Pasażerowie zapłacą za drogie paliwo

Dorota Wojnar
opublikowano: 2008-06-05 00:00

Jedną trzecią kosztów linii lotniczych stanowi zakup paliwa. Kilkumiesięczny galop cen musi się w końcu odbić na pasażerach.

Wzrost cen surowca uderza w interesy linii lotniczych

Jedną trzecią kosztów linii lotniczych stanowi zakup paliwa. Kilkumiesięczny galop cen musi się w końcu odbić na pasażerach.

W styczniu 2007 r. tona przeznaczonego dla odrzutowców paliwa lotniczego Jet kosztowała 600 USD, a w 2008 r. — już ponad 900 USD. Jeszcze gorzej sprawa wygląda, gdy przyjrzeć się cenom w czerwcu — w 2007 r. za tonę paliwa trzeba było zapłacić około 670 USD, a teraz prawie 1,3 tys. USD. Blisko 100-procentowy wzrost cen to zmora przewoźników.

Spodziewane skutki

Wszystkie linie borykają się z cenami paliwa, ale żadna się do tego otwarcie nie przyznaje.

— Dzięki stałemu obniżaniu kosztów oraz rosnącym przychodom z działalności pozaoperacyjnej, które stanowią dziś już blisko 18 proc. przychodów firmy, wzrost cen paliwa nie dotyka nas tak bardzo jak naszych konkurentów. Jednak bierzemy pod uwagę unieruchomienie 10 proc. naszej floty, czyli około 20 samolotów w sezonie zimowym 2008/2009 — mówi Tomasz Kułakowski, szef sprzedaży i marketingu Ryanair na Europę Środkową.

W rzeczywistości jednak przewoźnik w ubiegłym roku za paliwo zapłacił 791,3 mln EUR, co stanowiło ponad 36 proc. wszystkich jego kosztów. W przypadku brytyjskich tanich linii easyJet paliwo to 30 proc. kosztów. Wskaźnik ten niższy jest w przypadku Luft-hansy i Swiss. W 2007 r. linie zapłaciły za paliwo 3,9 mld EUR, co stanowiło 17 proc. ich kosztów. Ci przewoźnicy więcej wydają m.in. na pracowników, utrzymanie samolotów, wynajem czy marketing.

Droższe paliwo oznacza większe wydatki. Za każdym razem, gdy cena za tonę wzrośnie o 10 USD, dla easyJet oznacza to wzrost całkowitych kosztów na zakup paliw o 2,5 mln GBP. Na drugą połowę tego roku brytyjski przewoźnik zarezerwował sobie około 45 mln GBP na zakup surowca.

— Niestabilne koszty paliwa są źródłem niepewności na rynku i naszym największym wyzwaniem. W ciągu ostatnich 3 miesięcy wzrosły o 35 proc. i obecnie są około 80 proc. wyższe niż rok temu. Jeśli trend ten utrzyma się na obecnym poziomie, może to wyeliminować z rynku małych przewoźników lub doprowadzić do zmniejszenia ich floty — mówi Andrew Harrison, dyrektor generalny easyJet.

Po cichu i oficjalnie

Za podwyżki ktoś będzie musiał zapłacić, a kandydata na płatnika łatwo znaleźć. Linie lotnicze mają różne pomysły: jedne mówią wprost o swoich zamiarach, inne zarzekają się, że nie zrzucą dodatkowych kosztów na pasażerów, choć i tak wiadomo, że to oni zapłacą za podwyżki.

— Nigdy nie wprowadzimy opłat paliwowych — obiecuje przedstawiciel Ryanair.

— Przyspieszyliśmy proces racjonalizacji floty, zamroziliśmy pensje kadry kierowniczej. Chcemy też zwiększyć dochody, m.in. przez zdobycie większego udziału w segmencie podróży biznesowych. Dodatkowe dochody możemy także osiągnąć, m.in. współpracując z hotelami — mówi John Kohlsaat, regionalny dyrektor easyJet.

Linie Centralwings od 9 czerwca wprowadzają dopłatę paliwową, która będzie wynosiła 30-90 zł, w zależności od długości rejsu.

— Koszt paliwa jest jednym z najważniejszych składników kosztu wykonania rejsu. Zdecydowaliśmy, że nie będziemy ukrywać przed pasażerami dopłaty paliwowej. Wprowadzamy ją jako odrębną pozycję w cenie biletu, co pozwoli nam na elastyczne reagowanie na sytuację na rynku — mówi Waldemar Królikowski, prezes Centralwings.

W podobnym tonie wypowiada się Lufthansa.

— Obecnie pasażerowie płacą 21 EUR w ramach opłaty paliwowej na rejsach krótkodystansowych i 82 EUR na długodystansowych. Jeśli cena paliwa będzie nadal rosnąć, to wraz z nią zwiększy się opłata paliwowa — przyznaje Aage Duenhaupt, dyrektor komunikacji niemieckiego przewoźnika na Europę.

Dorota Wojnar