Polska Chinami Europy

WITOLD HRUZEWICZ
opublikowano: 30-01-2013, 00:00

Stwierdzenie, że Polska to Chiny Europy, jest prawdziwe, ale też wielowymiarowe.

Na pierwszy rzut oka statystyki mówią same za siebie — wyprodukowaliśmy w 2011 r. 24 mln telewizorów i monitorów, w tym 19 mln na eksport. W dużym AGD produkcja wyniosła 15 mln sztuk, w 75 proc. na eksport o wartości 9 mld zł, w małym AGD jest to 7 mln sztuk. Jesteśmy największym producentem mebli w Europie, z eksportem wartym 25 mld zł. Na 740 tys. samochodów wyprodukowanych 725 tys. wyeksportowano. Jesteśmy europejskim centrum produkcji autobusów. Do tego dochodzi produkcja części samochodowych (wartość eksportu 27 mld zł) i silników (eksport to 12 mld zł).

Niektórzy Polacy się cieszą z takich danych ekonomicznych, a niektórzy wstydzą porównania do „tanich” Chin. Dobrą wiadomością dla tych drugich jest to, że powyższe sukcesy są możliwe mimo 2-3-krotnie wyższych pensji niż w Chinach, gdzie wynoszą one od 190 USD brutto na prowincji do 250 USD na wybrzeżu, przy delikatnie mówiąc dłuższych godzinach i gorszych warunkach pracy. Tak więc mimo, wyższych kosztów oraz ostrzejszych regulacji środowiskowych wciąż się opłaca produkować w Polsce. Dlaczego? Bo nie konkurujemy tylko z Chinami, ale przede wszystkim z zachodnią Europą — koszty i czas transportu, Unia Europejska, logistyka dostawców, lokalna przedsiębiorczość oraz kwalifikacje pracowników decydują o różnicach pomiędzy europejskimi a azjatyckimi centrami produkcji, w tym przedsiębiorczość i kwalifikacje nie muszą wcale być gorsze w Azji. Gdzieś pośrodku spektrum jest Turcja, która jest blisko Europy, a ma koszty pracy 20 proc. niższe niż w Polsce. Tak więc od strony produkcji powstały na przestrzeni ostatnich lat centra w różnych regionach geograficznych, specjalizujące się w różnych branżach, nie tylko dzięki różnicom związanym z kosztami, ale również specyficznym kompetencjom produkcyjnym, m.in. technologii i koncentracji dostawców.

Polsce pomaga także kolejna wspólna z Chinami cecha — duży rynek wewnętrzny i szybko bogacące się społeczeństwo, co obydwu naszym krajom pozwoliło przejść z sukcesem przez ostatnie lata kryzysu. To jest właśnie drugi aspekt przydomku „Chiny Europy”, bo Chiny są atrakcyjne dla inwestorów również dzięki wzrostowi konsumpcji, który przyciąga zagraniczne inwestycje ze strony firm chcących te potrzeby konsumpcyjne zaspokoić. Podobnie jest z Polską, co ma znowu przełożenie na lokowanie centrów produkcji, której część przeznaczona jest na lokalny rynek. Zarówno Polska, jak i Chiny sąsiadują z tańszymi ośrodkami produkcji, ale ich lokalne rynki są mniejsze.

Jednym z obszarów, na którym wciąż ustępujemy Chinom, to aktywne wsparcie państwa w budowaniu przewagi konkurencyjnej. Polska poczyniła natomiast duży krok do przodu, wstępując do Unii Europejskiej, o co Turcja jeszcze walczy. Wciąż jednak pozostaje dużo do zrobienia — chociażby w zakresie inteligentnej polityki emigracyjnej, której umiejętne prowadzenie może przyciągnąć wykwalifikowanych pracowników z mniej atrakcyjnych rynków pracy, co od lat sprawdza się zarówno w USA, jak i Wielkiej Brytanii.

WITOLD HRUZEWICZ

partner w firmie Azimutus

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: WITOLD HRUZEWICZ

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu