Polisa bez zysku

Jacek Konikowski
opublikowano: 22-07-2008, 00:00

TUW są tak nietypowe na tle branży ubezpieczeniowej, że niejeden agent PZU czy Warty wykrzyknie: powinni tego zabronić!

Co wspólnego z korzeniami PZU mają Stefan i Andrzej Bratkowscy, Henryk Wujec i burza gradowa? Nic? A jednak. Gdyby nie ona, pewnie by się nie spotkali i nie wpadli na pomysł reaktywowania tradycji, z której wyrosło dzisiejsze PZU, i nie założyliby towarzystwa ubezpieczeniowego. Innego od wszystkich, bo wzajemnego.

Wujec był akurat posłem z Zamojszczyzny, gdy grad spustoszył tamtejsze pola. Straty gigantyczne, więc rolnicy do Wujca: pośle, pomóż! Mądry Polak po szkodzie. Stefan Bratkowski wspomniał mu wtedy o idei wzajemnych ubezpieczeń, która w Polsce dobrze się miała od XVIII w., ale za PRL umarła. Obaj zainteresowali pomysłem utworzenia towarzystwa ubezpieczeń wzajemnych m.in. fundację Akcji Demokratycznej, Społeczną Fundację Solidarności oraz Eurekę — zachodnioeuropejski holding towarzystw ubezpieczeniowych. W 1992 r. Towarzystwo Ubezpieczeń Wzajemnych TUW (TUW TUW) wystawiło pierwszą polisę. Dzisiaj podobnych towarzystw działa kilka, ale pierwsze jest największym z nich, liczy 420 tys. członków.

Tylko czy ktoś o nim słyszał? Czy ktoś widział reklamę TUW? Czy wie, czym TUW różnią się od Warty czy PZU? Wiadomo o nich tyle, że są. I niewiele więcej. Tymczasem to drugi gracz na rynku ubezpieczeń. Wielce oryginalny.

Powinni tego zabronić

Ubezpieczenia wzajemne są najstarszą formą ubezpieczeń, wymyśloną i praktykowaną w czasach, gdy nikt jeszcze nie myślał o zarabianiu na polisach. Na czym polegają? W dużym uproszczeniu: kilku dekarzy umawia się, że gdy jeden spadnie z dachu, pozostali zapłacą za jego leczenie. Albo: mieszkańcy miasta zrzucają się do kapelusza na wypadek, gdyby któremuś spalił się dom. Albo rolnicy z Zamojszczyzny wzajemnie ubezpieczają się przed kolejnym gradobiciem.

Pachnie idealizmem? Zapachnie nawet absurdem. Bo czy ktoś uwierzy w firmy ubezpieczeniowe non profit?

— Celem towarzystw nie jest przynoszenie zysku udziałowcom, lecz zaspokojenie ich potrzeb ubezpieczeniowych po najniższym możliwym koszcie — mówi Dariusz Poniewierka z TUW BD.

Non profit? Ale rozumiany nieco inaczej niż za friko. Co prawda, w wypadku TUW ustawa ubezpieczeniowa rzeczywiście nie mówi nic o zysku, za to wspomina o nadwyżce bilansowej. Skoro nie dla zysku, to po co?

— Osoby lub firmy zrzeszają się w celu wspólnego pokrycia szkód, na jakie są narażeni. Mają wspólny cel: najtańsza i najlepsza ochrona ubezpieczeniowa. Dlatego towarzystwa, które zakładają, zawsze będą działać na ich korzyść. I to różni TUW od komercyjnych ubezpieczycieli działających przede wszystkim na korzyść swych akcjonariuszy, a nie klientów — mówi Monika Skiba, prezes TUW Pocztowe.

— Oczywiście dla zapewnienia bezpieczeństwa roszczeń działalność towarzystw ubezpieczeń wzajemnych musi być rentowna. Jednak sposób zagospodarowania wypracowanej nadwyżki bilansowej lub pokrycia ewentualnych strat musi być zapisany w statucie towarzystwa — dodaje Piotr Narloch, prezes Concordia Polska TUW.

Ten „sposób” może zaskoczyć. Bo czy ktoś słyszał o ubezpieczycielu, który zwraca składkę, gdy nie było szkody? Oto Kowalski wykupuje AC na malucha. W nic nie rąbnął, więc po roku dostaje pieniądze z powrotem. Tymczasem w statutach TUW może być zapis albo o zwrocie składki, albo o przeniesieniu jej na następny rok (w praktyce najczęściej trafia ona na poszerzanie oferty towarzystwa lub jego kapitał zapasowy).

Zaskoczeń jest więcej. Aby skorzystać z oferty TUW, nie wystarczy chcieć. Trzeba być. Członkiem i udziałowcem. Czyli wykupić udziały.

— Członkiem naszego TUW może zostać każdy, kto zawrze umowę ubezpieczenia, złoży deklarację członka, obejmie 1 udział o wartości 1 zł oraz zapłaci 1 zł wpisowego. Dzieje się to jednocześnie. Podmioty gospodarcze muszą wykupić minimum 10 udziałów — mówi Grzegorz Buczkowski, prezes TUW SKOK.

Członkostwo w TUW Pocztowy kosztuje 5 zł (1 udział — 5 zł), a firmę minimum 50 zł (10 udziałów). Osoby prawne muszą wykupić minimum 50 udziałów.

W TUW Concordia udział jest bezpłatny. Wystarczy zawarcie umowy ubezpieczenia. W TUW BD jeden udział kosztuje 10 tys. zł.

— Bo jesteśmy towarzystwem oferującym wyłącznie ubezpieczenie przedpłat klientów deweloperów. Dla nich to małe pieniądze — tłumaczy Dariusz Poniewierka z TUW BD.

Skoro klient jest udziałowcem, to pewnie ma jakieś prawa? Owszem, takie jak wszyscy udziałowcy. Na przykład może na walnym zgromadzeniu głosować za obniżeniem cen polis ubezpieczeniowych (a więc i swojej) albo zmienić prezesa, który chce je podnieść. Rezygnując z członkostwa, może zwrócić udziały.

Skoro TUW nie ma zysków, nie ma też marmurów, niemieckich limuzyn zarządu i zagranicznych delegacji. Bywa zgrzebnie. A co z reklamą? Też jej nie ma, dlatego mało kto o TUW słyszał. Ale te mogą się bez niej obejść.

— Preferujemy raczej ascetyczną formę promocji i marketingu. Od kampanii telewizyjnych wolimy media branżowe — mówi Piotr Narloch.

— TUW najczęściej ubezpieczają jedynie określone branże lub firmy, do których łatwiej dotrzeć innymi kanałami. Ale są też takie, które oferują ubezpieczenia dla Kowalskiego, jak choćby nasze towarzystwo — mówi Monika Skiba, prezes TUW Pocztowe.

Na ubezpieczeniach dla Kowalskiego TUW nie zarabiają kokosów. Od Kowalskich wolą określone grupy zawodowe lub branże. Tam reklama jest tańsza lub w ogóle zbędna.

Wirtualny ubezpieczyciel

Kluczem do zagadki wzajemnych ubezpieczeń są dwie cechy: specjalizacja i regionalizm. One odróżniają je od PZU czy Warty.

— Pierwsza jest kluczowa. Wiele TUW zajmuje się tylko wybranym ryzykiem, nierzadko na określonym terenie (np. ubezpieczenia szkód gradowych), inne ryzykiem określonych grup zawodowych — mówi Piotr Narloch.

TUW Pocztowe ubezpiecza pocztowców, choć nie tylko. TUW Rejent Life notariuszy i asesorów (ubezpieczenie rentowe oraz ubezpieczenie na wypadek śmierci), TUW BD — wyłącznie firmy deweloperskie, a TUW TUZ — księży, zakonników, a nawet organistów czy kościelnych (można tu ubezpieczyć sutanny, konfesjonał, a nawet szyby w sekretarzyku na zakrystii). Firmy należące do KGHM ubezpieczają same siebie w swoim TUW Cuprum. Concordia Polska TUW postawiła na rolników, banki spółdzielcze oraz gminy i samorządy. Oferuje nawet polisę dla posiadaczy koni. Tym, czym jest SKOK w bankowości, tym TUW jest w ubezpieczeniach, więc i SKOK mają swój TUW.

Kto zgadnie, gdzie ubezpiecza się Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych lub spółka Porty Lotnicze? PZU, Warta? Nie. Pierwsza w KGHM, a druga w Poczcie Polskiej. W ramach ich TUW (TUW Cuprum i TUW Pocztowe) porty i lasy utworzyły własne (w dodatku za friko), „wirtualne” firmy ubezpieczeniowe, w których ubezpieczają same siebie.

— W ramach jednego TUW może być utworzonych jeden i więcej związków wzajemności członkowskiej. I to się ubezpieczającym najbardziej opłaca. Od wyniku osiągniętego w ramach związku zależy zwrot, dopłata lub wysokość przyszłej składki ubezpieczeniowej dla członków tego związku — tłumaczy Monika Skiba.

W TUW Cuprum własną grupę wzajemności członkowskiej Lasy Państwowe ma Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych, a w TUW Pocztowe — Poczta Polska, spółka Porty Lotnicze i pracownicy Poczty Polskiej.

W ramach TUW TUW działa m.in. „wirtualna firma ubezpieczeniowa” rolników z województwa kujawsko-pomorskiego oraz Podkarpackiej Izby Rolniczej. Profit? Ubezpieczenia, które już tańsze być nie mogą.

— W interesie członków związku wzajemności leży, żeby nie było szkód, bo to im się opłaca. Ich pieniądze zostają w ich kasie i teoretycznie mogą do nich wrócić. Nie ma więc mowy na przykład o przestępstwach ubezpieczeniowych — mówi Skiba.

Ale nie wszystko opłaca się ubezpieczać w TUW. Na przykład ubezpieczenia obowiązkowe, polisy mieszkaniowe czy komunikacyjne mogą być nawet droższe niż u ubezpieczycieli komercyjnych. Kwestia specjalizacji i ryzyka.

Jedno zastanawia. Co się stanie, gdy na przykład w TUW dekarzy wszyscy wejdą na jeden dach, który pod ich ciężarem runie w dół? Trzeba będzie dołożyć do kapelusza. Czy dlatego w Polsce działa tylko kilka TUW? A może, dlatego że idea wzajemnych ubezpieczeń wydaje się jednak zbyt piękna, aby była realna?

— TUW jak inne zakłady ubezpieczeń reasekurują swoje portfele i są tak samo bezpieczne jak inni ubezpieczyciele. Podlegają temu samemu nadzorowi państwowemu — przekonuje Monika Skiba. n

Dopiero kapitalizm stworzył z ubezpieczeń branżę do zarabiania pieniędzy. W Polsce pierwszy TUW powstał w czasach Stanisława Staszica w Poznaniu. Członkowie Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych płacili składki, aby zapewnić ochronę swych nieruchomości przed ogniem. W 1921 r. w Królestwie Polskim powstała Polska Dyrekcja Ubezpieczeń Wzajemnych, która do 1947 r. działała pod nazwą Powszechny Zakład Ubezpieczeń Wzajemnych (PZUW) — protoplasta dzisiejszego PZU. Po wojnie największy polski TUW — PZUW — pozbawiono „wzajemności”, przekazując jednocześnie cały majątek państwowemu PZU, który dzisiaj konkuruje z TUW. Taki paradoks historii.

W Polsce działa osiem towarzystw ubezpieczeń wzajemnych. Stanowią niecały procent rynku ubezpieczeniowego. Dla porównania przed wojną obejmowały 65 proc. Na niektórych rynkach zagranicznych jest odwrotnie, dominują TUW. W Japonii stanowią aż 70 proc. rynku ubezpieczeń, w USA 33 proc., w Niemczech 21 proc. i we Francji 16 proc.

Towarzystwo ubezpieczeniowe należące do jednego podmiotu, grupy zawodowej lub grupy firm powiązanych to tzw. captive insurance. Jego głównym celem jest zabezpieczenie ryzyka nieubezpieczanego na rynku tradycyjnym. W Polsce takim towarzystwem jest np. Orlen Insurance, zarejestrowany na Malcie, w której Orlen ma udziały warte 5 mln dol.

Ubezpieczenia wzajemne mogą występować w postaci wzajemnościowych kas chorych, jak np. Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy Flandria w Inowrocławiu. To kasa chorych oparta na wzorach belgijskich i holenderskich. Ubezpieczeni wpłacają roczną składkę (30 zł — dorośli, 40 zł — rodzic z dzieckiem), a w zamian otrzymują 30 proc. zniżki na leczenie w gabinetach lekarskich z szyldem stowarzyszenia oraz 10 proc. zniżki w aptekach, sklepach i wypożyczalniach ze sprzętem rehabilitacyjnym. Stowarzyszenie zaczynało od zniżek na usługi stomatologiczne. Obecnie obejmuje leczenie i rehabilitację, dostęp do jedynej w Polsce apteki socjalnej (najniższe marże na leki) oraz opiekę domową pielęgniarek i wolontariuszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu