Oświadczenie redakcji

15-01-2017, 22:00

Nasza lista zatytułowana jest: „Działacze Prawa i Sprawiedliwości, Solidarnej Polski i Polski Razem oraz członkowie ich rodzin i znajomi, którzy za kadencji obecnego rządu objęli stanowiska w spółkach skarbu państwa, agencjach i innych instytucjach państwowych”. Oznacza to, że figurują na niej nie tylko osoby pełniące obecnie wymienione przy ich nazwiskach funkcje, ale także takie, choć nieliczne, które stanowiska zdążyły już utracić. Uprzedzając reakcje osób znajdujących się na tej liście, które są przekonane, że posady zawdzięczają wysokim kompetencjom, wyjaśniamy, iż sama obecność na niej nie przynosi ujmy.

Osoby, których nominacje były uzasadnione odpowiednim wykształceniem, doświadczeniem i kompetencjami, największe pretensje powinny mieć do liderów PiS i jego mniejszych koalicjantów. Skala i tempo upartyjnienia firm i instytucji, na które wpływ ma obecny rząd i jego zaplecze polityczne, są tak ogromne, że nie ma wątpliwości, iż przy doborze osób regułą są klucze partyjny i rodzinny oraz znajomości, a nie kompetencje. W konsekwencji poza ewidentnymi przypadkami (osoby z prawomocnymi wyrokami, skompromitowane na poprzednich stanowiskach, wykazujące się totalnym brakiem kompetencji czy wykształcenia) trudno arbitralnie osądzić, które nominacje są, przynajmniej w części, „eksperckie”, a które w całości „partyjne”. Sama obecność na liście nie oznacza więc, że dana osoba ma powody do wstydu. Nie oznacza też, że PiS czy jego „przybudówki” mają się wstydzić za konkretną osobę. Jarosław Kaczyński, Beata Szydło, jej ministrowie i inni liderzy rządzących partii powinni jednak wstydzić się, że tak obszerna, a przecież wciąż niepełna, lista mogła w ogóle powstać.

Od autora: jak powstawała lista

Na pomysł stworzenia listy działaczy Prawa i Sprawiedliwości, ich rodzin i znajomych, którzy po ostatnich wyborach znaleźli pracę w państwowych spółkach i instytucjach, wpadłem wiosną 2016 r., kiedy informacje o kolejnych, czysto partyjnych, nominacjach zaczęły pojawiać się z coraz większą częstotliwością. Pomysł nie był specjalnie zaskakujący, gdyż w 2012 r. opublikowaliśmy w „PB” dwie podobne listy, złożone z ówcześnie rządzących działaczy Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego. Informacje o nominacjach dla znajomych królika skrzętnie zbierałem, a poważną, żmudną, prawie codzienną pracę nad listą zacząłem ponad cztery miesiące temu. Źródeł miałem mnóstwo. Pierwsze to ogólnie dostępne artykuły w „PB” i innych mediach o działaczach PiS opanowujących poszczególne spółki czy agencje. Tu najwięcej zawdzięczam pracy dziennikarzy „Newsweeka” i „Gazety Wyborczej”. Dużo takich newsów pojawiało się też w mediach regionalnych i lokalnych oraz na forach internetowych. W każdym przypadku należało je jednak zweryfikować i ewentualnie zaktualizować, bo część była błędna lub dana osoba w tzw. międzyczasie dostała kolejną państwową posadę.

Potem do mediów dołączyły partie opozycyjne, publikując w internecie własne listy działaczy PiS, ich rodzin i znajomych na państwowym garnuszku: najpierw Nowoczesna (misiewicze.pl), a potem Platforma Obywatelska (pisiewicze.pl). Z nich także korzystałem, jednak także w tym przypadku dokonywałem weryfikacji, czasem negatywnej (obie listy zawierają pewne błędy). Co ciekawe — obie listy opozycyjnych partii zawierają mniej niż połowę rekordów, z których składa się lista „PB”. To może zaskakiwać, szczególnie w przypadku PO, która ma przecież rozbudowane struktury, także w regionach, i niejako z pierwszej ręki powinna mieć informacje o obsadzaniu przez PiS kolejnych stołków.

Części nazwisk, pojawiających się czy to w mediach, czy na „pisiewicze.pl” i „misiewicze.pl”, na naszej liście nie ma. Ze względów „metodologicznych” nie umieściliśmy na liście osób, pełniących funkcje typowo polityczne (takie jak choćby wiceminister czy wojewoda), a także tych, które w ostatnich miesiącach objęły funkcje w spółkach i jednostkach podległych samorządom miejskim i powiatowym. Nasza lista ma bowiem ilustrować tylko te nominacje, na które decydujący wpływ wywarło zwycięstwo PiS w ostatnich wyborach — są to więc jednostki podlegające (pośrednio lub bezpośrednio) poszczególnym ministrom, a także reprezentującym rząd w regionach wojewodom. Najwięcej pracy wymagało jednak umieszczenie na liście tych politycznych synekur, które dotychczas nie wypłynęły na światło dzienne.

W tym celu sprawdzałem m.in. strony lokalnych struktur PiS, na których zwykle podany jest skład kierownictwa w danym regionie. Później te nazwiska sprawdzałem w programie przeszukującym dane Krajowego Rejestru Sądowego, gromadzącego informacje na temat zarządów i rad nadzorczych spółek. Następnie weryfikowałem, czy nazwisko z kierownictwa partii i nazwisko z kierownictwa spółki to ta sama osoba lub np. członek jej rodziny. Pomocne były tu także portale społecznościowe. Podobnie było w drugą stronę — przeglądałem strony internetowe poszczególnych agencji i instytucji, a następnie sprawdzałem, czy zarządzający nimi, ich rodziny czy znajomi nie działają czasem w PiS na szczeblu centralnym lub regionalnym. W niektórych przypadkach dla pewności musiałem też kontaktować się z samymi zainteresowanymi. Rezultaty kilkumiesięcznych działań publikujemy dziś w „PB”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Oświadczenie redakcji