Czytasz dzięki

Polska innowacyjność pochodzi z importu

  • Stanisław Gomułka
opublikowano: 12-07-2015, 10:06

Teza, że polskie firmy czy cała polska gospodarka są mało innowacyjne, jest błędna. Prawdą jest natomiast, że Polska ma niewielki wkład do światowej innowacyjności np. nie mamy nowych patentów, uniwersytety czy ośrodki naukowe prezentują w tym zakresie niewielką lub wręcz mała aktywność.

Innowacyjność gospodarki jednak nie na tym polega. Opiera się natomiast na tym,  jak wiele nowych produktów lub metod ich wytwarzania jest wdrażane do firm. Przez ostatnie 25 lat  w tym zakresie nastąpiła rewolucja technologiczna. W branży tak tradycyjnej, jak budownictwo zostało wprowadzone bardzo dużo nowych materiałów bądź produktów, o których nikt przez 1989 rokiem w Polsce nie słyszał. I tak się działo w każdej dziedzinie.

Oczywiście ta polska innowacyjność nie brała się z wynalezionych w naszym kraju nowych technologii, lecz z absorpcji  produktów i technologii wynalezionych poza Polską, często już jakiś czas temu. Jednak jest to zrozumiałe, ponieważ udział Polski w ogólnych nakładach na R'n'D w skali światowej jest niewielki.  Nakłady w Polsce to ok. 6 mld USD, podczas gdy globalnie wydaje się na ten cel 1,5 bln USD.

Ale nawet gdybyśmy te nakłady dwu- lub trzykrotnie podnieśli, udział Polski  w  wytwarzaniu innowacji w globalnej gospodarce będzie nadal nieduży, wręcz marginesowy. Jest to istotne bowiem oznacza, że innowacyjność gospodarki nadal musi się opierać na zdolności polskich przedsiębiorstw do absorbowania tego, co wytworzono za granicą nowego jakiś czas temu lub co właśnie się nowatorskiego wytwarza.  

Istnieje jednak problem - im bardziej stajemy sie zaawansowani gospodarczo, tym trudniej absorbować rzeczy z zewnątrz; wchodzimy bowiem na wyższy poziom zaawansowania technologicznego. Tymczasem najnowsze, najbardziej innowacyjne produkty technologiczne są pod najściślejszą i najbardziej restrykcyjną ochroną przedsiębiorstw, które je wytwarzają. Konieczna jest wtedy zdolność firm i ośrodków badawczych do rozpoznawania kluczowych innowacji, czasem także do wytwarzania własnych produktów, opartych na tych nowych technologiach. Inaczej grozi nam zmniejszenie tempa wzrostu gospodarczego wydajności pracy i to w sytuacji kiedy od krajów o zaawansowanej technologicznie  gospodarce wiele jeszcze nas będzie dzieliło.

Jest to tzw. pułapka krajów średniego  poziomu rozwoju. Można jej przeciwdziałać na różne sposoby, ale najprościej jest utrzymywać atrakcyjność dla inwestycji zagranicznych ponieważ są one poważnym kanałem dopływu z  zewnątrz nowych produktów i technologii. Służy to  całej gospodarce, jako że połowa polskiego eksportu wytwarzana jest przez firmy zdominowane przez kapitał zagraniczny. Im więc więcej nowych technologii napłynie  do tych firm z krajów najwyżej rozwiniętych, tym szybsza będzie ich dyfuzja na całą gospodarkę, poprzez małe i średnie  przedsiębiorstwa, kooperujące z eksporterami.

Oczywiście,  niektóre czysto  polskie firmy zaczynają już wchodzić na rynek światowy, gdzie znajdują się pod wielką konkurencyjną presją, premiującą technologie i produkty najnowsze. Toteż firm takich jest niewiele, za to dużo jest firm, które współpracują już w Polsce z największymi  koncernami, prowadzącymi eksport na skalę globalną. Tak dzieje się choćby w przemyśle samochodowym. Ci kooperanci też są pod presją: poszukiwania nowych metod zarządzania, produkcji, szkolenia pracowników, podnoszenia jakości. Pośrednio bowiem, podobnie  jak koncerny dla których pracują, konkurują na rynkach światowych. A to też  sprzyja innowacyjności.

Drugim istotnym kanałem jest wynalazczość krajowa. W tym celu musimy mieć lepsze niż obecnie działające uniwersytety,  politechniki czy ośrodki badawcze w dużych firmach. Muszą też wzrosnąć wydatki na badania i rozwój w polskich przedsiębiorstwach. Jednak ten czynnik, choć ważny, ma znaczenie tylko dodatkowe, nie decydujące.  Najważniejszy jest kanał dopływu najnowszych technologii z zewnątrz, zaś sugestie polskich polityków - obojętnie jakich by nie byli barw politycznych - że uda się to szybko  zmienić, są całkowicie błędne.

Profesor Stanisław Gomułka - od 1985 roku doradca MFW, od 1989 roku doradca ekonomiczny kolejnych rządów RP. Brał udział w negocjacjach z Klubami Paryskim i Londyńskim dotyczących spłaty polskiego zadłużenia. W 2008 roku wiceminister finansów. Obecnie główny ekonomista BCC.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Stanisław Gomułka

Polecane