Polski kapitał w walce o wielkie kontrakty

Adam Łaba
opublikowano: 2026-03-11 19:00

Definicja local content ma wzmocnić udział polskich firm w największych inwestycjach infrastrukturalnych, energetycznych i obronnych w kraju.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Polskę czekają duże inwestycje w energe­tykę, infrastrukturę i sektor obronny. Dla biznesu są one ogromną szansą, dlatego przyciągają uwagę zarówno zagranicz­nych, jak i rodzimych przedsiębiorstw. Kwestia udziału polskich firm w tych pro­jektach jest szczególnie istotna. Obecnie trwają prace nad oficjalną definicją kom­ponentu krajowego - częściej określane­go jako local content. Ma ona określić, jaki udział polskich firm, produktów i usług powinien być wykorzystywany w tych strategicznych projektach.

To właśnie ten temat był w centrum uwagi podczas debaty pt. „Local content w łańcuchu dostaw: jak wielkie przedsię­biorstwa mogą budować siłę polskich do­stawców”, będącej częścią projektu Pulsu Biznesu „Co nas czeka w 2026 r.”.

Debatę prowadził Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego Pulsu Biznesu. Jego gośćmi byli: Angelika Cieślowska, prezes zarządu DORACO; Damian Kaźmierczak, wiceprezes za­rządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa; Janusz Władyczak, prezes zarządu KUKE; oraz Dominika Żwirbla- Kalman, dyrektor Biura Zakupów Inwestycyjnych, ORLEN.

Definicja w drodze

Od wielu miesięcy trwają dyskusje, jaka część nowych projektów powinna przypaść firmom z polskim kapitałem. Odpowiedzią na to pytanie ma być defini­cja local content, czyli udziału lokalnych firm i dostawców w realizacji inwestycji, nad którą pracuje administracja publicz­na. Jak zapowiedział niedawno minister Wojciech Balczun, ma ona zostać przed­stawiona w najbliższych miesiącach, choć ostateczny termin wciąż nie jest znany.

Podczas debaty eksperci zwracali uwa­gę, że jej ostateczny kształt może mieć duże znaczenie dla krajowych przedsię­biorstw. Chodzi przede wszystkim o to, by polskie firmy - często dysponujące mniejszym kapitałem niż globalni gracze - miały realną możliwość konkurowania o największe kontrakty inwestycyjne.

- Definicja komponentu krajowego jest niezmiernie istotna i wszyscy czeka­my, aż w końcu się pojawi. Spodziewam się, że będzie ona uwzględniać kryteria związane z udziałem polskiego kapitału. Celem całego przedsięwzięcia jest w koń­cu wsparcie rodzimych firm i wykorzy­stanie historycznego okna inwestycyj­nego w powojennej Polsce - tłumaczyła Angelika Cieślowska.

W trakcie dyskusji zwrócono uwagę, że definicja nie powinna być celem samym w sobie. Damian Kaźmierczak z PZPB podkreślił, że ostateczny kształt przepi­sów jest ważny, ale bardziej istotne bę­dzie praktyczne podejście do wspierania krajowych przedsiębiorstw przy realizacji dużych inwestycji.

Definicja komponentu krajowego jest niezmiernie istotna i wszyscy czekamy, aż w końcu się pojawi. Spodziewam się, że będzie ona uwzględniać kryteria związane z udziałem polskiego kapitału. Celem całego przedsięwzięcia jest w końcu wsparcie rodzimych firm i wykorzystanie tego historycznego okna inwestycyjnego w powojennej Polsce.

Angelika Cieślowska
prezes zarządu DORACO

- Z mojego punktu widzenia kluczowe jest, abyśmy nie utknęli w niekończących się sporach o samą definicję komponen­tu krajowego. Ważniejsze jest zainicjo­wanie kultury, która realnie wspiera polskie firmy. Tego podejścia w dużej mierze brakowało w Polsce przez ostat­nie trzy dekady transformacji - podkreślił Damian Kaźmierczak.

Co ważne, idea local content nie oznacza zamknięcia rynku przed zagra­nicznymi partnerami. Celem jest raczej stworzenie warunków, w których krajo­we przedsiębiorstwa mogą skuteczniej konkurować o duże kontrakty i rozwijać swoje kompetencje przy realizacji strate­gicznych projektów.

- Pamiętajmy, że mówimy o udostęp­nieniu inwestycji dla polskiego kapitału, nie o zamknięciu rynku dla firm koncerno­wych. Wsparcie polskich przedsiębiorstw ma im umożliwić sięgnięcie po kontrakty, które do tej pory były poza ich zasięgiem - podkreśliła Angelika Cieślowska.

Giganci wspierają local content

Wprowadzanie idei lokalnego udziału w łańcuchu dostaw w Polsce w dużej mie­rze zależy od działań największych spół­ek realizujących strategiczne inwestycje. To właśnie one - poprzez sposób orga­nizowania przetargów, konstrukcję kon­traktów czy politykę zakupową - mogą realnie zwiększać udział krajowych przedsiębiorstw w dużych projektach in­frastrukturalnych i energetycznych.

Kluczowe jest, abyśmy nie utknęli w niekończących się sporach o definicję komponentu krajowego. Ważniejsze jest zainicjowanie kultury, która realnie wspiera polskie firmy. Tego podejścia w dużej mierze brakowało w Polsce przez ostatnie trzy dekady transformacji.

Damian Kaźmierczak
wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa

- Dla ORLEN local content jest jednym ze strategicznych celów. Nie trze­ba nas do niego przekonywać. Od kilku miesięcy współpracujemy z innymi du­żymi firmami, Ministerstwem Aktywów Państwowych i Agencją Rozwoju nad me­todologią i definicją komponentu krajo­wego oraz nad rozwiązaniami, które będą go wspierały nie tylko w inwestycjach, ale w całym obszarze zakupów - podkreśliła Dominika Żwirbla-Kalman.

Istotną rolę w rozwijaniu krajowego potencjału odgrywają również instytucje finansowe wspierające polskie przedsię­biorstwa w realizacji kontraktów w kraju i za granicą. Jedną z nich jest Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) - instytucja specjalizująca się w ubezpieczaniu eksportu i finansowania inwestycji, która od lat analizuje udział polskiego komponentu w projektach ob­jętych jej wsparciem.

- KUKE wspiera polskie firmy od 35 lat - zarówno lokalnie, jak i za granicą. Liczymy, jakim udziałem polskiego kom­ponentu charakteryzują się poszczególne kontrakty, które ubezpieczamy. Mamy też wiele rozwiązań pozwalających zabezpie­czać finansowanie inwestycji realizowa­nych przez polskie firmy w naszym kraju - zaznaczył Janusz Władyczak.

Udział polskich podmiotów w udzielanych zamówieniach przez ORLEN jest dość wysoki, ponieważ sięga 75-90 proc. w zakresie dostaw surowców czy usług remontowych, co przekłada się na dziesiątki miliardów złotych. Local content to strategiczny cel, który realizujemy poprzez kolejne zmiany w firmie, wychodząc naprzeciw polskim podmiotom.

Dominika Żwirbla-Kalman
dyrektor Biura Zakupów Inwestycyjnych, ORLEN

Jednym z narzędzi, które pozwala zwiększyć udział krajowych przedsię­biorstw w inwestycjach, jest dokładne mierzenie ich obecności w projektach oraz odpowiednie konstruowanie po­stępowań zakupowych. Coraz częściej oznacza to dzielenie dużych zamówień na mniejsze zakresy prac, tak aby umoż­liwić udział większej liczbie wykonawców.

W ramach ORLEN udział polskich podmiotów w udzielanych zamówieniach jest dość wysoki, ponieważ sięga 75 proc., a nawet 90 proc. w zakresie czy to dostaw surowców, czy też usług remontowych, co przekłada się na dziesiątki miliardów złotych. Obszarem poszerzania współpracy są obecnie zakupy inwestycyjne, które z uwagi na swoją specyfikę techniczną i technologiczną charakteryzują się niższym udziałem. Natomiast tworzymy warunki do tego, by pol­skie podmioty mogły wykorzystać swój potencjał – także poprzez łączenie się w większe jednostki czy konsorcja – wyjaśniła Dominika Żwirbla-Kalman.

Jednym z przykładów takiego podej­ścia są inwestycje realizowane przez ORLEN Termika w Warszawie. Spółka odpowiada za największy w Polsce sys­tem ciepłowniczy, który dostarcza ener­gię cieplną do zdecydowanej większości odbiorców w stolicy, a jednocześnie prowadzi szeroki program moderniza­cji źródeł wytwórczych i transformacji energetycznej. W ramach tych projektów - obejmujących m.in. budowę nowych bloków gazowo-parowych, instalacji od­zysku ciepła czy systemów pomp ciepła - duże kontrakty dzielone są na mniej­sze zakresy, co umożliwia udział większej liczbie krajowych firm.

- W ten sposób otwieramy przestrzeń nie tylko dla największych graczy, ale również dla średnich i mniejszych pod­miotów, które dzięki temu mogą wejść do łańcucha dostaw i wspólnie przyspieszać transformację energetyczną stolicy - za­znaczyła Dominika Żwirbla-Kalman.

Lokalne firmy mają dużo większą skłonność do reinwestowania niż podmioty z zagranicy, które przychodzą z prostym celem: zarobić i zdobyć rynek.

Janusz Władyczak
prezes zarządu KUKE

Korzyści dla gospodarki

Zwolennicy koncepcji local content podkreślają, że jej znaczenie wykracza daleko poza udział krajowych firm w po­jedynczych kontraktach. Chodzi przede wszystkim o długofalowy rozwój gospo­darki - budowanie kompetencji, wzmac­nianie lokalnych przedsiębiorstw oraz zatrzymywanie większej części wartości inwestycji w kraju. Jednocześnie eksperci zaznaczają, że obecność inwestorów za­granicznych również przynosi korzyści, szczególnie w postaci transferu wiedzy i nowych standardów zarządzania.

- Lokalne firmy mają dużo większą skłonność do reinwestowania niż pod­mioty z zagranicy, które przychodzą z prostym celem: zarobić i zdobyć rynek. Inwestorzy zagraniczni wnoszą know- -how i nowe style zarządzania. Minusem jest natomiast to, że w obecnym układzie nie mamy własnych silnych generalnych wykonawców, z którymi moglibyśmy wspólnie podbijać inne rynki - bo nie zdążyliśmy ich zbudować - powiedział Janusz Władyczak.

W dłuższej perspektywie wspieranie komponentu krajowego pozwala wzmac­niać całe sektory gospodarki i tworzyć firmy zdolne do samodzielnego konkuro­wania na wymagających rynkach między­narodowych - zarówno jako podwyko­nawcy w globalnych łańcuchach dostaw, jak i jako liderzy projektów realizowanych za granicą.

- Z perspektywy branży budowlanej, która generuje około 10 proc. produktu krajowego brutto, niezwykle istotne jest, abyśmy wykorzystali nadchodzącą falę inwestycji infrastrukturalnych - najwięk­szą w historii Polski - do wzmocnienia sektora. Chodzi o to, aby wytworzyć silne lokalne podmioty, które w perspektywie kilku lat będą mogły z powodzeniem wy­chodzić na rynki zagraniczne - zaznaczył Damian Kaźmierczak.

W debacie pojawia się również argu­ment, że większy udział krajowych firm w inwestycjach nie musi oznaczać wzro­stu kosztów. Wręcz przeciwnie - odpo­wiednie włączenie lokalnych przedsię­biorstw może zwiększać konkurencję i poprawiać efektywność realizacji pro­jektów.

- Mówi się, że local content ogranicza i podnosi koszty. Wręcz przeciwnie: on rozszerza możliwości i obniża koszty. Przy dużych inwestycjach ofertę mogą złożyć zaledwie dwa - cztery podmio­ty, które i tak potem korzystają z mniej­szych firm. Local content podnosi ren­towność, a nie ją obniża - podkreśliła Angelika Cieślowska.

Rola państwa

W dyskusji o local content często podkre­śla się, że kluczowa jest nie tylko aktyw­ność firm, ale również sposób działania administracji publicznej. Od zasad pro­wadzenia przetargów, kryteriów wyboru wykonawców czy podejścia urzędników do oceny ofert zależy, czy krajowe przed­siębiorstwa będą miały realną szansę kon­kurować o duże kontrakty.

- Wciąż żyjemy w kulcie najniższej ceny. Jeśli spółka zaoferuje najtańszą ofertę, dla urzędnika sprawa jest pro­sta. Rzadko kto zadaje sobie trud, by zweryfikować jej rzeczywisty potencjał. Dopóki nie zaczniemy oceniać wykonaw­ców szerzej - przez pryzmat wiarygod­ności, zaplecza, doświadczenia i realnej obecności na polskim rynku - będziemy produkować problemy na etapie realiza­cji zamiast je rozwiązywać - podkreślił Damian Kaźmierczak.

Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że w wielu krajach Europy wspieranie krajowych firm przy realizacji inwestycji publicznych jest elementem naturalnej praktyki administracyjnej. W Polsce taka kultura dopiero się kształtuje.

- Hiszpanie, Francuzi, Litwini, Łotysze, Słowacy czy Czesi mają we krwi wspieranie lokalnego rynku. Tego typu urzędniczej kultury w Polsce po prostu brakuje - i bez jej zbudowania dyskusja o local content zawsze będzie kulała - do­dał Damian Kaźmierczak.

Zdaniem ekspertów państwo dysponu­je już dziś wieloma narzędziami, które mogą pomóc zwiększyć udział polskich firm w inwestycjach. Kluczowe jest jed­nak ich konsekwentne wykorzystanie oraz stworzenie warunków, w których krajowe przedsiębiorstwa będą mo­gły konkurować na bardziej wyrówna­nych zasadach.

Większość instrumentów finan­sowych i rozwiązań już mamy. Przez ostatnie lata brakowało chęci. Jesteśmy w stanie już teraz wdrażać rozwiązania, które do tej gry w szerszym zakresie doproszą polskie firmy - bez czeka­nia na definicję. Skarb Państwa jest od tego, żeby ustawiać pole gry, udrażniać je i wyrównywać warunki dla naszych przedsiębiorców - podsumował Janusz Władyczak.

Możesz zainteresować się również: