Partyjny poligon nad Wisłokiem

opublikowano: 10-06-2021, 20:00

Jednym ze skutków wiosennego wezbrania, a obecnie opadania fali COVID-19 jest skumulowanie się w najbliższą niedzielę masy głosowań samorządowych.

13 czerwca w aż 109 gminach/miastach odbywają się uzupełniające wybory pojedynczego radnego w małym okręgu, 20 gmin/miast wybiera wójta/burmistrza/prezydenta, zaś mieszkańcy 5 wypowiedzą się w referendum o ewentualnym usunięciu włodarza lub całej rady (to procedury odrębne). Z tej masy sprawdzianów lokalnych jeden cieszy się naturalnym zainteresowaniem centralnej klasy politycznej oraz mediów – wybory prezydenta Rzeszowa. Stanowisko zostało zwolnione przez Tadeusza Ferenca, który po 19 latach kierowania metropolią nad Wisłokiem zrezygnował ze względów zdrowotnych.

O przejęciu prezydentury Rzeszowa marzą obecni władcy kraju. Podkarpacie to przecież najsilniejszy bastion PiS, ale jego stolica tzw. dobrej zmiany do ratusza absolutnie nie wpuszcza. W samorządowych wyborach w 2018 r. spośród 107 miast prezydenckich (taki tytuł przysługuje od 50 tys. mieszkańców, a także mniejszym byłym miastom wojewódzkim) mieszkańcy aż 101 odrzucili kandydatów PiS tak jak rzeszowianie. Dlatego propaganda władców w kontekście relacji z samorządami używa bardzo ograniczonej i zdartej już płyty: Chełm, Stalowa Wola, czasem Zamość. 197-tysięczny Rzeszów to propagandowo bardzo łakomy kąsek, ale nie dla rządowego psa ta kiełbasa.

Znaną na całym świecie wizytówką Rzeszowa jest Pomnik Czynu Rewolucyjnego, powszechnie zwany Waginą. W ramach tzw. dekomunizacji IPN usiłował się do niej dobrać, ale silny prezydent Tadeusz Ferenc nie dał jej tknąć. Fot. UMR

Czytelnikom ogólnopolskim wypada przypomnieć listę startową niedzielnej gonitwy. Konrad Fijołek to doświadczony radny, kandydat opozycji KO/PO, Lewicy i PSL zjednoczonej pod szyldem „Rozwój Rzeszowa 2.0”. Ewa Leniart, obecna wojewoda, forsowana jest wszelkimi siłami przez Prawo i Sprawiedliwość, ale reprezentuje osobisty komitet „Wspólny Dom Rzeszów”. Poseł Marcin Warchoł to rządowy rozłamowiec z Solidarnej Polski (SP), z poparciem Porozumienia Jarosława Gowina, swój komitet nazwał chytrze „Marcin Warchoł Tadeusz Ferenc – dla Rzeszowa”. Wreszcie poseł Grzegorz Braun, startujący w barwach własnych i Konfederacji wszędzie, gdzie tylko trafia się okazja. Niezwykle charakterystyczna jest okoliczność, że partyjni pomazańcy z pierwszej trójki taktycznie poukrywali się za komitetami lokalnymi. To specyfika samorządowych głosowań na wszelkich szczeblach w trakcie kadencji, główne wybory w 2018 r. miały – zwłaszcza w dużych miastach – oblicze bardziej upartyjnione.

Z rzeszowskich sondaży wynika, że dwa elementy niedzielnego wyniku są pewnikami. Po pierwsze – nikt nie ma szans na uzyskanie 50 proc. głosów, zatem konieczna będzie 27 czerwca druga tura (notabene Tadeusz Ferenc zawsze wygrywał w pierwszej). Po drugie – pewnym liderem wyścigu zostanie Konrad Fijołek, z szacunkowym wynikiem 42-45 proc. Raczej rozstrzygnięte jest także drugie miejsce, premiowane wejściem do dogrywki. W rozłamowym starciu kandydatów PiS i SP panowała sondażowa równowaga, ale rzucanie przez rząd obietnic milionów na inwestycje spowodowało, że Ewa Leniart z wynikiem 25-30 proc. zdystansowała Marcina Warchoła, który zjechał znacznie poniżej 20 proc. Grzegorz Braun z wynikiem około 10 proc. tradycyjnie stanowi folklor. Zbigniew Ziobro liczył, że ewentualny sukces jego człowieka 13 czerwca bardzo umocniłby go w twardej rozgrywce z Jarosławem Kaczyńskim, a przede wszystkim z Mateuszem Morawieckim. Klub PiS we wtorek, 15 czerwca, udaje się na wyjazdowe pranie brudów, zwane konsolidacją Zjednoczonej Prawicy. Niedzielny wynik samorządowy z Rzeszowa będzie miał zatem całkiem realne przełożenie na politykę centralną…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane