Pakiet kontrolny ciężko byłoby przepić

Regiony winiarskie nie kłócą się o udziały — Bordeaux ma na giełdzie taką przewagę, że innym winom w rocznym obrocie przypada jedna czwarta

Jeszcze parę lat temu wina spoza Bordeaux były na londyńskiej giełdzie zupełnie niezauważalne — umowny pakiet kontrolny osławionego regionu stanowił w 2010 r. prawie 96 proc., podają analizy Liv-ex. Od tego czasu z roku na rok tracił jednak pozycję, a z cienia wydobywali się kolejni udziałowcy, z których Burgundia czy Dolina Rodanu to żadne ciekawostki, ale już na przykład sucha Kalifornia i przesiąknięta mżawką Anglia — jak najbardziej. Informacja, który z regionów odpowiada za większą lub mniejszą część rocznego obrotu, wskazuje nie tylko na wybory do portfela, ale też do kieliszka — pod tym względem nie jest może dla zaczynającego inwestora aż tak istotna, ale pozwala ten rynek trochę uporządkować. Na początku przeglądu najbardziej rozchwytywane wina z Bordeaux, a za nimi — w wojskowym szeregu — reprezentanci różnych mniejszości. Z przodu kolumny — Lafite Rotschild.

Zobacz więcej

Emiliano De Laurentiis (CC BY 2.0), via Flickr

1 Rotschild na pierwszy ogień

W zeszłym roku indeks 500 najbardziej poszukiwanych bordoskich win zapracował na 23 proc. wzrostu, a udział, jaki region miał w wartości wszystkich transakcji, wyniósł prawie 75 proc. Najbardziej waleczne było w tym pułku wino Lafite Rotschild z rocznika 2010, bo poza tym, że w tabeli obrotów zajęło pierwsze miejsce na całej giełdzie, w rok dało ponad 19-procentowy zwrot. Dla inwestorów, którzy postawili na nie zbyt wcześnie, okazało się jednak zdradzieckie — zanim pojawiło się w obiegu, czyli w ramach tzw. winnych futuresów, wyceniono je na 12 tys. GBP (60 tys. zł) za skrzynkę. Teraz zdrożało prawie 20 proc., a i tak jest tańsze o połowę.

2 Burgundia czai się za rogiem

Futuresy na rynku wina — czyli en primeur — pozwalają zainwestować w kompletnie niedojrzałe trunki, jeszcze przed zabutelkowaniem i oficjalnym wprowadzeniem do obiegu. Z burgundzkimi winami będzie można tak zrobić niebawem, ale mimo to że region odpowiadał w 2016 r. za mniej niż 8 proc. obrotu, nie ma sposobu, żeby skojarzyć go z taniością. Na giełdzie Liv-ex handluje się kolekcjonerskimi winami, a najbardziej kolekcjonerskie i burgundzkie zarazem jest tak drogie i rzadkie, że początkujący Kowalski raczej nie będzie podchodził do ataku. Dla całego regionu bastion to Domaine de la Romanée-Conti — z wałem obronnym wysokości 50 tys. zł za butelkę.

3 Mafioso urodził się w Toskanii

Włoskie wina wtargnęły do świadomości inwestorów m.in. dzięki bezpardonowemu łamaniu reguł, bo tzw. supertoskany powstały wbrew surowym winiarskim rygorom, a obecnie potrafią drożeć szybciej niż niektóre roczniki z Bordeaux. Na wszystkie trunki z tego kraju przypadło w ubiegłym roku zaledwie 6 proc. na giełdzie, ale w tym czasie indeks Italy 100 wzrósł prawie 14 proc. Toskańskim etykietom — jak Tignanello, Solaia, Masseto czy Ornellaia — nie było przy tym łatwo, bo kiedy Sassicaia po raz pierwszy wyłamała się z lokalnych norm produkcji, spotkała ją za to surowa kara. Spadła w ramach klasyfikacji na półkę prawie tak niską jak kategoria win pitych do obiadu — do czasu.

4 Toast po zwycięskiej bitwie

Trwało to dwa lata, ale szampanom udało się zawalczyć o 5,3 proc. udziału, chociaż startowały z dużo niższej bazy. W ramach pierwszych skojarzeń można przypuszczać, że za rynkowym sukcesem stoją zwyczaje konsumenckie prezentowane w teledyskach, ale mimo sporych nakładów, rozpasanie muzyków obejmuje zwykle sztandarowe mieszanki, a nie szampany rocznikowe. Inwestując w wino z tego regionu, warto sprawdzić, czy na butelce jest jakaś data, czy zawartość jest non-vintage — mieszanką z różnych lat. Dla porównania, Moët et Chandon znamy ze sklepu, a jego rocznikowy odpowiednik Dom Pérignon z cen powyżej 2 tys. zł za butelkę.

5 Ostry cios w europejskie elity

Wartość win z tzw. reszty świata stanowiła w ubiegłym roku prawie 5 proc. sprzedaży na platformie Liv-ex. Wielonarodowym oddziałem dowodzą winiarze z USA, a konkretnie z kalifornijskiej doliny Napa, w której powstają już na tyle kolekcjonerskie wina, że ich oceną zajęli się krytycy przywiązani do tej pory do Europy. Debiuty giełdowe z 2016 r. są natomiast i z Wielkiej Brytanii, i z Azji, bo tak, jak angielskim winom poświęca się w branży coraz więcej uwagi, tak chińskim nie trzeba poświęcać niczego. Wabieni stopami zwrotu azjatyccy inwestorzy działają w miarę swoich możliwości — ci najbardziej wpływowi po prostu kupują francuskie châteaux w całości, a ci z mniejszym budżetem stawiają na châteaux „made in China”, zupełnie jeszcze w Europie nieznane.

6 Dolina Rodanu w rezerwie

Na końcu szeregu starcia są silniejsze niż z przodu, bo w ogonie ciągnie się Dolina Rodanu z udziałem trochę mniejszym od „reszty świata” i jeszcze nędzniejszą stopą zwrotu. W ciągu pięciu lat indeks Rest of The World 50, zdominowany przez wina z Kalifornii, wzrósł ponad 44 proc., a Rhone 100 tylko marne 3 proc. — i trudno w dodatku znaleźć winnego, bo ukrywa się, dosłownie, w terenie. W przeciwieństwie na przykład do Szampanii Dolinę Rodanu wyróżniają bardzo duże różnice tzw. terroir, a więc ogółu klimatyczno-glebowych warunków. Od ostrych stoków z granitu na północy po malownicze, nasłonecznione pagórki południa — bogata osobowość skłonna do zmiennych nastrojów, dokładnie taka, jakim trudno w wojsku. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Pakiet kontrolny ciężko byłoby przepić