Oszuści topią kuźnię start-upów

opublikowano: 30-10-2018, 22:00

Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości padły ofiarą karuzeli VAT. Jeżeli skarbówka nie umorzy 7 mln zł zaległości, fundacja może upaść

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do problemów AIP
  • Jakie kroki ratunkowe podjęła fundacja
  • Jakie ma prawne możliwości, by odwołać się od decyzji fiskusa

Istniejąca od 2004 r. fundacja Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości (AIP) ma gigantyczny problem, zagrażający jej dalszemu istnieniu. Naczelny Sąd Administracyjny (NSA) orzekł, że nawet jeśli nieświadomie została wciągnięta w karuzelę VAT, musi zapłacić zaległy podatek wraz z odsetkami. Łączna kwota obecnie przekracza 7 mln zł. Władze AIP, będącej organizacją non profit, twierdzą, że nie mają takiej kwoty, a konieczność zapłaty będzie grozić bankructwem.

GĘŚCIEJSZE SITO:
GĘŚCIEJSZE SITO:
Fundacja AIP, której prezesem i założycielem jest Dariusz Żuk, dostała bolesną nauczkę. Teraz stara się zabezpieczać przed kłopotami. Pod jej skrzydła próbował się dostać np. „król dopalaczy”, ale mu się nie udało.
Fot. Marek Wiśniewski

Ostatnią deską ratunku dla fundacji, w której przez 14 lat wykluło się kilkanaście tysięcy start-upowych studenckich projektów (np. słynny łazik marsjański), byłoby umorzenie zaległości przez fiskusa. AIP ma nadzieję, że się uda — złoży w tej sprawie wniosek do naczelnika Pierwszego Mazowieckiego Urzędu Skarbowego w Warszawie, gdy uzyska pisemne uzasadnienie wyroku NSA.

Trafiła się czarna owca

Gdy w 2011 r. do siedziby AIP wpadła ekipa z CBŚ, zszokowane władze fundacji nie miały pojęcia, o co chodzi. Funkcjonariusze zażądali dokumentów, faktur, twardych dysków. Okazało się, że fundacja jest podejrzewana o udział w karuzeli VAT. Organy skarbowe uznały, że wykryły zorganizowanągrupę przestępczą oszukującą budżet państwa na podatku VAT, której elementem miała być AIP. W 2016 r. skarbówka stwierdziła, że pięć lat wcześniej fundacja przez trzy miesiące brała udział w fikcyjnym obrocie aparatami i akcesoriami fotograficznymi, przyjmowała i wystawiała fikcyjne faktury, z których odliczała sobie podatek VAT. Władze fundacji od początku zapewniały, że nic nie wiedzą o takim procederze, a AIP nie uczestniczyła w żadnej karuzeli VAT.

Sytuacja stała się jasna, gdy prokuratura przesłuchała trzech studentów z wrocławskiego inkubatora fundacji. Przyznali się, że celowo weszli „pod jej skrzydła”, żeby wciągnąć ją w karuzelę VAT. Oszukiwali władze AIP, że prowadzą uczciwy i rzetelny obrót aparatami fotograficznymi, ukrywając przestępczy proceder. Potwierdzili też, że władze fundacji nie były świadome, w co została przez nich wciągnięta. Gdy „kupowali” aparaty, faktury były wystawiane na fundację. Gdy je „sprzedawali”, to fundacja wystawiała faktury i rozliczała VAT, odliczając podatek należny, nie wiedząc, że część faktur dotyczy fikcyjnego obrotu.

— Mamy sieć 56 inkubatorów na różnych uczelniach w kraju. Pomagamy rozwijać ciekawe biznesowe inicjatywy studentów i doktorantów. Start-upy podpisują z nami umowy, dostają od nas subkonto bankowe i działają na naszą rzecz i pod naszą marką. Dzięki temu nie borykają się z szeregiem biurokratycznych i praktycznych barier oraz problemów. Skupiają się na rozwijaniu biznesu. Od 2004 r. spod naszych skrzydeł na rynek wyszło 14 tys. start-upów, które zatrudniły łącznie około 40 tys. pracowników. Przy takiej skali działalności trafiła nam się tylko jedna czarna owca — we wrocławskim inkubatorze. Teraz mamy przez to kolosalne problemy. Organy skarbowe wielokrotnie nas kontrolowały i nie stwierdziły żadnych innych tego typu zdarzeń w naszych inkubatorach. Zapewniam, że nic nie wiedzieliśmy o tym procederze. Zostaliśmy wykorzystani, ale to dla nas nauczka. Wdrożyliśmy mechanizmy zabezpieczające na przyszłość — mówi Dariusz Żuk, założyciel i prezes AIP.

Słupy zniknęły

Nieuczciwi wrocławscy studenci uciekli z kraju i nie zostali skazani. Tzw. słupy i inne elementy karuzeli też rozpłynęły się we mgle. Na celowniku fiskusa została fundacja AIP — wzięła na siebie ciężar uszczupleń VAT i złożyła korekty deklaracji.

Fiskus uznał jednak, że zrobiła to zbyt późno, bo dopiero wtedy, gdy organy skarbowe ujawniły działalność karuzeli. Na fundację spadł domiar podatkowy przekraczający 3 mln zł. Warszawska izba skarbowa utrzymała decyzję niższej instancji. Fundacja odwołała się do wojewódzkiego sądu administracyjnego. Ten w 2017 r. uchylił niekorzystną dla AIP decyzję, uznawszy, że działała w dobrej wierze, czyli nie wiedziała o procederze wrocławskich podopiecznych.

„Fakt wystawienia faktur na czynności, które nie miały miejsca w rzeczywistości, dotyczył aktywności jedynie trzech uczestników programu Preinkubacji, którzy — po pierwsze — porozumieli się w swojej nieuczciwej działalności, po drugie — mogli w sposób niedostrzeżony uprawiać tego rodzaju aktywność. Uznać należało, że skarżąca [AIP — red.] wyeliminowała negatywne dla budżetu państwa skutki wstąpienia w nieuczciwe transakcje za pośrednictwem trzech nieuczciwych start-upów” — czytamy w uzasadnieniu wyroku WSA w Warszawie.

Skarbówka nie chciała się z tym zgodzić i odwołała się do NSA. Ten niedawno wydał wyrok po myśli fiskusa.

— Orzeczenie NSA jest dla nas ciosem. Łącznie z odsetkami musimy zapłacić skarbówce ponad 7 mln zł. My tych pieniędzy po prostu nie mamy. Jedynym ratunkiem byłoby umorzenie tego zobowiązania przez urząd skarbowy. Złożymy taki wniosek. Rozmawiamy z urzędem skarbowym i z Ministerstwem Finansów. Spotykamy się z dużym zrozumieniem tych instytucji — mówi Dariusz Żuk.

Prawo pozwala organom skarbowym umorzyć zobowiązanie podatkowe.

— Umorzenie zależy od uznania administracyjnego organu skarbowego. Jest możliwe, jeżeli przemawiają za tym ważne interesy podatnika lub ważny interes społeczny — mówi Andrzej Nikończyk, doradca podatkowy, pełnomocnik AIP w tej sprawie.

Niewątpliwie upadłość AIP, odprowadzającej rocznie do budżetu 8-10 mln zł podatków, uderzałaby w ważny interes społeczny — na rozwoju wspieranych przez fundację start-upów zyskuje cała gospodarka.

 

OKIEM EKSPERTA

Nie zarzynać złotych kur

MAREK ISAŃSKI, były przedsiębiorca, jego firma padła ofiarą fiskusa

Gigantycznym zaniedbaniem w Polsce jest brak skonkretyzowania przesłanek umorzenia zobowiązania podatkowego. Ani ustawodawca, ani sądy nie rozwinęły, czym jest „ważny interes podatnika” i „ważny interes społeczny”. To powoduje, że decyzja naczelnika urzędu skarbowego o umorzeniu zobowiązania jest uznaniowa. Jeśli zechce to umorzy, a jak nie zechce, to nie umorzy. Tak nie powinno być. Decydować powinna ustawa, a nie urzędnik. Zazwyczaj bardzo trudno jest uzyskać decyzję umorzeniową.

Zbyt często naczelnicy urzędów skarbowych odmawiają umorzenia. Wykonują bezdusznie orzeczenia NSA, które przecież też często są błędne. Takie sytuacje prowadzą do tragedii. Podatnicy padają, miejsca pracy znikają. Tracą wszyscy, budżet państwa także, bo dla chwilowego zysku w postaci ściągnięcia jakiejś kwoty urzędnik uniemożliwia uzyskanie w przyszłości znacznie większych pieniędzy z podatków od podmiotu, który powinien dalej pracować. Zarzynanie kury, która znosi złote jajka, jest absurdem i głupotą. Ponadto wspieranie start-upów to oczko w głowie premiera Mateusza Morawieckiego oraz minister Jadwigi Emilewicz. Ciekawe, jak ten priorytet rządu potraktuje w tej sprawie naczelnik urzędu skarbowego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jarosław Królak

Polecane