Mediana chronionych prawem patentów i wzorów użytkowych przypadających na statystycznego lokatora parku technologicznego wynosi 0,3. Odsetek pracowników firm działających w parkach ze stopniem naukowym co najmniej doktora to 6,31 proc. Takie dane przynosi analiza stanu 19 parków technologicznych przeprowadzona przez Polską Agencję Rozwoju

Przedsiębiorczości (PARP). Tylko ona w latach 2009-11 wpompowała w 24 parki 1,4 mld zł. Do tego dochodzą pieniądze rozdzielane przez samorządy województw. Łącznie działają 54 parki technologiczne.
— Na pewno potrzebna jest dyskusja i zmiana podejścia do udzielania wsparcia publicznego — twierdzi Bożena Lublińska- -Kasprzak, prezes PARP. To duża zmiana. Jeszcze w maju, gdy opublikowaliśmy artykuł wskazujący, że parki technologiczne w wielu wypadkach to nic innego jak powierzchnie biurowe do wynajęcia przez każdego, przedstawiciele PARP twierdzili, że na ocenę potrzeba więcej czasu (co najmniej 8 lat od rozpoczęcia działalności parku). Teraz już przyznają w raporcie, że parkom „brak systemu doboru lokatorów sprzyjającego innowacyjności”.
— Bardzo się cieszę, że wreszcie to zauważono. Propozycje zmian były przedstawiane i powinniśmy je wdrożyć jak najszybciej. W ciągu kilku lat pieniądze unijne się skończą i będziemy musieli żyć z tego, co wyprodukujemy. Trzeba więc zwiększyć podaż innowacji, jeśli nie chcemy pójść drogą Hiszpanii — komentuje Marek Borzestowski, partner w Funduszu Giza Polish Ventures. W latach 2009-11 odsetek firm prowadzących działalność badawczo-rozwojową wahał się w przedziale 10,14-15,35 proc. Z innego opracowania PARP wynika zaś, że od 2007 r. systematycznie maleje liczba spin-offów w parkach, czyli przedsięwzięć wydzielanych z wyższych uczelni w celu komercjalizacji badań naukowych.
— Jeśli jakiś instytut ma projekt, który chciałby skomercjalizować poprzez wniesienie do firmy, najpierw musi dokonać wyceny aportu i gotówką zapłacić od niego podatek. To bez sensu, bo uczelnia nie wie, jak dokonać wyceny i nie ma pieniędzy na zapłacenie podatku — mówi Marek Borzestowski.
Zdaniem profesora Janusza Filipiaka, którego Comarch zaczynał właśnie jako spin-off, przyczyny spadku liczby tego typu przedsięwzięć w parkach technologicznych mogą być jednak niezależne od instytucji państwowych.
— Ludzie zaangażowani w spin-offy często siedzą jedną nogą na uczelni, a jedną w firmie. Po założeniu Comarchu zrezygnowałem z pracy na uczelni i w całości poświęciłem się firmie. A wtedy i tak łatwiej było się przebić. Dzisiejszy rynek jest bardziej dojrzały i konkurencyjny niż ten z początków Comarchu — komentuje Janusz Filipiak.