Opcje: idzie nowa fala bankructw

Adrian Boczkowski
05-02-2009, 06:51

Skok notowań  euro do 4,7 zł oznacza lawinowy przyrost zobowiązań firm wystawiających opcje. Problem opcji tak nabrzmiał, że polskie władze nie mogą mu się biernie przyglądać. To kolejna kula u nogi gospodarki.

Przedsiębiorcy spodziewają się fali bankructw z powodu strat na wystawionych opcjach walutowych. To przez złotego, którego wycena leci w dół jak kula śnieżna. W środę kurs euro dobijał do 4,7 zł, podczas gdy w minione wakacje wspólnotowa waluta kosztowała 3,2 zł. Grający na osłabienie naszej waluty nie odpuszczają.

— To zamach na polską gospodarkę — ocenia Zbigniew Jakubas, znany przedsiębiorca, inwestor giełdowy i prezes Polskiej Rady Biznesu. (TUTAJ - czytaj wywiad ze Zbigniewem Jakubasem).

Jego zdaniem rząd nie może stać z boku i udawać, że nic się nie dzieje.

— Trzeba jak najszybciej podjąć kroki, by uciąć wielką spekulację na rynku złotego. Trzeba też zmusić banki, by wypiły piwo, jakie same nawarzyły — dodaje biznesmen.

Stan krytyczny

W styczniu rynkowi eksperci za krytyczny uznawali kurs EUR/PLN 4,5-4,6. We wtorek po południu okazał się on faktem. W środę było jeszcze gorzej. Można się spodziewać, że kolejna grupa przedsiębiorstw osiągnęła granicę możliwości finansowych i nie wytrzyma dłużej opcyjnego balastu.

— Wydarzenia na rynku walutowym to celowa gra. Chodzi o doprowadzenie do zamykania pozycji na wystawionych przez firmy opcjach kupna waluty przy możliwie słabym złotym. Obecne kursy są już absurdalne. Dlatego spodziewam się fali bankructw wśród firm, które są mocniej zaangażowane na rynku opcji walutowych — mówi Ryszard Petru, który od lipca będzie głównym ekonomistą Grupy  BRE Banku.

Dilerzy walutowi opisują, że po przekroczeniu przez EUR/PLN bariery 4,52 kilka firm spoza GPW musiało zamknąć pozycje opcyjne. To pchało złotego coraz niżej. Kolejna ważna bariera dla kursu EUR/PLN, biorąc pod uwagę opcje, wynosi 4,8.

— Wtorkowy spadek złotego pokazał, że nie ma żadnych limitów i barier —przyznaje Marek Wołos, dyrektor departamentu doradztwa i analiz DM TMS Brokers.

Millennium wygrało

Jeśli wartość złotego w najbliższych dniach wyraźnie nie wzrośnie, wiele przedsiębiorstw otrzyma wezwania do uzupełnienia depozytów zabezpieczających. Chodzi o grube miliony złotych. Problem w tym, że sporo firm nie dysponowało wolną gotówką już przed kilkoma miesiącami. Banki poszły im wtedy na rękę i wzięły w zastaw majątek (np. nieruchomości). Co będzie teraz?

— Spodziewam się wielu wypowiedzeń umów. Niektórzy klienci nie potrafią udźwignąć takiego ciężaru — mówi szef departamentu skarbu w jednym z banków.

Zdaniem kolejnego bankowca po wybuchu opcyjnej bomby jesienią zeszłego roku firmy i banki spuściły w następnych miesiącach z tonu i zaczęły grać na czas, nie zamykając otwartych pozycji.

— Wykorzystali to spekulanci z rynku walutowego — mówi nasz rozmówca.

Szef działu ryzyka jednego z dużych banków obawia się, że banki będą musiały utworzyć bardzo duże rezerwy i odpisy.

— Sytuacja się pogarsza. Teraz można powiedzieć, że wygrali ci, którzy wcześniej pozamykali pozycje — mówi jeden z bankowców.

Przypomnijmy, że tak przy kursie 3,8 zł za euro zrobił giełdowy  Erbud. Budowlana spółka tłumaczyła wtedy, że problem opcji walutowych narasta, więc spodziewa się wzrostu kursu dewiz. Strata wyniosła niecałe 50 mln zł. Teraz mogłoby to być nawet trzy razy więcej.

Z naszych informacji wynika, że z krajowych banków najmocniej zaangażowanych na rynku opcji walutowych dziś w najlepszej sytuacji jest Millennium. To ten bank jako pierwszy na jesieni zamykał ryzykowne, spekulacyjne pozycje swoich klientów. Inne banki czekały.

— Spodziewaliśmy się ataku na złotego, więc w interesie klientów, ale również własnym, podjęliśmy konieczne kroki. Teraz to procentuje — mówi wysoki rangą przedstawiciel Millennium.

Władze zadziwiły

Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki, twierdzi, że nie jest potrzebna interwencja na rynku walutowym. Sławomir Skrzypek, prezes NBP, uważa spekulację rynkową za ostatnią rzecz, jaka osłabiła złotego. Eksperci mają inne zdanie.

— Jestem zaskoczony wypowiedzią wicepremiera Pawlaka. Ekstremalnie słaby złoty jest dużo ważniejszy niż na przykład stopy procentowe. RPP tego nie doceniła, ścinając zbyt szybko i zbyt mocno cenę pieniądza. Nie musimy nikogo naśladować. Tymczasem to, co dzieje się na rynku złotego, jest bardzo niebezpieczne — komentuje Ryszard Petru.

Jego zdaniem nieprzewidywalny kurs złotego odstrasza zagranicznych inwestorów, a silna przecena naszej waluty wizerunkowo świadczy o słabości kraju.

— Te sprawy powinny być na bieżąco omawiane przez NBP i Ministerstwo Finansów. Ewentualna rynkowa interwencja naszych władz monetarnych powinna być jednak dokonana razem z Czechami i Węgrami. Bez regionalnej koordynacji nie można liczyć na dobre efekty, ponieważ sami mamy za małe moce finansowe — dodaje Ryszard Petru.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Opcje: idzie nowa fala bankructw