1 lipca 2013 r. ma się znacznie zwiększyć siła rażenia inspektorów budowlanych. Ministerstwo Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej opracowało projekt kasujący obowiązek informowania firm z 7-dniowym wyprzedzeniem o planowanych kontrolach. Cel: skuteczniejsze eliminowanie z obrotu wadliwych, kiepskiej jakości i niespełniających norm wyrobów budowlanych. Pomysł ministra Sławomira Nowaka zyskał w branży głosy poparcia, ale dostało mu się też sporo słów krytyki.



Branża podzielona
Od 2004 r. obowiązują przepisy ustawy o swobodzie gospodarczej ograniczające intensywność i czas trwania kontroli w firmach. Ustawa wzięła w obronę przedsiębiorców wszystkich branż przed zmasowanymi nalotami rozmaitych inspekcji (jest ich kilkadziesiąt). Bezpieczeństwo miało się zwiększyć także dzięki obowiązkowi uprzedzania firm tydzień przed planowaną kontrolą. Wiele instytucji próbowało wyrwać się z tego obostrzenia. Teraz zniesienia ograniczeń chce nadzór budowlany. Resort budownictwa twierdzi, że konieczność wcześniejszego informowania o planowanych kontrolach ułatwia firmom ukrywanie nieprawidłowości i pozbywanie się wadliwych wyrobów, nim zapukają inspektorzy. Lekarstwem na to mają być kontrole z zaskoczenia.
— To bulwersujące. Ograniczenia kontroli były wielkim osiągnięciem ustawy o swobodzie gospodarczej. Dzięki współpracy rządu i organizacji przedsiębiorców udało się osiągnąć kompromisowe rozwiązania cywilizujące inspekcje. Niedopuszczalne jest zwiększanie kompetencji jakiegokolwiek organu kontrolnego. Obecne uprawnienia są w pełni wystarczające. Ponadto istnieją wyjątki od ograniczeń kontroli i nadzór budowlany może z nich korzystać — mówi Katarzyna Urbańska, dyrektor biura prawnego PKPP Lewiatan.
Zamierza interweniować w tej sprawie u ministra gospodarki. Co zaskakujące, odmienne zdanie ma należący do Lewiatana Związek Pracodawców Producentów Materiałów dla Budownictwa.
— Popieramy ten projekt. Wchodzenie bez ostrzeżenia inspekcji budowlanej nie zaszkodzi rzetelnym firmom. Skutecznie zaś wyeliminuje oszustów i zwalczy nieuczciwą konkurencję. Nieprawidłowości wynikają z chęci uzyskania dodatkowych korzyści kosztem rzetelnych przedsiębiorców — mówi Ryszard Kowalski, prezes związku. Nie zgadza się z tym Marek Michałowski, prezes Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa.
— Uważam, że to zły pomysł. Urzędnicy chcą sobie ułatwić robotę, a przedsiębiorców traktują jak przestępców. Ustawa parę lat temu ograniczyła zaskakujące naloty na firmy, a tu wraca stare. Będziemy negatywnie opiniować ten projekt — mówi Marek Michałowski. Podobnie uważa Wojciech Malusi, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.
— Byłaby to zbyt silna broń dla inspektorów budowlanych. Kontrole powinny odbywać się przy otwartej kurtynie, a nie z zaskoczenia — mówi Wojciech Malusi. Pomysł resortu popiera Bogdan Panhirsz, prezes Polskich Składów Budowlanych (PSB), największej w kraju sieci sprzedaży materiałów dla budownictwa.
— Kto nie ma nic do ukrycia, nie musi obawiać się niezapowiedzianych wizyt inspekcji. Uczciwe i legalnie działające firmy i tak są na świeczniku, więc dla nich nie będzie to problem, a brak ostrzeżeń o kontrolach będzie batem na kombinatorów i oszustów — uważa Bogdan Panhirsz. Projekt przewiduje też szybsze karanie za wykryte nieprawidłowości. Dziś są to przestępstwa ścigane kodeksem karnym, a sankcje orzekają sądy. Resort chce to zmienić. Inspektorzy nadzoru budowlanegomają od ręki nakładać mandaty do 5 tys. zł.
Stanowcze weto
Zniesienie powiadamiania o kontrolach mocno bulwersuje Romana Tarnowskiego, prezesa Federacji Producentów i Dystrybutorów Materiałów Budowlanych i właściciela firmy budowlanej Omega. — Można zrozumieć konieczność szybkich i skutecznych kontroli na placach budów ze względów bezpieczeństwa. Natomiast zdecydowanie jestem przeciwny zniesieniu obowiązku nadzoru budowlanego w zakresie informowania z wyprzedzeniem o kontroli materiałów budowlanych. Przecież firmy nie uciekną inspekcji w ciągu kilku dni. Takie niezapowiedziane wizyty będą koszmarem paraliżującym pracę firm i dobiją branżę. Ja takich kontroli nie będę wpuszczał na teren zakładu — deklaruje Roman Tarnowski. Zaznacza, że jego postawa wynika z obecnych doświadczeń. — To, co już się dzieje, to jakaś granda. Nie idzie wytrzymać z tymi kontrolami. Ciągle jakaś przychodzi. Wyjdzie z firmy inspekcja handlowa, to zaraz pojawia się inspekcja ochrony środowiska albo jakaś inna. Nie da się normalnie prowadzić firmy — twierdzi Roman Tarnowski.
Co mówi ustawa
1. Zasadą jest obowiązek powiadamiania przedsiębiorców z tygodniowym wyprzedzeniem o planowanej kontroli. Jest on wyłączony, gdy: kontrola jest niezbędna dla prowadzonego przeciwko przedsiębiorcy śledztwa lub dochodzenia, jest uzasadniona zagrożeniem życia, zdrowia lub środowiska naturalnego, dotyczy zwrotu podatku VAT, jest niezbędna dla realizacji obowiązków prawa wspólnotowego o ochronie konkurencji lub interesów finansowych UE.
2. Czas trwania wszystkich kontroli jednego organu w jednej firmie nie może przekroczyć: — 4 tygodni dla mikro-, małych i średnich przedsiębiorców (zatrudniających poniżej 250 osób), których roczny obrót w ciągu ostatnich 2 lat nie przekroczył 50 mln EUR, — 8 tygodni dla dużych firm (zatrudniających powyżej 250 osób) o obrotach powyżej 50 mln EUR w ciągu ostatnich 2 lat.
1612 Tyle firm sprzedających materiały budowlane skontrolowano w 2011 r.
Plan nalotów
W tym roku 16 wojewódzkich inspektoratów podległych Generalnemu Urzędowi Nadzoru Budowlanego planuje skontrolować co najmniej 1 tys. firm budowlanych: 884 dystrybutorów materiałów budowlanych (m.in. superi hipermarkety), 162 producentów i 21 importerów. Liczba firm, w których inspektorzy pojawią się znienacka, będzie znacznie większa. Pod lupę inspekcji ma wpaść przynajmniej 3,5 tys. materiałów wykorzystywanych w budowlance, takich jak np. wyroby betonowe, wyroby do izolacji cieplnej, stal zbrojeniowa i sprężająca do betonu, cegły, pustaki, pokrycia dachowe, drzwi, okna, membrany, cement, wapna, spoiwa hydrauliczne, podłogi, posadzki, urządzenia grzewcze.
Źródło: GUNB