PKP Cargo jedzie po równi pochyłej

Eugeniusz Twaróg
opublikowano: 05-01-2009, 00:00

Przewoźnik ma coraz bardziej pod górę. Daleko nie zajedzie bez ostrego cięcia kosztów. Także kosztem pracowników.

Poznaliśmy tajny raport na temat sytuacji przewoźnika

Przewoźnik ma coraz bardziej pod górę. Daleko nie zajedzie bez ostrego cięcia kosztów. Także kosztem pracowników.

Do internetu przeciekła wewnętrzna, niejawna informacja o sytuacji w PKP Cargo. Nie pierwszy raz zresztą. Jest to prezentacja przygotowana przez zarząd, w której czarno na białym widać, że z przewoźnikiem jest źle, a będzie jeszcze gorzej, jeśli nie przeprowadzi się niezbędnych oszczędności. Dokument, datowany na 15 grudnia, ujawnia, że w listopadzie po raz pierwszy w historii spółki tonaż przewiezionego ładunku w ciągu miesiąca nie przekroczył 10 mln ton (było to dokładnie 9,4 mln t). Powód? Kryzys i załamanie na rynku hutniczym. Przewóz rudy i pirytów spadł o dwie trzecie, metali i wyrobów metalowych ponad połowę, a koksu o ponad 20 proc.

Czas na odchudzanie

Kryzys kryzysem, w spółce już wcześniej było krucho. Od początku roku tylko w lutym przewoźnik miał dodatni wynik na sprzedaży. Potem aż do sierpnia "jechał" na stracie i dopiero we wrześniu wyszedł na plus. Wynik — 20,8 mln zł zmalał w październiku do 17,2 mln zł. Po dziesięciu miesiącach, jak wynika z prezentacji, PKP Cargo miały 158 mln zł straty na sprzedaży (prognoza na cały rok to minus 170 mln zł). Przed rokiem o tej porze było 146 mln zł zysku. Na działalności operacyjnej spółka straciła 103 mln zł (plus 47 mln zł przed rokiem), strata z działalności gospodarczej wyniosła 148 mln zł, a netto — minus 196 mln zł.

Skąd tak duże spadki?

— Zmniejszyły się przewozy masowe: rud, ale, co najważniejsze dla PKP Cargo — węgla i koksu, które stanowią połowę ładunków przewożonych przez spółkę — mówi prof. Włodzimierz Rydzkowski z katedry polityki transportu Uniwersytetu Gdańskiego.

Wszystkiego nie można jednak wyjaśnić załamaniem rynku. PKP Cargo, które zatrudniają ponad 40 tys. pracowników i przy przychodach rzędu 5 mld zł rocznie wyciskają ledwie kilkadziesiąt, kilkanaście milionów złotych zysku, już dawno powinny przejść restrukturyzację.

— Kolejne zarządy odwlekały zmiany. Nikt nie chciał zadzierać z silnymi związkami zawodowymi. Teraz bez ostrych cięć się nie obejdzie. Inaczej PKP Cargo skończą jak stocznie. Nie restrukturyzowane upadną — prognozuje prof. Rydzkowski.

Redukcja 5 tys. etatów

Obecny zarząd przygotował prezentację także po to, żeby przekonać związki zawodowe, że bez zmian spółka daleko nie zajedzie. Kierownictwo straszy, że jeśli wszystko zostanie po staremu, wtedy w przyszłym roku, przy pogarszającym się rynku, strata ze sprzedaży wyniesie aż 438 mln zł. Przy braku możliwości finansowania z bieżącej działalności spółka może stracić płynność.

Żeby uniknąć najgorszego, zarząd uważa, że koniecznie trzeba ograniczyć koszty operacyjne o 480 mln zł. Znalazł już oszczędności na ponad 180 mln zł. Brakujących 297 mln zł chce poszukać w kosztach osobowych. Kierownictwo proponuje obcięcie różnych dodatków do wynagrodzenia, renegocjację zbiorowego układu o wynagrodzeniach, przeniesienie 1,5 tys. pracowników do spółek zależnych i wreszcie restrukturyzację zatrudnienia o 5 tys. etatów.

Eugeniusz Twaróg

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu