Bank uznał, że pora namówić klientów, którzy trzymają 100 mld zł na lokatach, żeby zainwestowali w fundusze.
Wkrótce PKO TFI przeprowadzi się do budynku, w którym mieści się centrala PKO BP. To ma być symbol zacieśniania relacji, które ostatnio nie były bliskie.
— W latach 2008 i 2009 przez kryzys płynnościowy trudno było myśleć o sprzedaży jednostek. Trudno też sprzedawać produkt, który nie jest najlepszy. Teraz wyniki funduszy są satysfakcjonujące. Liczymy, że będą jeszcze lepsze. TFI jest spółką, na którą stawiamy. Baza depozytów klientów indywidualnych przekroczyła 100 mld zł — to duży potencjał — mówi Wojciech Papierak, wiceprezes PKO BP.
W 2010 r. według danych Analiz Online do PKO TFI napłynęło 350 mln zł — 10 razy mniej niż do lidera Union Investment, który nie ma własnej sieci. W tym ma być lepiej.
— Liczymy na 2 mld zł sprzedaży netto w sieci banku PKO BP i kilkaset milionów w zewnętrznej. Do tej pory u zewnętrznych dystrybutorów odbijaliśmy się od drzwi z powodu słabych wyników funduszy — mówi Jakub Karnowski, prezes PKO TFI.
— Bank trzyma wszystkie sznurki w ręku — to od jego decyzji zależy, czy do funduszy przepłynie 100 mln, czy 5 mld zł. W poprzedniej hossie PKO BP nie dokonał takiej konwersji depozytów na fundusze jak Pekao czy BZ WBK. Ale potencjał ma zdecydowanie największy — PKO będzie liderem TFI, pytanie tylko, kiedy — mówi Tomasz Publicewicz, analityk Analiz Online.
Właściciel pomaga, ale też wymaga.
— W średnim terminie wszystkie spółki z grupy mają być w czołówce. Byłoby świetnie, gdyby TFI w tym roku znalazło się na pudle pod względem wielkości aktywów — mówi Wojciech Papierak.
Teraz PKO z 8,3 proc. udziału w rynku jest na piątym miejscu. Do trzeciego BZ WBK AIB traci 1 mld zł.
PKO TFI chce rosnąć dzięki nowym klientom — baza ma się powiększyć o 17 proc. Sięgnie po sprawdzoną metodę — lokatę plus fundusz. Promowane mają być fundusz skarbowy, obligacji korporacyjnych i akcyj specjalistyczne, m.in. surowcowy.