Rząd odkrywa karty — PKB wzrośnie o 0,2 proc., deficyt wyniesie 27 mld zł
Jest źle, ale mamy plan — twierdzi minister finansów. Z rządowych analiz wreszcie powiało rozsądkiem.
Rząd skończył badać polską gospodarkę i stan państwowej kasy. Przez kilka miesięcy prześwietlał na wszystkie sposoby każdy fragment badanego organizmu, aż w końcu wydał orzeczenie. Diagnoza — pacjent jest chory.
— Spodziewamy się wzrostu gospodarczego na poziomie 0,2 proc. — powiedział Jacek Rostowski, minister finansów.
To rewolucja w porównaniu z formalnie obowiązującym założeniem do budżetu — wzrostem o 3,7 proc. Drugi wniosek z badania — w takich warunkach dochody będą mizerne.
— Szacujemy, że z powodu kryzysu budżet zbierze w 2009 r. łącznie o 37 mld zł mniej, niż zakłada ustawa budżetowa — oświadczył Jacek Rostowski.
Na trzeźwo
Dotąd rząd przyzwyczajał wszystkich do swojego optymistycznego, często nierealistycznego podejścia. Tym razem jednak spojrzał prawdzie w oczy.
— Diagnoza wydaje się rozsądna. Uszczerbek w dochodach państwa jest zbieżny z moim szacunkiem, czyli przedziałem 35-40 mld zł. Rząd wykazał się trzeźwą oceną sytuacji — uważa Mirosław Gronicki, były minister finansów.
Według Stanisława Gomułki, głównego ekonomisty Business Centre Club i byłego wiceministra finansów, rząd wreszcie trafnie zidentyfikował zagrożenia.
— Rząd przyjął słuszne założenie, że budżet w całym roku będzie się zachowywał podobnie jak w pierwszych pięciu miesiącach, tzn. że dochody państwa będą mniejsze o 4 proc. od założeń. Może być gorzej, ale może być też lepiej. To samo można powiedzieć o prognozowanym wzroście PKB. Widać, że rząd wie, na czym stoi — mówi Stanisław Gomułka.
Psychotest
Odpowiednia diagnoza jednak nie wystarczy do uzdrowienia. Potrzebna jeszcze kuracja. Żeby zasypać dziurę 37 mld zł, rząd zamierza zebrać pieniądze z kilku źródeł. Pierwsze — uruchomienie 19,7 mld zł oszczędności znalezionych w styczniu.
— Sięgnięcie po te rezerwy okazuje się konieczne — uzasadnia Jacek Rostowski.
Połowa to cięcia w budżetach ministrów, połowa to zamiatanie pod dywan (Krajowy Fundusz Drogowy nie dostanie pieniędzy z budżetu, tylko pożyczy 10 mld zł na własną rękę na rynku). Drugie źródło — zwiększenie deficytu z obecnych 18,2 mld zł do 27 mld zł. Chociaż ostatnio Jacek Rostowski kilka razy zapewniał, że deficyt nie wzrośnie, ekonomiści i inwestorzy nie tylko nie przestraszyli się dodatkowych 9 mld zł, ale wręcz przyjęli je z ulgą.
— Rynek był przygotowany na wzrost deficytu i pewnie przełknąłby nawet wyższy poziom. Inwestorzy bali się, że rząd znowu ogłosi nierealistyczne wskaźniki, tzn. dalej będzie zapewniał, że wszystko jest w porządku i zostawi deficyt bez zmian, albo podniesie go tylko trochę. Na szczęście niczego takiego nie było, więc dla resortu finansów warunki pożyczania pieniędzy nie powinny się pogorszyć — mówi Ernest Pytlarczyk, analityk rynku obligacji BRE Banku.
Nie bez znaczenia jest też, że "nowy" deficyt wynosi tyle samo, co limit na 2008 r.
— To zagranie psychologiczne pod inwestorów. Ma pokazać światu, że sytuacja, mimo kryzysu, nie jest gorsza niż przed rokiem — twierdzi Ernest Pytlarczyk.
Trzecie źródło to państwowe firmy.
— Zamierzamy uzyskać z dywidendy od spółek, w które zaangażowany jest skarb państwa, o 5,3 mld zł więcej, niż zakłada ustawa budżetowa — tłumaczy Jacek Rostowski.
Chodzi m.in. o potężną dywidendę z PKO BP. Kilka dni temu ogłoszony przez bank zamiar jej wypłaty wywołał burzę w rządzie i instytucjach finansowych. Pisaliśmy wtedy w "PB", że dywidenda ma służyć właśnie łataniu budżetu. Brakujące 3 mld zł mają pochodzić z dalszych oszczędności w ministerstwach.
— To wszystko składa się w dość rozsądne podejście do ratowania sytuacji w kasie państwa. Szkoda tylko, że dopiero teraz stanowisko rządu jest zbliżone do realiów — mówi Stanisław Gomułka.
Tym razem podatnicy ustrzegli się podwyżek podatków. Rząd zapowiedział jednak, że prawdopodobnie doświadczą tego w przyszłym roku.
— Rok 2010 będzie jeszcze trudniejszy dla finansów publicznych niż obecny. Tym razem podwyżka podatków może okazać się nieunikniona — mówi Stanisław Gomułka.
...bo kryzys znacznie mocniej,
niż się spodziewano, uderzył w finanse państwa
Styczeń 2009 Pierwsze rozglądanie się za oszczędnościami
3,7%
Taki wzrost gospodarczy zakładała ustawa budżetowa na 2009 r. Już w styczniu większość ekonomistów była przekonana, że jest to zbyt optymistyczne założenie. Większość prognoz mówiła o wzroście około 2,5-procentowym. Dlatego rząd na wszelki wypadek poszukał oszczędności. I znalazł.
19,7
mld zł Taka była wartość pakietu oszczędnościowego, który w styczniu ogłosił rząd. Połowa tej kwoty to efekt kilku tygodni maglowania przez premiera ministrów i domagania się, by szukali u siebie oszczędności. Druga połowa to ścięcie wydatków na Krajowy Fundusz Drogowy (musi sam pożyczyć pieniądze na rynku).
Czerwiec 2009 Jest źle, szukamy
kolejnych zaskórniaków
0,2%
Do takiego poziomu rząd redukuje prognozę wzrostu PKB w 2009 r. Tym razem minister finansów patrzy prawdzie w oczy — prognoza jest zbieżna z opiniami większości analityków. Ale to oznacza, że w budżecie zabraknie znacznie więcej pieniędzy, niż rząd się spodziewał. Dochody w roku mają być mniejsze o 37 mld zł. 19,7 mld zł rząd znalazł w styczniu, potrzeba więc jeszcze…
17,3
mld zł
…taką kwotę dodatkowych pieniędzy
"znalazł" wczoraj rząd. Źródła są trzy.
9
mld zł O taką kwotę wzrośnie deficyt. Żeby załatać dziurę w dochodach, będziemy więc musieli łącznie pożyczyć z rynku 27 mld zł, a nie — jak jeszcze kilkanaście dni temu zapewniał minister finansów — 18,2 mld zł.
5,3
mld zł O tyle wyższe, niż planowano,
mają być w całym roku zyski skarbu państwa z dywidendy. Głównym płatnikiem będzie PKO BP, co kilka dni temu wywołało burzę w świecie finansów.
3
mld zł Tyle mają dać dalsze
cięcia w wydatkach poszczególnych ministerstw. Łącznie z cięciami ze stycznia ich budżety skurczą się więc o 13 mld zł.
2010-11
Nie mamy wyjścia — podatniku, płać więcej
Jacek Rostowski, minister finansów, 23.06.2009:
Możliwe jest, że ścieżka poprawy finansów publicznych w następnych latach będzie wymagała wzrostu niektórych podatków
W tym roku prawdopodobnie podatnicy unikną podwyżek podatków. Ale wszystko wskazuje na to, że dotkną ich już w przyszłym roku. Jeśli rząd decyduje się przekazać społeczeństwu tak bolesną zapowiedź, to zwykle znaczy, że jej realizacja jest nieunikniona.
Jacek
Kowalczyk