"Na tym etapie nie identyfikujemy zagrożeń dla ciągłości dostaw paliw na rynek krajowy ani dla pracy rafinerii. Orlen nie sprowadzał i nie sprowadza ropy naftowej przez Cieśninę Ormuz. W przypadku LNG udział gazu z Kataru ma charakter uzupełniający" - poinformowało PAP Biznes biuro prasowe Orlenu.
W ubiegłym roku LNG z Kataru odpowiadało za niespełna 10 proc. zapotrzebowania generowanego przez Orlen i odbiorców zaopatrywanych w paliwo gazowe. Około 40 proc. pokrycia zapewniał gaz sprowadzany przez Baltic Pipe, a ok. 30 proc. pochodziło z regazyfikacji LNG z innych kierunków. Bilans uzupełniało wydobycie krajowe oraz import rurociągowy.
"Obecnie żaden z tankowców LNG płynących do Polski nie znajduje się w rejonie Cieśniny Ormuz. Dostawy są realizowane zgodnie z harmonogramem" - podało biuro prasowe.
"Orlen stale monitoruje sytuację na rynkach surowcowych i dysponuje możliwością realizacji zakupów spotowych, jeśli wymagałaby tego sytuacja rynkowa. Spółka posiada zdywersyfikowany portfel dostaw, co pozwala elastycznie uzupełniać import z różnych kierunków, w zależności od dostępności i warunków handlowych" - dodano.
Orlen zapewnia, że będzie dążyć do tego, by zapewnić klientom paliwa w najniższych możliwych cenach.
"Sytuacja geopolityczna jest jednym z wielu czynników wpływających na notowania ropy naftowej oraz produktów paliwowych na światowych giełdach. Rynki reagują także na decyzje producentów zrzeszonych w OPEC+, poziom globalnych zapasów, dane makroekonomiczne oraz kursy walut. Ewentualne zmiany cen paliw w Polsce są wypadkową tych wszystkich elementów, a także czynników lokalnych, takich jak koszty produkcji, logistyki, obciążenia fiskalne czy otoczenie konkurencyjne" - ocenia biuro prasowe Orlenu.
