Parlamentarna niepraworządność

opublikowano: 20-12-2020, 20:00

W tygodniu przedświątecznym oczekiwanie na pierwszą gwiazdkę ustępuje oczekiwaniu na pierwszą szczepionkę.

Wynik finalnego głosowania Sejmu nad budżetem 2021 i tak był oczywisty, ale droga do niego naznaczona została proceduralnym gwałtem. Fot. KS / Rafał Zambrzycki

Jeśli European Medicines Agency (EMA) rzeczywiście ją szybko zatwierdzi, to 27 państw Unii Europejskiej równie solidarnie co symbolicznie rozpocznie szczepienia… 27 grudnia, czyli w niedzielę połączoną z Bożym Narodzeniem. W zamyśle klasy politycznej ma to być szczypta optymizmu wobec czarnej perspektywy rozwodu unijno-brytyjskiego bez jakiejkolwiek umowy. Na szczęście dla wspólnoty Parlament Europejski rzutem na taśmę sfinalizował w piątek roczny budżet 2021. W unijnych realiach spór dotyczy zawsze wieloletnich ram finansowych (WRF), perspektywa 2021-27 w dosyć dramatycznych okolicznościach została kompromisowo przyjęta, zatem zgodne z nią budżety roczne (w przybliżeniu każdy obejmuje 1/7 WRF) stają się problemem raczej proceduralno-technicznym. W każdym razie budżet 2021 przed Wigilią znajdzie się w Dzienniku Urzędowym UE i normalnie wejdzie w życie od 1 stycznia. Na szczęście nie trzeba będzie sprawdzać, jak wspólnota funkcjonowałaby w warunkach szkodliwej prowizorki.

W Polsce konstytucyjna sytuacja budżetowa jest nieco inna. Jeśli 1 stycznia nie ma w Dzienniku Ustaw ogłoszonej ustawy budżetowej (niestety, w III RP taka fatalna tradycja się ugruntowała), to gospodarka finansowa państwa prowadzona jest na podstawie wniesionego przez Radę Ministrów projektu. A zatem nie grozi nam okresowy paraliż funkcjonowania administracji i służb, który tak często uderza np. USA. Konstytucja RP z 1997 r. zakłada z góry dopuszczalny poślizg, czerwona lampka zapaliłaby się dopiero 31 stycznia, gdyby prezydent nie otrzymał ukończonej ustawy do podpisu. Miałby wtedy prawo skrócić kadencję parlamentu, ale ten budżetowy kij dotychczas nie został i być może nigdy nie zostanie użyty.

Przed świętami zwykle kończony jest etap sejmowy budżetu i w sylwestra ustawa leżakuje w Senacie. Deficyt na 2021 r. ustalony został sztywno przez rząd na 82,3 mld zł. Sejm miał jednak do rozpatrzenia 17-18 grudnia około 880 poprawek, w tym ponad 600 wniosków mniejszości oraz prawie 280 poprawek zgłoszonych w drugim czytaniu. Zapowiadało się na maksymalnie 882 głosowania, które w hybrydowych realiach Sejmu potrwałyby przez cały czwartek, a może nawet piątek. Wszechwładne PiS powtórzyło jednak proceduralny gwałt sprzed czterech lat i uwinęło się z budżetem w… 14 minut, przeprowadzając tylko pięć głosowań – proceduralne, o odrzucenie w całości, dwa hurtowe nad poprawkami oraz finalne. To ostatnie dało wynik 234:220, przy 1 pośle wstrzymującym się i 5 niegłosujących.

Żadne okoliczności kalendarzowe nie usprawiedliwiają wysadzania fundamentów parlamentaryzmu. W 2016 r. połączenie setek najróżniejszych merytorycznie poprawek w dwa hurtowe głosowania – nad „dobrymi” zgłoszonymi przez PiS oraz z założenia „złymi” opozycyjnymi – odbyło się podczas pamiętnych obrad w Sali Kolumnowej bez dostępu do systemu głosowania elektronicznego. Tym razem jednak posiedzenie Sejmu przebiegało normalnie, wszyscy posłowie głosowaliby elektronicznie stacjonarnie lub zdalnie, chociaż potrwałoby to faktycznie wiele godzin. Ale budżet to przecież najważniejsza ustawa, wyjątkowo umocowana w Konstytucji RP. Nie ma już w Polsce organu, który uczciwie orzekłby, że zdeptanie proceduralne strategicznego dla państwa aktu prawnego to czyste zło. Trudno się jednak dziwić, że w epoce tzw. dobrej zmiany tak niską reputację ma praworządność.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane