Czytasz dzięki

Polaków nie stać na nowe auta

opublikowano: 15-07-2015, 22:00

Prawdziwa siła zakupowa Polaków to ok. 15 tys. zł

Pobieżna analiza średniej ceny nowego samochodu może wprowadzić w błąd. Bo skoro średnio na samochód wydajemy 90 tys. zł, to mleko i miód muszą w Polsce płynąć szerokimi strumieniami. Niestety ani mleko, ani miód.

Bloomberg

Wątpliwości rozwiewa pierwszy „Indeks zmian cen nowych samochodów osobowych” przygotowany przez bank DNB we współpracy z Deloitte Consulting i Instytutem Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Opracowanie ma obrazować koniunkturę w branży motoryzacyjnej. A ponieważ branża jest jednym z filarów naszej gospodarki, można ten indeks uznać za barometr, którego wskazania (będą publikowane co miesiąc) są opracowywane na podstawie danych o sprzedaży nowych aut.

Bierze pod uwagę średnie ważone cen, czyli iloczyn liczby aut i ich cen katalogowych. Nie uwzględnia rabatów. Ma pokazać zmiany cen na polskim rynku i u konkretnych producentów (indeks obejmuje auta ośmiu najważniejszych u nas koncernów).

Pierwsze wskazanie indeksu pokazuje, że w maju 2015 r. ceny nowych aut były niższe o 5 proc. niż w kwietniu, ale w porównaniu z majem 2014 r. o 1,9 proc. wyższe. Najbardziej podrożały auta z grupy Volkswagena — o 10.9 proc. rok do roku. Toyoty były droższe o 9,1 proc. Wolniej drożały samochody Renaulta, Forda i PSA (od 1 do 2,5 proc.). Indeks pokazał także obniżki cen. Najbardziej staniały auta Nissana (średnio o 9,8 proc.). Hyundaie i Ople były tańsze odpowiednio: o 6,9 i 5,2 proc.

Zdaniem autorów indeksu wahania cen nowych aut wynikają z konkurencji i z sezonowych zmian na rynku. W długim okresie ceny rosną. Od naszego wejścia do UE średnio o 2 proc. rocznie.

Przy czym ostatnimi laty nie jest to raczej wynik inflacji, a bardziej wzrostu płac, bo ceny aut po prostu odzwierciedlają siłę nabywczą społeczeństwa. Skoro od 2004 r. do maja 2015 r. płace wzrosły w statystykach o 72, 1 proc., to wzrost w tym czasie średniej ceny nowych aut o 68,5 proc. wydaje się uzasadniony.

Cztery kółka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
×
Cztery kółka
autor: Łukasz Ostruszka
Wysyłany co dwa tygodnie
Łukasz Ostruszka
Newsletter na temat rynku motoryzacyjnego: premiery, nowości, branżowe ciekawostki.
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.

W minionym roku średnia cena nowego auta kupionego w Polsce wynosiła ponad 90 tys. zł. To ponad dwa razy więcej niż na początku stulecia. Ale jak nie było nas stać na nowe auto 10 lat temu, tak nie stać i dzisiaj. Te 90 tys. zł wynika bowiem ze zdominowania rynku przez zakupy firmowe. Dziś to już około 60 proc.

Jak wylicza Samar, gdy to Kowalscy „rządzili” na rynku i kupowali ponad 90 proc. wszystkiego, co ma cztery koła, Corsa (model Opla) kosztowała około 22 miesięcznych pensji. Dzisiaj kosztuje 12-13 pensji. Wtedy na nowe auto wydawano średnio 40 tys. zł dzisiaj zaś 90 tysięcy. Proporcje więc podobne.

Kowalscy — i nie są to już dane z indeksu — najzwyczajniej w świecie nie mają pieniędzy na nowe auto. Zachęty, promocje na niewiele się zdają. I jeśli już Kowalski zdecyduje się na nowe auto, to wybiera najmniejsze i najtańsze. Nie dlatego, że takiego właśnie potrzebuje. Najtańsze na rynku nowe auto (Ford Ka) rejestrowano w minionym roku 2016 razy. W prawie 70 proc. na osoby prywatne. Średnia cena tego auta to 32,2 tys. zł.

Kowalscy (i to również zasługa uwolnienia rynku po naszym wejściu do UE) auta nadal kupują. Tyle że tanie. I stare. W 2014 r. sprowadzono do Polski prawie 750 tys. używanych pojazdów. O 6 proc. więcej niż rok wcześniej. I choć takich danych nie ma, można śmiało twierdzić, że większość trafiła w prywatne ręce, a nie do firm. Ponad połowa sprowadzonych aut ma więcej niż 10 lat. Średnio wydawano na takie auto 15 tys. zł. I to jest prawdziwa „siła” zakupowa Polaków.

DNB i Deloitte wskazują, że sprzedaż nowych aut w Polsce jest niższa niż w Czechach, na Słowacji i w Chorwacji. Te państwa nie są od nas dużo zamożniejsze, ale ograniczają import pojazdów używanych. Czy to się opłaca? Wystarczy policzyć koszty leczenia ofiar wypadków i związane z nimi koszty społeczne. Ale to już temat na inny komentarz.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane