PiS robi krok wstecz

Katarzyna Kozińska
24-10-2005, 00:00

Prywatne firmy medyczne boją się, że zostaną zepchnięte na margines. To właśnie oznacza finansowanie sektora z budżetu.

Dziś ruszają prace zespołów eksperckich, które mają wypracować wspólne założenia programowe dla najważniejszych sektorów. Nic nie wskazuje na to, żeby przyszłym koalicjantom poszło ze zdrowiem łatwiej niż z publicznymi finansami. Propozycje PO i PiS dotyczące ochrony zdrowia są nie do pogodzenia.

Skrajne bieguny

Dla PO drogą do zwiększenia dostępności i jakości leczenia jest większe urynkowienie sektora. PiS uważa zaś, że jakość świadczeń i stan szpitali może poprawić tylko zwiększona kontrola państwa. Kością niezgody jest model finansowania służby zdrowia. PO proponuje podział Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) na niezależne ubezpieczalnie regionalne. Celem jest wymuszenie między nimi konkurencji o pacjenta.

— Chcemy wykorzystać umiejętność kupowania usług, której kasy chorych, a później oddziały NFZ uczyły się przez kilka lat. Pacjent ma mieć prawo wyboru ubezpieczyciela. W szpitalach konkurencję zwiększy zniesienie limitów na większość zabiegów — za pacjentem idą pieniądze, dlatego szpital nikogo nie odeśle z kwitkiem — mówi Elżbieta Radziszewska, posłanka PO.

PiS chce zrezygnować z systemu ubezpieczeniowego i wrócić do finansowania szpitali z budżetu państwa. Dopuszcza dodatkowe ubezpieczenia, ale bez możliwości przeniesienia całej składki do wybranego funduszu. Obiecuje przy tym wzrost wydatków na służbę zdrowia z 3,9 proc. do 6 proc. PKB. Politycy tej partii nigdy nie powiedzieli jednak, skąd zamierzają wziąć dodatkowo niebagatelne prawie 19 mld zł. Nie ma też informacji, jak mają być zarządzane pieniądze na zdrowie. Nie udało nam się uzyskać komentarza od Bolesława Piechy, eksperta i posła PiS.

— Polski nie stać na trzecią wielką reformę sektora zdrowia w ciągu sześciu lat — przekonuje Andrzej Ryś z Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Prywatnej Służby Zdrowia.

Zamiast ekonomii

Prywatne firmy z branży spodziewają się po rozwiązaniach PiS najgorszego. Obawiają się, że przy dzieleniu środków w budżecie (na które składają się także pacjenci) nie będą mieli szans w konkurencji nawet z najgorszymi placówkami państwowymi.

— Politycy boją się krytyki. Mając do wyboru placówkę prywatną i publiczny zakład, w którym pracuje kilkaset osób i dla którego organem założycielskim jest samorząd, na świadczeniodawcę wybiorą ten drugi podmiot — uważa Jarosław Leszczyszyn, wiceprezes spółki EMC Instytut Medyczny, która prowadzi szpitale.

Obawy potęguje fakt, że redystrybucją pieniędzy z budżetu mieliby zajmować się wojewodowie.

— To zepchnie na margines prywatne podmioty. Będą mogły liczyć wyłącznie na pełnopłatnego klienta. Takie propozycje mocno studzą nasze plany inwestycyjne — mówi Marcin Halicki, prezes sieci przychodni Lux Med, która zamierza wejść w szpitalnictwo.

Dla prywatnych przedsiębiorców projekt PiS uwstecznia rozwój sektora.

— Tylko że w 1999 r., przed utworzeniem kas chorych, firm prywatnych było 1500, a dziś jest ich około 20 tys. i stanowią 90 proc. wszystkich podmiotów w branży. Nie można o nich po prostu zapomnieć — podkreśla Andrzej Ryś.

Przyznaje, że w Europie działa kilka systemów budżetowych, np. we Włoszech i Hiszpanii. Jednak wszystkie nowe kraje UE wybrały system ubezpieczeniowy.

Niedźwiedzia przysługa

Adam Roślewski, szef spółki Know How, która chce stworzyć sieć szpitali, uważa, że najbardziej niebezpieczne jest to, iż PiS nie wierzy w rynek.

— Ci politycy uważają, że problemy w sektorze zdrowia da się rozwiązać administracyjnie. To przekonanie może pogrążyć także publiczne placówki. Częściowe budżetowanie szpitali oznacza, że placówka dostaje pieniądze na działalność w myśl zasady: czy się stoi, czy się leży… — mówi Adam Roślewski.

Co ciekawe, pomysłami PiS wcale nie są zachwycone publiczne szpitale. Z kryzysami najlepiej radzą sobie te, które postawiły na prawie wolny rynek — wynajmują wolne powierzchnie, zlecają na zewnątrz wiele usług, zawierają kontrakty ze specjalistami.

— Nie wyobrażam sobie powrotu do finansowania z budżetu. To spowodowałoby zanik konkurencji między szpitalami. Dobrą propozycją PiS jest wprowadzenie kilkuletnich kontraktów, bo przeprowadzanie konkursów każdego roku to strata czasu i pieniędzy — uważa Marek Haber, dyrektor szpitala w Suchej Beskidzkiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kozińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / PiS robi krok wstecz