Prywatni przewoźnicy mogliby po raz pierwszy przełamać monopol PKP. Tyle że nie dano im szans.
Samorząd Pomorza Zachodniego ogłosił przetarg na obsługę regionalnych przewozów pasażerskich — pierwszy, który podzielony jest na trzy oddzielne zadania (obejmujące różne trasy), potencjalnie dostępne dla prywatnych firm polskich i zagranicznych. Świadczenie usług ma się odbywać na podstawie umowy ramowej przez trzy lata już od grudnia 2006 r.
I tutaj, niestety, jest pies pogrzebany: żaden z prywatnych przewoźników, którzy mieliby chrapkę na udział w przetargu, nie zdoła spełnić w tak krótkim czasie wszystkich wymagań.
— Skala przetargu bardzo nam odpowiada. Bylibyśmy nim zainteresowani, gdyby warunki były możliwe do spełnienia. A nie są. Przede wszystkim nikt, oprócz PKP Przewozy Regionalne, nie ma własnego taboru. Trzeba więc uzyskać zgodę na dopuszczenie nowych pociągów do ruchu, co wymaga czasu — mówi Rafał Błaszkiewicz, prezes Kolei Nadwiślańskiej, spółki córki PCC Rail Szczakowa.
Żeby realizować przewozy w 2007 r., trzeba ponadto złożyć wniosek do zarządcy infrastruktury — PKP Polskie Linie Kolejowe (PLK) — o przydział tras. Zrobiły to tylko, jak zwykle, PKP Przewozy Regionalne. Trasy już im przyznano. Prywatni przewoźnicy musieliby wcześniej wiedzieć, kiedy zostanie ogłoszony przetarg, żeby oszacować, ile pociągów mogą uruchomić i o jakiej porze. Gdyby teraz któremukolwiek udało się go wygrać, PKP PLK musiałyby przeprowadzić negocjacje dotyczące podziału tras.
— Szanse na przełamanie monopolu PKP dałoby ustalenie terminu rozpoczęcia przewozów na 1 stycznia 2008 r. — uważa Piotr Kazimierowski z miesięcznika „Transport i Komunikacja”.
Józef Jastrzębski z urzędu marszałkowskiego województwa zachodniopomorskiego wyjaśnia, że przetargu nie dało się ogłosić wcześniej, bo przepisy, które to umożliwiają, weszły w życie dopiero niedawno.
— Zrobiliśmy wszystko, co było można, żeby dopuścić do udziału w przetargu także firmy spoza PKP. To dopiero pierwsza umowa ramowa, która wygasa w 2009 r. Prywatni przewoźnicy będą więc mieli wystarczająco dużo czasu, żeby przyjrzeć się, jak ona funkcjonuje, i przygotować do startu w kolejnym przetargu — mówi Józef Jastrzębski.