Ponad pięć lat temu stracił moc Zakładowy Układ Zbiorowy Pracy dla
pracowników Poczty Polskiej (PP).
— Od kilku lat prowadzimy rozmowy o nowym
układzie zbiorowym, jednak okazują się one żartem z pracowników. W trakcie tych
rozmów pracodawca podejmuje bowiem decyzję o wdrożeniu procedury, która z tych
negocjacji czyni groteskowy teatrzyk. Układ możemy "negocjować" latami, a
dzisiaj wykonuje się akcję błyskawicznego poprawienia wyniku spółki kosztem
pracowników — twierdzi w komunikacie umieszczonym na internetowych stronach
Organizacji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Pracowników Poczty Polskiej jej
przewodniczący, Bogumił Nowicki.

Dodaje, że pracodawca planuje gigantyczną akcję wypowiedzeń zmieniających umowy o pracę w PP. Mają je dostać wszyscy ci, którzy nie wyrażą zgody na porozumienie proponowane przez zarząd spółki. Cóż to za porozumienie?
— Intencją zarządu Poczty Polskiej jest przeprowadzenie zmiany sposobu wynagradzania poprzez tzw. porozumienia zmieniające. Nowe warunki płac przewidują następujące składniki: wynagrodzenie zasadnicze na dotychczasowym poziomie lub zwiększonym (w wyniku włączenia likwidowanych dodatków), dodatek za staż pracy w Poczcie Polskiej, dodatek za konwojowanie ładunków wartościowych według ujednoliconych zasad i stawek oraz dodatek funkcyjny na niezmienionym poziomie. Wypłacane będą również premie — wyjaśnia Zbigniew Baranowski, rzecznik PP.
Zapewnia, że zgodnie z przepisami wypłacane będą też dodatki za pracę w nocy (20 proc. stawki godzinowej wynikającej z minimalnego wynagrodzenia) i odprawa emerytalna w wysokości jednomiesięcznego wynagrodzenia pracownika, a także inne przewidziane przepisami dodatki i świadczenia. O co więc awantura?
Okazuje się, że zarząd chce na dodatkach i odprawach zaoszczędzić. Nie będzie m.in. nagród jubileuszowych, dodatku za staż pracy poza Pocztą, za pracę w warunkach szkodliwych. Natomiast odprawy emerytalno-rentowe i dodatki za pracę w nocy będą mniejsze niż dotychczas. No i jeśli ktoś nie przystanie na nowe warunki, to może stracić pracę. Sprawa dotyczy ponad 98 tys. pracowników Poczty. Na dodatki spółka ma w tym roku przeznaczyć ponad 127 mln zł.
Zdaniem przedstawicieli związków, stanowisko zarządu to szantaż. Dlatego rozważali strajk. Z najnowszych jednak informacji wynika, że pomysł taki zarzucili: „Wśród pracowników zawrzało, rozważana jest ewentualność strajku, choć jak twierdzą wtajemniczeni raczej do niego nie dojdzie” – podaje portal pocztowokurierski.pl.
I dodaje: „Według naszych informacji, do strajku może nie dojść. Jedna sprawa to fakt, że pracownicy są rozgoryczeni i zbulwersowani decyzjami szefów. Kwestią zupełnie inną jest racjonalna ocena sytuacji dokonywana przez ludzi, którzy muszą zarabiać i obawiają się o utratę tego, co już mają”.
O samym strajku czytamy: „Wiąże się to w znacznej mierze z obawą o utratę
pracy, co za tym idzie z pozbawieniem się całkowicie, nawet po likwidacji części
dodatków, stałego źródła dochodu. Przecież Ci ludzie mają pozaciągane kredyty,
inne zobowiązania, które trzeba regulować. Można się spodziewać, że wskutek
ewentualnie przeprowadzonych zmian w wynagrodzeniach część załogi zacznie szukać
lepszych warunków zatrudnienia. Mogą Pocztę opuścić ludzie z dużym potencjałem,
którzy nie boją się wyzwań, co też powinno dać do myślenia. Z pewnością
najbliższe miesiące, a nawet dni wiele wyjaśnią, lecz strajk w chwili obecnej
brzmi wręcz absurdalnie – powiedział nam, pragnący zachować anonimowość, jeden
ze związkowych liderów”.