Ostatni bastion PRL korzysta z wolności

opublikowano: 13-09-2012, 00:00

Duże stacje telewizyjne dostają po głowie nie tylko przez kulejący rynek reklamy. Swoje dokłada cyfryzacja.

Dać ludziom pilota, a bigosu narobią. Taki wniosek nasuwa się po analizie tego, kto i jak oglądał telewizję ostatniego lata. „PB” przyjrzał się grupie widzów, którą w zaciszach gabinetów prezesów nazywa się „ostatnim bastionem PRL”.

To wcale nie wyborcy SLD czy PSL, ale osoby, które nie mają kablówek ani dostępu do oferty platform satelitarnych i stanowią trzecią część widowni telewizyjnej w Polsce. Od kilku miesięcy mogą jednak oglądać telewizję cyfrową, przez multipleksy. Też za darmo, ale już na bogato, bo przekaz cyfrowy to nie tylko trzech liderów (TVN, TVP i Polsat) z dostawkami, lecz peleton kilku prężnych stacji mających ambicje większe niż życie w cieniu wielkich braci.

Według najnowszych badań, fragmentacja widowni telewizyjnej w „bastionie 30 proc.” przyspiesza mocniej niż porsche Kuby Wojewódzkiego. I jeszcze długo nie zabraknie jej paliwa. Ci Polacy, którzy wciąż mają dostęp tylko do analogu, poświęcają 90 proc. czasu na cztery główne anteny. Jednak ci, którzy przełączyli się już na odbiór cyfrowy, czterem głównym antenom poświęcają już tylko 53 proc. czasu.

— To dopiero początek. I pomyśleć, że jeszcze rok temu część rynku, szczególnie duzi gracze, uważała, że telewizja cyfrowa będzie klapą. Teraz płacą cenę za lekceważenie tego kanału dystrybucji. Oceniam, że udział widzów z multipleksów dobije do 40 proc., 30 proc. stanowić będą przejścia z analogu, kolejne 10 proc. to osoby, które zrezygnują z telewizji kablowych i satelitarnych — przekonuje Zbigniew Benbenek, właściciel ZPR, kontrolującego Polo TV i Eska TV, które wśród widzów multipleksów zdobyły 10 proc.

— Wkrótce małe stacje przebiją barierę połowy udziałów wśród widzów multipleksów. Do nich płynie ekstra gotówka, więc inwestują w programming. Z dużych stacji odpływają pieniądze, więc również programy są tańsze i nie tak atrakcyjne — uważa Marcin Boroszko, prezes Atmedia.

Najwięksi gracze, rozdający od lat karty, oprócz kryzysu na rynku reklamy dostają od multipleksów kolejny cios. W ich przypadku każdy procent w oglądalności ma wartość ponad 30 mln zł w przychodach. Jaka jest odpowiedź czołowych stacji? Polsat i TVN mają nie tylko platformy cyfrowe, ale również rozwijają mniejsze kanały na multipleksach. Przy czym najlepiej wśród widzów telewizji cyfrowej wypadają podmioty przynajmniej częściowo niezależne od liderów. Pretendenci utrzymują tempo krezusów, miliony na ramówkę wyda choćby ZPR, jedyny gracz z multipleksów zupełnie niezależny od TVP, TVN czy Polsatu.

— Jesteśmy w trakcie produkcji dwóch talent show, m.in. z Shazzą, odpalamy też platformę w internecie, by dorównać Ipli czy TVN Playerowi — przekonuje Zbigniew Benbenek.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu