Płyną po morzu i lądzie

Bartłomiej Rabij
opublikowano: 20-02-2008, 00:00

Dają kredyt kupiecki i nie mają zatorów finansowych. Jakim cudem? Dzięki ubezpieczeniom i pomocy wywiadowni gospodarczych.

Spółka Fast z Gdańska

Dają kredyt kupiecki i nie mają zatorów finansowych. Jakim cudem? Dzięki ubezpieczeniom i pomocy wywiadowni gospodarczych.

20 lat temu firma startowała jako jednostka gospodarki uspołecznionej. Przez lata przechodziła różne koleje losu. Ale w 2008 r. ma się naprawdę dobrze. Obroty i zyski rosną. Portfel zamówień też.

W 2007 r. Fast osiągnął 50 mln zł przychodów. W tym roku planuje o 10 mln więcej. Zysk też przekroczył 4 mln zł, a w 2008 r. ma być o kolejny milion większy. Krok po kroku firma rozwija się i rośnie. Organicznie. Bez przejęć. Po prostu zdobywa kolejne zamówienia, rozbudowuje zakłady produkcyjne i poszerza ofertę towarów i usług. Bo gdańszczanie nie tylko produkują i montują meble —na morze i na ląd, meble okrętowe oraz do biur, hoteli, mieszkań — ale także zajmują się wyposażaniem statków i zabezpieczeniami antykorozyjnymi.

Na wiosnę ruszy nowa, druga hala produkcyjna w zakładach w Skórczu. Fast postawił ją i wyposażył kosztem 3,5 mln zł. To jedna z najważniejszych inwestycji w historii przedsiębiorstwa. Gdańska firma ma dwa zakłady produkcyjne — ten w Skórczu (130 osób) i drugi w Pelplinie (60 osób). Firma ma także w Gdańsku dwa zakłady usługowe. Zajmują się zabezpieczeniem antykorozyjnym oraz usługami związanymi z tzw. ostatnim etapem budowy statku, czyli wykończeniówką.

Przelewem biznes stoi

Kredyt kupiecki — zwrot zakazany w latach 90. minionego wieku — dziś znów funkcjonuje w polskim słowniku biznesowym. Zatory finansowe, które kilkanaście lat temu spowodowały niesamowity wykwit różnego rodzaju firm obracających wierzytelnościami, obecnie nie są już marą nocną straszącą niegrzecznych przedsiębiorców.

Można sobie z nimi radzić. A Fast jest tego świetnym przykładem.

— Kredyt kupiecki to dobrze funkcjonujące rozwiązanie, jeśli połączy się go z ubezpieczeniami i działalnością wywiadowni gospodarczych — tłumaczy Marek Lewandowski, główny księgowy firmy.

Najważniejszy buchalter zakładu wyjaśnia, że problem zatorów płatniczych jego przedsiębiorstwa praktycznie nie dotyczy. Fast korzysta z dwóch wywiadowni gospodarczych. Nierzadko zamawia opinie na temat danego klienta u obu firm. Każdy nowy klient jest sprawdzany. Tylko co 10 kontrahent Fastu jest odrzucany jako niesumienny płatnik.

— Sedno tkwi w profilaktyce. Nie współpracujemy z klientami, którzy mają złą renomę. W końcu sami też korzystamy z kredytu kupieckiego u naszych dostawców — wyjaśnia Lewandowski.

Ubezpieczenie też nie jest wielkim kłopotem, bo ostra konkurencja na rynku spowodowała spory spadek cen tych produktów. Kiedyś płaciło się za nie 0,4-0,5 proc. transakcji, dziś 0,1 proc.

— Dlaczego nie obracacie gotówką? — zapyta ktoś nieznający branży.

To proste, bez terminów płatności nie sposób rozwijać sprzedaży dla dużych podmiotów gospodarczych. Już kiedyś Fast starał się pójść tą drogą, ale w 2001 r. zakończyło się to drastycznym spadkiem obrotów. Właśnie dlatego od 2003 r. firma konsekwentnie stawia na wywiadownie i ubezpieczanie transakcji. A terminy płatności od 14 do 90 dni nikogo w firmie nie przerażają.

Na Zachód patrz

Kilkanaście miesięcy temu Fast uruchomił pierwszą na Pomorzu linię produkcji mebli z płyty komórkowej. Jest to produkt wykonany z dwóch cienkich płyt wypełnionych kartonem. Meble z takiej płyty są bardzo lekkie i co najważniejsze, tańsze od tych wykonanych z płyty wiórowej.

Meble stanowią mniej więcej połowę przychodów firmy, ale wraz ze startem produkcji w nowej hali w Skórczu ich udział na pewno solidnie wzrośnie.

70 proc. sprzedaży firmy trafia na eksport. Ale jak dodaje prezes firmy Tadeusz Kubica, pozostałe 30 proc. robione jest dla firm, których większość pracuje dla eksporterów. Efekt? Fastowskich mebli w rodzimych salonach praktycznie nie uświadczysz.

Fast ma w planach zawojowanie branży hotelarskiej. Dziś hotelarze odbierają od nich blisko 14 proc. sprzedaży. Meble z firmy Fast spotkamy w Sheratonie w Monachium i w Brukseli, w Grandzie w Oslo, w Gołębiewskim w Mikołajkach czy w Royalu w Krakowie. A także na wielu statkach wykonanych wprawdzie w Polsce, ale pływających pod obcymi banderami.

— Patrzymy na Zachód. Podoba nam się Europa — mówi prezes firmy Tadeusz Kubica, kiedy pytam go o możliwości inwestycji zagranicznych.

Ucina w ten sposób spekulacje o wejściu na rynek rosyjski, który bądź co bądź ma 23 proc. światowych zasobów drewna. Sposób prowadzenia interesów w Rosji nie odpowiada menedżerom z Fastu. Chociaż i za zachodnią granicą perłami drogi nikt im nie wyłoży. Już teraz dla niemieckich armatorów firmy z Meklemburgii są tańsze od polskich dostawców. Powodów jest kilka. Po pierwsze, koszty pracy rodzimych pracowników. Presja płacowa rośnie, a przecież ubezpieczenia społeczne zwiększają obciążenie pracodawcy z każdą dodatkową złotówką otrzymaną przez pracownika. Po wtóre, obecna cena euro jest dla eksporterów za niska. A wiadomo, jak będzie w przyszłości? Spadnie czy jeszcze się podniesie?

Dla firmy negocjującej kontrakty na 2010 i 2011 r. niepewność przepisów, stawek ubezpieczeń i cen walut to nielichy problem. Mimo wszystko rok 2008 ma być rekordowy. Co pokazuje, że gdański Fast — choć pod górkę i we własnym tempie, to zmierza do celu.

Bartłomiej Rabij

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Rabij

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu