Politycy studzą zapał Grycana

Są już nie tylko w lodziarniach i na sklepowych półkach, ale też w kawiarniach i restauracjach. Słynne lody rosną i chcą inwestować, ale nie w obliczu zakazu handlu w niedzielę

Zbigniew Grycan, twórca Lodziarni Firmowych Grycan, od lat jest liderem rynku i od lat nie widzi sufitu, lecz zaznacza kolejne miejsca na mapie swoich lokali. Ten rok będzie inny, bo biznesmen zamroził prace nad powiększaniem sieci liczącej obecnie 150 punktów.

Zbigniew Grycan, twórca Lodziarni Firmowych Grycan, wcześniej rozwijał Zieloną Budkę, sprzedaną funduszom zarządzanym przez Enterprise Investors. Obecny biznes, co regularnie podkreśla, nie jest na sprzedaż.
Zobacz więcej

PODWÓJNE LODY:

Zbigniew Grycan, twórca Lodziarni Firmowych Grycan, wcześniej rozwijał Zieloną Budkę, sprzedaną funduszom zarządzanym przez Enterprise Investors. Obecny biznes, co regularnie podkreśla, nie jest na sprzedaż. [FOT. WM]

Cienki lód

— W 2017 r. pewne jest otwarcie ośmiu lokali, bo w tylu miejscach mamy podpisane umowy. Roślibyśmy szybciej, ale zawiesiliśmy kolejne rozmowy z powodu toczących się dyskusji o zakazie handlu w niedzielę. To w weekend zarabiamy na to, żeby być od poniedziałku do piątku w galeriach handlowych. Podpisywanie kolejnych umów na lodziarnie przy tak niestabilnej sytuacji jest zbyt ryzykowne — mówi Zbigniew Grycan.

Zaczynał myśleć o franczyzie, ale ona też — jak podkreśla — potrzebuje przewidywalnych warunków rozwoju. — Pracujemy nad takim modelem biznesu, ale na razie za wcześnie na deklaracje, czy i kiedy go uruchomimy — zazna cza przedsiębiorca.

Chiński mur

Obecnie jego zakład produkcyjny pod Warszawą i lodziarnie zatrudniają 1,7 tys. osób. Ma też spółkę w Czechach, gdzie działają dwie lodziarnie.

— Czekamy z decyzją o dalszym rozwoju. Nasi menedżerowie intensywnie pracują nad startem w innych krajach — do daje Zbigniew Grycan. Gdzie konkretnie? Tajemnica, na pewno w Europie. Z lodami — choć nie we własnych lodziarniach, ale w sieciach handlowych — spółka jest obecna w 12 krajach, w tym na Tajwanie czy w Dubaju. Rozpoczęła też współpracę z Chinami, sęk w tym, że nim zdążyła tu szerzej zagościć, już znalazła podróbkę swoich lodziarni pod szyldem „Mr Grycan”.

— Nie jesteśmy w stanie wyegzekwować poszanowania naszego prawa własności intelektualnej, więc odpuściliśmy sobie, przynajmniej na jakiś czas, ekspansję w Chinach — przyznaje Zbigniew Grycan.

Nie chce ujawnić, jak dużą część biznesu stanowi dziś eksport. Za granicą widać jego lody również w hotelowych restauracjach, na razie w Rumunii i Czechach. Na rozwój tej nogi biznesu spółka mocniej postawiła także w Polsce — już nie tylko w hotelowych restauracjach, ale też kawiarniach.

— To dopiero początek drogi. Nie wyjeżdża do tego kanału jeszcze tir za tirem, ale tak jak w przypadku rozwoju sieci lodziarni — rozwijamy się we własnym tempie i nie na każdych warunkach. Nie tłumaczymy się inwestorom z wyników, co daje nam komfort — zaznacza Zbigniew Grycan.

Moda i tradycja

Ostatnie dwa lata przyniosły ogromny wysyp konkurencji — jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać pojedyncze lokale z lodami, określanymi jako rzemieślnicze bądź tradycyjne, spozycjonowane cenowo jako premium. W tym tygodniu wejście na polski rynek zapowiedziała też kultowa amerykańska marka — Ben & Jerry’s.

— Nigdy nie żyliśmy na pustyni i widzieliśmy różne mody — przed wieloma laty mieliśmy np. wysyp punktów z lodami z automatu, zwanych włoskimi. Robimy swoje. W końcu mocniej ruszyła konsumpcja lodów w Polsce, która bardzo długo oscylowała wokół 3,5 litra na osobę rocznie, a teraz wynosi 4,5 litra. To wciąż dużo poniżej skandynawskich kilkunastu litrów na głowę, ale tendencja napawa optymizmem. Sezon na lody się wydłuża, uczymy się jeść je zimą — mówi Zbigniew Grycan.

Jedno pozostaje niezmienne. Polacy konserwatywnie trwają przy czterech głównych smakach: śmietankowym, waniliowym, czekoladowym i truskawkowym.

— Odpowiadają za ponad połowę sprzedaży, choć łącznie mamy ponad 100 smaków. Wszelkie nowości są uzupełnieniem oferty, trzeba je mieć, bo klient chce czasem skosztować czegoś nowego — przyznaje Zbigniew Grycan.

OKIEM EKSPERTA

Ktoś zyska, ktoś straci

BARTOSZ BOLECKI

analityk PMR

Zakaz handlu w niedzielę odbije się zdecydowanie negatywnie na biznesach gastronomicznych w galeriach handlowych. Pojawiają się informacje, że kina, restauracje i foodcourty będą z niego wyłączone, ale to nie zmienia znacząco sytuacji. Zamknięcie sklepów będzie oznaczać znacznie mniejszy ruch, samo kino nie przyciągnie tak wielu klientów do galerii handlowej, więc gastronomia straci. Zyskać mogą natomiast centra miast, gdzie prawdopodobnie przeniesie się ruch, więc także restauracje i kawiarnie położone przy ulicach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu