Ostrożnie z tymi stopami w ECB

Marek Wierciszewski
27-04-2011, 00:00

Zbyt szybki wzrost stóp w Eurolandzie może zaszkodzić koniunkturze i notowaniom wspólnej waluty.

Jeżeli Europa przesadzi z podwyżkami stóp, euro może osłabić się nawet o 16 proc. — uważa Standard Life

Zbyt szybki wzrost stóp w Eurolandzie może zaszkodzić koniunkturze i notowaniom wspólnej waluty.

Od początku roku wspólna waluta umocniła się wobec stworzonego przez Bloomberga koszyka 10 najbardziej płynnych walut o 3,3 proc., ustępując pod względem siły jedynie koronie szwedzkiej. W stosunku do dolara euro jest najmocniejsze od 16 miesięcy. Ekonomiści nie mają złudzeń. To efekt oczekiwań na podwyżki stóp procentowych w Eurolandzie.

— Inwestorzy pójdą tam, gdzie zaoferuje się im wyższe stopy zwrotu — komentują w najnowszym raporcie Jordan Kotick i Jay Govender, stratedzy walutowi Barclays Plc.

Poszukiwanie zysków

Wyższe oprocentowanie inwestorzy znajdują właśnie w Europie. Na początku kwietnia Europejski Bank Centralny (ECB) pierwszy raz od blisko trzech lat zdecydował się na podniesienie stóp procentowych, ustalając koszt pieniądza na 1,25 proc., co jednak wciąż wypada poniżej inflacji.

Oczekiwaniu na wyższe stopy towarzyszy wzrost rentowności obligacji skarbowych. Po trwających od jesieni spadkach cen korzystne oprocentowanie przy znikomym ryzyku oferują inwestorom niemieckie bundy. Rentowności obligacji naszych zachodnich sąsiadów przekraczają rentowności analogicznych papierów amerykańskich już o 114 punktów bazowych. To najwięcej od 2008 r.

Choć Jean-Claude Trichet, prezes ECB, zapewnia, że ruch sprzed dwóch tygodni nie musi wcale oznaczać serii podwyżek, to jednak z podejmującej decyzje o stopach procentowych Rady Prezesów banku dochodzą jastrzębie pomruki. Jak podkreśla należący do tego gremium Luc Coene, prezes banku Belgii, polityka ECB jest zbyt luźna. Rynek przewiduje, że przed końcem roku stopy wzrosną o kolejne 50 punktów bazowych.

— Te oczekiwania nie są bezpodstawne — przyznaje Ewald Nowotny, członek rady i prezes banku Austrii, zwolennik bardziej restrykcyjnej polityki.

Standard Life ostrzega

Przed pochopnymi decyzjami bankierów centralnych ze Starego Kontynentu przestrzega jednak Standard Life, globalna grupa finansowa zarządzająca aktywami o łącznej wartości 256 mld USD. Jej zdaniem pochopne decyzje mogą okazać się dla euro fatalne w skutkach.

— Zacieśnienie polityki, na które składają się zarówno podwyżka stóp, jak i dalsze umocnienie waluty, to zła recepta dla Europy — powiedział w udzielonym w przedświątecznym tygodniu wywiadzie Ken Dickson, dyrektor inwestycyjny odpowiedzialny za rynek walutowy w Standard Life Investments.

Jego zdaniem wcale nie jest wykluczone, że jeśli EBC podniesie stopy bardziej, niż wymagają tego zagrożenie inflacją i ogólny stan gospodarki, to wkrótce będzie zmuszony, by je ponownie ciąć. To z kolei nie pozostałoby bez wpływu na perspektywy euro na rynku walutowym.

— Podwyżki stóp procentowych ECB uderzą w kraje o trudnej sytuacji fiskalnej, takie jak Hiszpania, zwiększając koszt finansowania banków i obciążenia dla posiadaczy kredytów hipotecznych — uzasadnia Jessica Hoversen, analityk MF Global w Nowym Jorku.

Czekając na odwrót

Z tym poglądem nie zgadza się wciąż większość strategów walutowych głównych globalnych banków. W połowie bieżącego miesiąca kupno europejskiej waluty zalecił Deutsche Bank, mający wg Euromoney największy wśród wszystkich banków, 18-procentowy udział w obrotach na rynku walutowym. Jego zdaniem różnice stóp procentowych ECB i Fed uzasadniają notowania pary EUR/USD w paśmie 1,47-1,50.

Również zdaniem Citigroup euro umocni się wobec dolara do 1,50, jeżeli tylko do nagłego załamania nie dojdzie w Hiszpanii. Jak dodaje Jay Govender, strateg Barclay’s Plc., wzrosty euro nie powinny być zbyt szybkie, jednak w drugiej połowie roku za wspólną walutę trzeba będzie zapłacić nawet 1,50-1,52 USD.

Z drugiej strony nawet w raportach instytucji obstawiających umocnienie euro pojawiają się pierwsze sygnały niekorzystne dla wspólnej waluty.

— Uważamy, że o dalsze wzrosty euro będzie coraz trudniej, a kłopoty budżetowe są w Europie równie poważne, jak w USA. Dlatego w średnim terminie unikalibyśmy zajmowania długich pozycji [na EURUSD — red.], a nawet rozglądalibyśmy się za możliwością realizacji dotychczasowych zysków — przyznają we wspomnianym raporcie stratedzy Deutsche Bank.

Przełom coraz bliżej

Mizuho, druga pod względem wielkości japońska grupa finansowa, uważa, że według parytetu siły nabywczej wspólna waluta jest przewartościowana w stosunku do dolara aż o 18 proc. Na jeszcze więcej, bo 26 proc., wspomniane przewartościowanie szacuje Deutsche Bank.

— W ciągu ostatnich 10 lat euro ustanawiało swój szczyt względem dolara, kiedy było przewartościowane o około 20 proc. według parytetu siły nabywczej — zauważa Daisuke Karakama, ekonomista Mizuho.

Paradoksalnie gwałtowną korektę notowań euro wywołało obniżenie perspektywy ratingu SP dla USA w ubiegłym tygodniu. Skłoniło to uczestników rynku do zamykania ryzykownych inwestycji, a za taką uchodzi euro. Od tamtego czasu wspólna waluta z nawiązką odrobiła jednak straty, do czego przyczyniła się niespodziewana dalsza poprawa koniunktury w przemyśle strefy euro (wskaźnik PMI wzrósł z 57,5 punktu do 57 punktów). Jeszcze przed końcem tygodnia euro ustanowiło 16-miesięczne maksimum wobec dolara.

— Oczekujemy, że euro przejdzie z przewartościowania do niedowartościowania. Możliwe, że zajmie to dłużej niż kilka miesięcy, ale sądzimy, że jeszcze przed końcem roku notowania wspólnej waluty będą się już znajdowa- ły w klarownym trendzie spadkowym — twierdzi Ken Dickson.

16%

O tyle euro może osłabić się względem dolara zdaniem Standard Life.

18%

O tyle, według banku Mizuho, euro jest przewartościowane wobec dolara przy uwzględnieniu parytetu siły nabywczej.

1,25%

Tyle od kwietnia wynosi główna stopa procentowa ECB.

Marek Rogalski: Jeśli kredyt na dłużej to w euro

Jak ocenia pan prognozę Standard Life?

Takie myślenie jest moim zdaniem po części słuszne. Zresztą to, że euro się cofnie, jeżeli ECB będzie podnosił stopy, zapowiedział już wcześniej Nouriel Roubini. Im szybsze podwyżki, tym większe ryzyko, że kłopoty będzie miała Hiszpania. Udział złych kredytów wzrósł w tym kraju najwyżej od 16 lat, a te oprocentowane są według zmiennej stopy.

Upadek Hiszpanii to byłby już duży problem dla strefy euro, dla mechanizmów pomocowych. Dlatego ECB ma spory kłopot, a Jean-Claude Trichet, prezes banku, stara się wciąż powtarzać, że to nie jest początek serii podwyżek.

Jak w najbliższych kwartałach będzie wyglądała polityka pieniężna ECB?

Myślę, że ECB będzie jednak prowadził politykę w sposób bardziej wyważony. To oznacza wolniejsze podwyżki, niż te, które w tej chwili uwzględnia rynek. W tym roku spodziewam się jeszcze jednego takiego posunięcia, a w przyszłym bank może podnieść stopy dwukrotnie. Na koniec 2012 r. stopy powinny być bliżej 2 proc. niż 3 proc.

Za taką polityką przemawia uspokajająca się już chyba sytuacja na rynkach surowcowych. Problem pojawiłby się jednak, gdyby zaczęła rosnąć presja na wzrost płac.

Jak ocenia pan perspektywy kursu EUR/PLN?

Tu należy bardziej zwrócić uwagę na gospodarkę polską. Po wyborach rating Polski może znaleźć się pod presją, bo agencje oceniają nasze reformy jako niewystarczające. Oprócz naszych finansów w dłuższej perspektywie istnieje szereg innych czynników ryzyka, na czele z Grecją i ratingiem USA. Dlatego złoty może być ciut słabszy, względnie stać w miejscu.

Czy kredyty denominowane w euro to dobra decyzja?

Jeżeli ktoś zamierza wziąć kredyt na mieszkanie, które może zechcieć sprzedać po kilku latach, by kupić inne, większe, to zdecydowanie polecam złotego, jako bezpieczniejszą opcję. Widać to na przykładzie osób, które wzięły kredyt we frankach. Ich mieszkania są teraz praktycznie niemożliwe do sprzedania na rynku [bo wartość hipoteki przekroczyła wartość mieszkania — red.].

Kredyty walutowe uważam natomiast za warte rozważenia w przypadku osób kupujących mieszkanie na dłużej. Najbardziej korzystne wydają się w takim wypadku kredyty nie w dolarze i nie we franku, ale właśnie w euro. Prędzej czy później wejdziemy do Eurolandu. A jeśli porównamy siłę naszych gospodarek, to złoty jest rzeczywiście niedowartościowany. Dlatego docelowy kurs wymiany powinien być bliższy 3,50 niż 4,00 zł. Drugim istotnym argumentem są stopy procentowe [które są niższe w strefie euro — red.].

Rosnące stopy będą wspierać euro

Cezary Charpek

Citi Handlowy, analityk rynku walutowego i obligacji

Spodziewamy się odwrotnego efektu niż Standard Life. Rosnący dysparytet stóp będzie przyczyniał się do umocnienia euro. W czerwcu lub lipcu oczekujemy kolejnej podwyżki kosztów pieniądza w Eurolandzie. Tymczasem do pierwszej podwyżki za oceanem powinno dojść najwcześniej w I kwartale przyszłego roku. Na koniec 2012 r. stopy Europejskiego Banku Centralnego powinny sięgnąć 2,50 proc. To dwa razy więcej niż zakłada nasza prognoza odnosząca się do stóp w Stanach Zjednoczonych.

Dodatkowo rynek powinien mniej niż w zeszłym roku skupiać się na kłopotach krajów peryferyjnych strefy euro. Na postrzeganie dolara negatywny wpływ może mieć obniżenie przez SP perspektywy dla ratingu USA do negatywnej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / Ostrożnie z tymi stopami w ECB