Pan prezes jedzie...

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2005-05-11 00:00

Każda kolekcja zaczyna się od jednego egzemplarza — tego pierwszego. Dopiero później kolekcjoner ustala zasady i kształtuje swój zbiór zgodnie z własnym wyobrażeniem.

Ponad 200-letnia historia motoryzacji to nie tylko kolejne, coraz nowocześniejsze osiągnięcia światowej techniki, ale także wspaniałe przykłady konstrukcji sprzed lat — kroki milowe dokumentujące dążenia ludzkości do stworzenia coraz doskonalszych środków transportu oraz kawał wiedzy o historii myśli technicznej i życiu. Właśnie takie pojazdy są obiektem zainteresowań kolekcjonerów.

Nie ma konkretnego dnia, od którego samochody stają się pasją — ot, jakieś młodzieńcze fascynacje, niespełnione marzenia — można najwyżej ustalić, kiedy zaczęło się je kolekcjonować. Tak było z „uczuciem” do Mercedesa, którego pokochał Krzysztof Trześniewski, prezes zarządu międzynarodowego koncernu logistycznego Frans Maas Polska i miłośnik motoryzacji. Marek Różycki, który kieruje firmą kurierską Masterlink Express, „zakochał” się w samochodzie będąc jeszcze dzieckiem.

— Mercedesem zachwyciłem się idąc do szkoły podstawowej (do 26 roku życia mieszkałem w Anglii). Zobaczyłem zaparkowany biały kabriolet tzw. Pagoda, który zrobił na mnie ogromne wrażenie. Wrażenie było na tyle silne, że doczekało czasów, w których mogłem swoje marzenia zrealizować — wspomina Marek Różycki.

Motywy i zasady

— Co prawda samochodem, który urzekł mnie najbardziej, był Jaguar E-type, ale Mercedesy to nie tylko piękne, ale też trwałe samochody. I to jest dla mnie najistotniejsze — moje samochody mają jeździć na co dzień. I muszą być wyjątkowe — mówi Krzysztof Trześniewski.

Od wielu lat jeździ on najbardziej chyba klasyczną S-klasą model 126 w topowej wersji 560 SEL. I wokół tego buduje historyczną kolekcję, cofając się w czasie. Przedtem był model 116. I ciągłe szukanie odpowiednich egzemplarzy.

Apetyt rośnie…

— Mój przyjaciel z Częstochowy, który zajmuje się samochodami zawodowo, wypatrzył w Niemczech 450 SEL z rzadko spotykaną zmianą biegów przy kierownicy… i to w stanie idealnym. Sprowadził go do Polski. Ale nawet idealny stan samochodu z 1977 r. oznacza kilka miesięcy pracy nad wymianą i usprawnieniem elementów tak, by samochód mógł się bezpiecznie poruszać po drogach. Teraz jazda nim to czysta frajda. Tylko 3-biegowy automat z 4.5 litrowym motorem daje poczucie mocy — opowiada Krzysztof Trześniewski.

4.5 litrowy motor w tym aucie nie był największym silnikiem Mercedesa produkowanym w tym czasie — i to wystarczyło by szukać dalej. Dla pasjonata nie jest tajemnicą, że specjalnie z myślą o Ameryce powiększono pojemność do 6.9 litra i powstał słynny silnik M-100 o mocy ponad 280 koni.

— Zacząłem szukać auta z tym właśnie motorem o symbolu 450 SEL 6.9. Ale tego samochodu nikt nie chce łatwo oddać… w Europie. W końcu trafiłem, i to jak — 450 SEL 6.9 AMG! Oryginalnie tuningowany, ćwierć wieku temu, do mocy 360 koni. Jeden z kilkunastu egzemplarzy na świecie. Mam go już w Polsce, ale to była długa droga. Nawet sam minister komunikacji był angażowany w procedurę wydania pozwolenia na rejestrację samochodu, gdyż firma AMG budowała silniki od podstaw i nie mają one numeru fabrycznego. Jestem przekonany, że to jedyny egzemplarz w Polsce. Jest teraz usprawniany w zaufanym serwisie Mercedesa i wiem, że proces ten będzie nie tylko długi, ale i kosztowny. Większość elementów zawieszenia i napędu była projektowana specjalnie do przeniesienia tej ogromnej mocy silnika, więc szukanie części zamiennych jest skomplikowane. Ale wiem, że latem będzie jeździł po Warszawie i wzbudzał sensację szybkością odjazdu ze skrzyżowania. Czego teraz szukam? Jeszcze wcześniejszego egzemplarza S-klasy Mercedesa — mówi Krzysztof Trześniewski.

Niejako równolegle Krzysztof Trześniewski zbiera modele najwyższej, dwudrzwiowej, sportowej odmiany Mercedesa. Chyba najlepsze połączenie elegancji, lekkości i walorów trakcyjnych zawarte zostało w modelu 107, wyposażonego w silniki od 2.8 do 5.0 litrów.

— Taki właśnie „damski” samochód z najmniejszym silnikiem 2.8 i 180 KM jest naszym „drugim samochodem w rodzinie” i jeździ codziennie po Warszawie. Jego linia urzeka nie tylko mnie, co potwierdzają spojrzenia innych kierowców i przechodniów. I tak naprawdę właśnie to auto jest naszą perełką, i każdego ranka negocjujemy w domu, kto nim będzie dziś jechał — śmieje się Krzysztof Trześniewski.

Auto marzeń? Oczywiście 300 SL Gulfwing. Samochód legenda. W tym roku dostał pod choinkę… jego model.

— Stoi na eksponowanym miejscu i przypomina czasy minionej świetności automobilizmu — mówi.

Podobna Droga

— Interesują mnie Mercedesy i Jaguary. Są to marki, które podziwiałem już jako dziecko, kiedy były zupełnie poza moimi możliwościami finansowymi. Jaguar urzekł mnie linią i klasycznym angielskim stylem (opływowe kształty i dużo drewnianych elementów w środku). Można powiedzieć, że Jaguar to artystyczna piękność, a Mercedes to perfekcjonizm mechaniki. Praktyczną przyczyną posiadania Mercedesa lub Jaguara jest dostępność części zamiennych. Co do kolekcji — dziś to dla mnie jeszcze zbyt ambitne słowo. Obecnie mam bowiem tylko pięknego kabrioleta Mercedes 560 SL model amerykański, którego renowację właściwie zakończyłem. Sprowadzam trzy samochody, które wzbogacą moją kolekcję: starsze kabriolety marki Mercedes — 230 SL (moja wymarzona słynna Pagoda), 190 SL z lat 50 oraz Jaguar XJS z lat 90. Ten ostatni jest bardziej samochodem kolekcjonerskim niż zabytkowym — zostało wyprodukowanych tylko kilkaset sztuk tego modelu — opowiada Marek Różycki.

Marek Różycki marzy o Jaguarze E-type — i to pragnienie ma szanse być zrealizowane. Natomiast do zupełnie nierealnych należy Mercedes 530K z lat 30. Jego cena to około 2 mln zł.

— Staram się być aktywnym kolekcjonerem. Planuję wziąć udział w zlocie właścicieli zabytkowych Mercedesów, który ma się odbyć we wrześniu 2005 r. w Zamościu. Staram się w miarę możliwości poświęcić swemu hobby każdą wolną chwilę. To kosztuje i dużo czasu, i niestety dużo pieniędzy, choćby ze względu na fakt, że w Polsce nie ma rozbudowanej oferty ubezpieczeniowej dla takich samochodów, co wiąże się z wysokimi stawkami ubezpieczeniowymi. Utrzymanie i ubezpieczenie samochodu kosztuje miesięcznie około 1 tys. złotych — podkreśla Marek Różycki.

Możesz zainteresować się również: