Ożywienie to już pewnik

Jacek Kowalczyk
opublikowano: 2014-01-07 00:00

Prognozy makroekonomiczne

Kto w minionym roku uważnie śledził polskie życie gospodarcze, z pewnością nie mógł narzekać na nudę. Ostatnie dwanaście miesięcy obfitowało w wydarzenia, które na stałe wpiszą się w ekonomiczną historię III RP, oraz takie, których nie byli w stanie przewidzieć nawet ekonomiści z najbardziej wybujałą wyobraźnią.

None
None

Po pierwsze, rząd zdecydował się gruntownie przemeblować system emerytalny, co przez lata pozwoli mu wydawać z budżetu po kilkanaście miliardów złotych rocznie więcej, niż mógłby wydawać bez tych zmian. Po drugie, w minionym roku zanotowaliśmy kilka ważnych rekordów. Do najniższego poziomu w historii spadły w Polsce inflacja (w czerwcu 0,2 proc.), stopy procentowe (główna wynosi 2,5 proc.) i rentowności polskich obligacji skarbowych (w maju dla „pięciolatek” wyniosły 2,63 proc.). W dodatku kurs złotego był najbardziej stabilny od 15 lat, czyli od pełnego jego upłynnienia. Ta seria rekordów pokazuje, że symbolicznie zamknięty został kolejny rozdział w transformacji ustrojowej Polski.

Staliśmy się gospodarką dojrzałą, z niską inflacją, stabilną walutą, tanim kredytem i szanowanymi na świecie obligacjami skarbowymi. Nie odróżniamy się pod tym względem od zachodniego krajobrazu. Przestaliśmy być bananową republiką, w której jedna nowinka makro z kraju lub zagranicy wstrząsa rynkiem walutowym, inflacja nie pozwala sensownie zaplanować żadnego biznesowego przedsięwzięcia, a za pożyczkę płaci się bankierom bajońskie sumy.

Co czeka nas w polskiej gospodarce w 2014 r.?

Podobnie jak w poprzednich latach spytaliśmy o to piętnaście szanowanych zespołów analitycznych banków. Wiadomo — co piętnaście głów to nie jedna. Analitycy są dobrej myśli. Prognozują, że w rozpoczynającym się roku nasza gospodarka urośnie o 3,1 proc. (taka jest mediana zebranych przez nas prognoz). Szału nie ma, ale na tle ostatnich sześciu lat to i tak przyzwoity wynik. Pewnie okaże się jednym z najlepszych w Unii Europejskiej. Lekkie ożywienie na rynku pracy (wynagrodzenia wzrosną o 3,8 proc., a bezrobocie spadnie do 13,2 proc.) pobudzi konsumpcję (jej dynamika sięgnie 2,3 proc., czyli będzie najwyższa od trzech lat), a ta razem ze wzrostem eksportu zachęci firmy do inwestowania (nakłady rozwojowe w gospodarce mają wzrosnąć o 3,7 proc. — również najwięcej od trzech lat). Niskie pozostaną inflacja (1,7 proc.) i stopy procentowe (czeka nas tylko jedna podwyżka głównej stopy Narodowego Banku Polskiego, o 0,25 pkt proc.), a kurs złotego będzie relatywnie stabilny (szczegółowe prognozy czytaj obok). Czyli koniunktura powinna kręcić się coraz szybciej i sprzyjać przedsiębiorcom.

Czy tym zapowiedziom ekonomistów można wierzyć?

Zdecydowanie tak. Doświadczenia z poprzednich lat pokazują, że takie zbiorcze prognozy zwykle okazują się bliskie prawdzie. W zeszłym roku mediana prognoz mówiła, że w 2013 r. PKB Polski wzrośnie o 1,5 proc. i wygląda na to, że trafiliśmy w punkt. Równie celnie przywidzieliśmy przyszłość w 2009 i 2011 r. (prognozowaliśmy odpowiednio 1,7 i 4 proc.). Nawet kiedy prognozy nieco mijały się z rzeczywistością (np. w 2012 r. spodziewaliśmy się spowolnienia do 2,7 proc., a skończyło się na 1,9 proc.), to zawsze trafnie przewidywały kierunek zmian — dobrze wskazywały, że gospodarka spowolni lub przyspieszy, tylko myliły się co do skali tych procesów. To znaczy, że ożywienie gospodarki mamy właściwie zagwarantowane. Pytanie tylko, jak silne ostatecznie będzie.