Po dwóch biznesach zostały mu długi. Useme rośnie i AI się nie kłania

Karolina GuzińskaKarolina Guzińska
opublikowano: 2026-01-09 14:20

Zanim stworzył Useme – platformę umożliwiającą legalny freelancing bez zakładania działalności gospodarczej – prowadził klub muzyczny i magazyn lifestylowy, które poniosły finansową porażkę. Dziś, w czasie gdy rynek pracy projektowej przechodzi największą transformację od dekad, Przemysław Głośny zarządza firmą rosnącą o 30 proc. rocznie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Przez kilka lat działał w branży kulturalnej, prowadząc we Wrocławiu klub muzyczny Droga do mekki (2004–09), a wcześniej magazyn lifestylowy „Relaz” – początkowo drukowany, później internetowy, m.in. we współpracy z o2.pl.

Oba przedsięwzięcia zakończyły się fiaskiem.

– To nie było tak, że pewnego dnia stwierdziłem: zamykam i idę dalej. Te projekty po prostu nie poradziły sobie finansowo. Zostały po nich straty i długi – przyznaje Przemysław Głośny, prezes Useme.

Przekonał się, jak zgubne potrafi być prowadzenie firmy opartej na nadziei, a nie na twardych danych.

– Najważniejsze, czego się nauczyłem, to patrzenie na liczby. Cash flow, a nie marzenia. U mnie zawsze było: za chwilę będzie lepiej i… nigdy nie było – mówi przedsiębiorca.

Biurokracja jako impuls do działania

Paradoksalnie to problemy, z jakimi się mierzył, prowadząc magazyn, stały się zalążkiem pomysłu na Useme. Współpraca z freelancerami ujawniła skalę biurokratycznych barier związanych z rozliczaniem umów cywilnoprawnych. Dokumenty, archiwizacja, zgłoszenia do ZUS-u, poprawki i opóźnienia – to rodziło chaos, który pochłaniał czas i energię obu stron. Z czasem się okazało, że problem nie dotyczył wyłącznie jego działalności. Rozmowy z innymi przedsiębiorcami potwierdziły, że polski rynek pracy projektowej jest obciążony nadmierną biurokracją.

– Wtedy pojawiła się myśl, by stworzyć narzędzie, które przejmie formalności prawne i podatkowe, odciążając freelancerów i zleceniodawców – wspomina Przemysław Głośny.

Pionierski model i trudne początki

Useme powstało w 2013 r., a rynkowy debiut miało rok później. Model, w którym platforma wystawia fakturę VAT, a freelancer otrzymuje wynagrodzenie na podstawie umowy cywilnoprawnej, był wówczas rozwiązaniem nowatorskim i – jak się okazało – trudnym do zaakceptowania.

– Przez pierwsze dwa lata nie mogliśmy się przebić powyżej 30 użytkowników miesięcznie. Ludzie po prostu nam nie ufali, nie wierzyli, że to jest legalne, skoro odbywa się elektronicznie i nie trzeba podpisywać papierowej umowy – wspomina Przemysław Głośny.

Przyznaje, że gdyby nie zobowiązania wynikające z projektu unijnego, który współfinansował start Useme, firma prawdopodobnie zostałaby zamknięta, ponieważ przychody nie pokrywały kosztów. Przełom nastąpił dopiero po uproszczeniu procesu dla zleceniodawcy.

– Zrobiliśmy jedną, pozornie prostą zmianę: klient nie musiał się rejestrować w serwisie, wystarczyło, że dostawał dokumenty mejlem. I nagle zaczęliśmy rosnąć – mówi prezes.

Odtąd wzrost był systematyczny, choć droga do zdobycia zaufania rynku trwała jeszcze kilka lat. Dziś Useme ma w bazie około 185 tys. specjalistów.

Wzrost mimo kryzysów i zmian technologicznych

W ostatnich latach trudne otoczenie makroekonomiczne – wojna w Ukrainie, wysoka inflacja, spowolnienie w branży IT oraz gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji – znacząco wpłynęły na strukturę zleceń Useme. Jednym z największych wyzwań okazała się ekspansja AI. Zniknęły proste tłumaczenia i teksty, które wcześniej stanowiły około 20 proc. umów.

– Ten rynek w zasadzie przestał istnieć. Ale w jego miejsce pojawiły się nowe kategorie, na przykład zlecenia związane z obsługą i wdrażaniem narzędzi AI – wskazuje przedsiębiorca.

Jego zdaniem te zmiany wymuszają nową postawę zawodową.

– Musimy się przyzwyczaić, że przez 40–50 lat kariery zmienia się zawód kilka razy. Ciągła nauka przestaje być opcją – staje się koniecznością – mówi Przemysław Głośny.

Mimo tych wyzwań platforma rośnie w tempie około 30 proc. rocznie. Prezes podkreśla, że to rezultat systematycznej pracy, a nie jednego przełomowego czynnika.

– Z roku na rok jesteśmy coraz bardziej profesjonalni. Lepiej analizujemy dane, lepiej dobieramy działania marketingowe, szybciej reagujemy na potrzeby użytkowników. Firma technologiczna nigdy nie jest projektem zamkniętym – to niekończący się proces. Każda zmiana rynkowa wymusza kolejne iteracje i dostosowania – twierdzi Przemysław Głośny.

Freelancing jako świadomy wybór

Zmienia się także profil freelancera. Coraz większą grupę użytkowników Useme stanowią osoby, które traktują freelancing jako dodatkowe źródło dochodu lub świadomie budowaną alternatywę dla dotychczasowej kariery.

Zdaniem Przemysława Głośnego to wiele mówi o rosnących kosztach życia w Polsce, lecz także o ewolucji podejścia do bezpieczeństwa finansowego. Z danych, które analizuje Useme, wynika, że nadwyżki dochodów z freelancingu coraz częściej trafiają na prywatne oszczędności.

– Młodsze pokolenia widzą, że demografia jest bezlitosna. Coraz mniej wierzą w stabilność systemu emerytalnego i częściej decydują się samodzielnie budować swoje zabezpieczenie finansowe, korzystając z elastycznych form pracy. Dlatego wdrożyliśmy też Useme Plus: połączenie usług serwisu z ubezpieczeniem NFZ i innymi benefitami. Pozwala to freelancerom na ograniczenie kosztów zakładania własnej firmy i budowanie zabezpieczenia dzięki własnym oszczędnościom, a nie obietnicy państwowej emerytury – mówi prezes.

Podkreśla jednak, że choć bezpieczeństwo etatu bywa dziś złudne, freelancing nie jest rozwiązaniem dla wszystkich.

– To nie jest wybór lepszy albo gorszy. To wybór dopasowany do tego, jak ktoś lubi pracować – mówi menedżer.

Polski specjalista: nie cena, lecz jakość

Zmienia się też pozycja polskich specjalistów na rynku międzynarodowym. Jeszcze kilka lat temu główną przewagą polskich freelancerów była cena. Dziś, jak podkreśla prezes Useme, to już przeszłość.

– Koszty pracy szybko doganiają Zachód. Naszymi atutami są kompetencje i kultura pracy. Mamy świetnych specjalistów, bardzo dobrych programistów, coraz większą specjalizację i rzetelność. Do tego dochodzi bliskość kulturowa, która dla klientów z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych ma ogromne znaczenie. To na tym będziemy budować konkurencyjność – mówi Przemysław Głośny.

Cierpliwy, etapowy rozwój

Planując przyszłość platformy, zakłada jednak ostrożniejsze podejście do ekspansji. Firma już się przekonała, że bez odpowiedniego przygotowania trudno konkurować z globalnymi graczami dysponującymi nieporównywalnie większym kapitałem niż Useme, która finansuje się wyłącznie z własnych przychodów.

– Próbowaliśmy szerokiej ekspansji zagranicznej i odbiliśmy się od ściany. To była cenna lekcja. Cofnęliśmy się więc o krok. Teraz chcemy najpierw wzmocnić fundamenty, a potem eksportować polskich specjalistów do klientów z Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych – przyznaje Przemysław Głośny.

W dłuższej perspektywie ambicje są jednak większe. Za 5–10 lat widzi Useme jako lidera Europy Środkowej i Wschodniej, a może nawet jako spółkę giełdową.

– Chciałbym, żeby to była dobrze zorganizowana, stabilna firma, działająca spokojniej niż klasyczny start-up. Choć wiem, że w technologii spokój to pojęcie względne – mówi prezes.

Nie traktuje pracy jako jedynego punktu odniesienia. Choć prowadzi firmę technologiczną, nie definiuje się jako pracoholik. Po godzinach stawia na czas spędzony z rodziną i sport – od roweru górskiego po narty i snowboard – świadomie zamykając laptop o stałej porze.

– Biznes daje satysfakcję, ale to rodzina i czas spędzony razem są dla mnie prawdziwym resetem – podsumowuje Przemysław Głośny.

Możesz zainteresować się również: