Wróciłem z konferencji w Monachium z przekonaniem, że nerwowych reakcji jest zbyt wiele. Zamiast przywiązywać się do słów, trzeba szybko zrozumieć partnera i mu odpowiedzieć. Administracja prezydenta Donalda Trumpa sama w sobie nie jest zła. Można sobie wyobrazić kogoś innego, np. z podejściem przesadnie dyplomatycznym. Teraz jest czas na spokojną i rzeczową propozycję Europy, czyli Unii Europejskiej oraz europejskich członków NATO. Należy ją przygotować w odpowiednim tempie.
Negocjacje międzynarodowe w sprawie bezpieczeństwa dopiero się rozpoczynają, choć widać, że zakulisowe konsultacje się już odbyły. Ze względu na kontekst chiński administracja amerykańska będzie starała się szybko zamknąć sprawę rozmów z Rosją.
Unia Europejska ma bardzo mocne atuty, które powinna wykorzystać. To liczba ludności, silna gospodarka, rosyjski majątek zlokalizowany w europejskich państwach i wiele innych. Trzeba tym zagrać, przedstawić propozycje i uczestniczyć w negocjacjach. Dotyczą nas przecież w sposób żywotny.
Europa powinna w tej sytuacji zastosować zasadę „przebijam, oferuję więcej” do wspólnego koszyka obronnego Zachodu. Możemy zaproponować np. większy budżet na nowe technologie, większe wydatki na produkcję zbrojeniową, również większe zaangażowanie w miejscach ważnych dla USA na świecie. Propozycje można mnożyć. Zasada powinna być jedna — większe zaangażowanie Unii to lepsza pragmatyczna pozycja do rozmowy z USA i odnowienia sojuszu.
Nie ulega wątpliwości, że częścią europejskiej propozycji musi być wzmocnienie Bundeswehry. Nie chodzi tu jednak jedynie o wydatki, lecz o posiadanie odpowiedniej broni, zapasów amunicji, zaawansowanych rozwiązań technologicznych, a także o wyćwiczenie armii i posiadanie przez nią zdolności operacyjnych i zdolności do współpracy z partnerami. To wszystko powinno być częścią nowego dealu.
Amerykańskie propozycje dotyczące zasobów ziem rzadkich w Ukrainie można traktować jako część szeroko rozumianego problemu odbudowy Ukrainy. Ukraińcy muszą sami postanowić, których inwestorów wpuszczą, a których nie, i na jakich zasadach. Zakładam, że powinny to być w dużym stopniu podmioty z UE i NATO, bo państwa z tych organizacji najbardziej Ukrainie pomagały. Dla Ukrainy ważne są firmy ze świata zachodniego. Nie znam szczegółów amerykańskiej oferty, jej ocena zależy jednak od tych szczegółów. Generalnie jednak silna obecność inwestorów zachodnich, szczególnie w newralgicznych gałęziach ukraińskiej gospodarki, jest pożądana z punktu widzenia odbudowy i standardów zarządzania biznesem, walki z korupcją itd. Samo w sobie nie jest to złe. Przecież poważnym problemem Ukrainy po 1991 r. była właśnie za mała liczba inwestycji z zewnątrz.
Zaangażowanie biznesowe zachodnich graczy, w tym Polski, po ustaniu działań wojennych powinno być zatem duże. Będzie to dobre dla integracji Ukrainy z Zachodem, również, a może przede wszystkim w kontekście Unii Europejskiej.

