jest coraz mniej realny.
W piątek węgierski bank centralny podał informację dotyczącą rezerw
walutowych, wzrosły one o ponad 5 mld. euro do 22,875 mld Euro, co jest
najwyższym stanem w historii. Ten wzrost wynika z otrzymanej pożyczki 4,9
mld Euro od MFW.
W dalszym ciągu na rynku mamy do czynienia z degradacjami
spółek przez analityków, a w najmniej drastycznych przypadkach z obniżaniem
wycen. Jednakże publikowanie nowych wycen nie ma już takiego wpływu na rynek jak
jeszcze kilka tygodni temu.
Wyniki spółek mimo już ogłoszonej recesji USA są
na takim samym poziomie co jeden, dwa, trzy kwartały temu. Oczywiście patrzymy w
przyszłość, a ta może nie wydaje się różowa, ale obawy o wyniki były również w
poprzednich kwartałach, a ceny akcji są o połowę niższe.
Surowce
Rynek ropy naftowej po raz kolejny zniżkował w tym tygodniu. Tym razem ceny
spadły z 53 do 42 dolarów za baryłkę, co daje 20% ruch w dół. Czynniki, które
determinują kierunek zmian na tym rynku pozostają niezmienne. Obawy o globalny
wzrost gospodarczy mają uzasadnienie, a malejący popyt przekłada się na wzrost
zapasów surowca w USA, co ściąga ceny na coraz to niższe rejony. Na sobotnim
nieformalnym spotkaniu OPEC nie podjęto konkretnych decyzji o obniżeniu
wydobycia, jednak w świetle wydarzeń rynkowych wydaje się być ona przesądzona.
17 grudnia na formalnym spotkaniu OPEC doczekamy się cięcia, a zagadką pozostaje
tylko jego skala. Obecnie ceny sięgnęły pułapu nie notowanego od początku 2005
roku. Najbliższe techniczne wsparcie dla cen to 40 $/bbl, ale jeśli rynek z taką
łatwością będzie zniżkował to wkrótce wspomniany poziom stanie się
oporem.
Negatywny sentyment do rynków surowcowych ma swoje odbicie także na
rynku miedzi. Kłopoty amerykańskiej gospodarki (zwłaszcza w sferze budowlanej
oraz motoryzacyjnej) i obniżki prognoz PKB dla Chin, to główne bodźce do
wyprzedaży. Podobnie jak na ropie, ceny sięgnęły poziomów z 2005 roku. Na
piątkowej sesji na giełdzie w Londynie tona miedzi naruszyła poziom 3000
dolarów. Obecnie płaci się 3020 dolarów za tonę, co w porównaniu z poprzednim
tygodniem oznacza spadek o 15%.
Spokojny tydzień na rynku walutowym (para
USD/EUR) nie przeszkodził cenom złota spaść o 8%, a uncja wyceniana jest na 745
dolarów. Oznacza to, że rynek w tym tygodniu stracił ujemną korelację z rynkiem
walutowym, co do niedawna było głównym czynnikiem zachowania się cen. Taka
reakcja może dziwić biorąc pod uwagę, że złoto było postrzegane jako „oaza
spokoju” w niepewnych czasach. Jednak w dobie obecnego kryzysu rynek po raz
kolejny pokazuje swoją nieobliczalność. Od marca bieżącego roku po osiągnięciu
cenowego szczytu (1004 $/oz), żółty kruszec pozostaje nadal w trendzie
spadkowym. Najbliższe wparcie znajduje się na poziomie 715 dolarów za uncję i w
tym kierunku rynek powinien podążać w nadchodzącym tygodniu.
Waluty
Miniony tydzień upłynął przede wszystkim pod znakiem umacniającego się jena. Japońska waluta zyskała na wartości w stosunku do dolara, euro jak i funta brytyjskiego. Największa aprecjacja w horyzoncie tygodnia, około 8%, miała miejsce w stosunku do funta. Dolar amerykański i euro straciły do jena po blisko 4%. Para GPP/JPY dodatkowo pokonała istotne wsparcie (138-139) w postaci dołków z poprzednich kilku tygodni, ustanawiając minimum bliskie wartości 133 (piątek godzina 15:00). Najbliższe wsparcie to poziom 131 - dołek 1995 roku. Para EUR/USD dwukrotnie (wtorek i czwartek) atakowała minima z poprzedniego tygodnia 1,2566. Za każdym razem kończyło się to znaczącym odreagowaniem umacniającym europejską walutę. Można zakładać że jeśli kolejna próba pokonania tego wsparcia zakończy się powodzeniem to dołek z końca października powinien paść już siłą rozpędu. Jeśli taki scenariusz będzie miał miejsce to kolejne wsparcie widzę na poziomie około 1,21 co odpowiada 50% wzrostów z lat 2000-2008. Nasza rodzima waluta w ujęciu tygodniowym straciła na wartości. Pary USD/PLN, EUR/PLN i CHF/PLN zakończyły tydzień zmianą o około 3%. Na wykresach można zaobserwować, że wyrysowały się formacje przypominające swym kształtem trójkąt. Jeśli nastąpi wybicie górą z tych formacji to prawdopodobny stanie się scenariusz dynamicznej deprecjacji złotówki.
Raport przygotował zespół Doradców Finansowych Xelion w
składzie:
Łukasz Bugaj, Jarosław Godyń, Zofia Kamińska, Michał Kurpiel, Paweł
Pilzak, Adam Piotrowski, Tomasz Ray-Ciemięga, Piotr Trzeciak, Kamila
Urbańska-Pałac.