Polskę czekają duże inwestycje w energetykę, infrastrukturę i sektor obronny. Dla biznesu są one ogromną szansą, dlatego przyciągają uwagę zarówno zagranicznych, jak i rodzimych przedsiębiorstw. Kwestia udziału polskich firm w tych projektach jest szczególnie istotna. Obecnie trwają prace nad oficjalną definicją komponentu krajowego - częściej określanego jako local content. Ma ona określić, jaki udział polskich firm, produktów i usług powinien być wykorzystywany w tych strategicznych projektach.
To właśnie ten temat był w centrum uwagi podczas debaty pt. „Local content w łańcuchu dostaw: jak wielkie przedsiębiorstwa mogą budować siłę polskich dostawców”, będącej częścią projektu Pulsu Biznesu „Co nas czeka w 2026 r.”.
Debatę prowadził Łukasz Korycki, zastępca redaktora naczelnego Pulsu Biznesu. Jego gośćmi byli: Angelika Cieślowska, prezes zarządu DORACO; Damian Kaźmierczak, wiceprezes zarządu Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa; Janusz Władyczak, prezes zarządu KUKE; oraz Dominika Żwirbla- Kalman, dyrektor Biura Zakupów Inwestycyjnych, ORLEN.
Definicja w drodze
Od wielu miesięcy trwają dyskusje, jaka część nowych projektów powinna przypaść firmom z polskim kapitałem. Odpowiedzią na to pytanie ma być definicja local content, czyli udziału lokalnych firm i dostawców w realizacji inwestycji, nad którą pracuje administracja publiczna. Jak zapowiedział niedawno minister Wojciech Balczun, ma ona zostać przedstawiona w najbliższych miesiącach, choć ostateczny termin wciąż nie jest znany.
Podczas debaty eksperci zwracali uwagę, że jej ostateczny kształt może mieć duże znaczenie dla krajowych przedsiębiorstw. Chodzi przede wszystkim o to, by polskie firmy - często dysponujące mniejszym kapitałem niż globalni gracze - miały realną możliwość konkurowania o największe kontrakty inwestycyjne.
- Definicja komponentu krajowego jest niezmiernie istotna i wszyscy czekamy, aż w końcu się pojawi. Spodziewam się, że będzie ona uwzględniać kryteria związane z udziałem polskiego kapitału. Celem całego przedsięwzięcia jest w końcu wsparcie rodzimych firm i wykorzystanie historycznego okna inwestycyjnego w powojennej Polsce - tłumaczyła Angelika Cieślowska.
W trakcie dyskusji zwrócono uwagę, że definicja nie powinna być celem samym w sobie. Damian Kaźmierczak z PZPB podkreślił, że ostateczny kształt przepisów jest ważny, ale bardziej istotne będzie praktyczne podejście do wspierania krajowych przedsiębiorstw przy realizacji dużych inwestycji.
Definicja komponentu krajowego jest niezmiernie istotna i wszyscy czekamy, aż w końcu się pojawi. Spodziewam się, że będzie ona uwzględniać kryteria związane z udziałem polskiego kapitału. Celem całego przedsięwzięcia jest w końcu wsparcie rodzimych firm i wykorzystanie tego historycznego okna inwestycyjnego w powojennej Polsce.
- Z mojego punktu widzenia kluczowe jest, abyśmy nie utknęli w niekończących się sporach o samą definicję komponentu krajowego. Ważniejsze jest zainicjowanie kultury, która realnie wspiera polskie firmy. Tego podejścia w dużej mierze brakowało w Polsce przez ostatnie trzy dekady transformacji - podkreślił Damian Kaźmierczak.
Co ważne, idea local content nie oznacza zamknięcia rynku przed zagranicznymi partnerami. Celem jest raczej stworzenie warunków, w których krajowe przedsiębiorstwa mogą skuteczniej konkurować o duże kontrakty i rozwijać swoje kompetencje przy realizacji strategicznych projektów.
- Pamiętajmy, że mówimy o udostępnieniu inwestycji dla polskiego kapitału, nie o zamknięciu rynku dla firm koncernowych. Wsparcie polskich przedsiębiorstw ma im umożliwić sięgnięcie po kontrakty, które do tej pory były poza ich zasięgiem - podkreśliła Angelika Cieślowska.
Giganci wspierają local content
Wprowadzanie idei lokalnego udziału w łańcuchu dostaw w Polsce w dużej mierze zależy od działań największych spółek realizujących strategiczne inwestycje. To właśnie one - poprzez sposób organizowania przetargów, konstrukcję kontraktów czy politykę zakupową - mogą realnie zwiększać udział krajowych przedsiębiorstw w dużych projektach infrastrukturalnych i energetycznych.
Kluczowe jest, abyśmy nie utknęli w niekończących się sporach o definicję komponentu krajowego. Ważniejsze jest zainicjowanie kultury, która realnie wspiera polskie firmy. Tego podejścia w dużej mierze brakowało w Polsce przez ostatnie trzy dekady transformacji.
- Dla ORLEN local content jest jednym ze strategicznych celów. Nie trzeba nas do niego przekonywać. Od kilku miesięcy współpracujemy z innymi dużymi firmami, Ministerstwem Aktywów Państwowych i Agencją Rozwoju nad metodologią i definicją komponentu krajowego oraz nad rozwiązaniami, które będą go wspierały nie tylko w inwestycjach, ale w całym obszarze zakupów - podkreśliła Dominika Żwirbla-Kalman.
Istotną rolę w rozwijaniu krajowego potencjału odgrywają również instytucje finansowe wspierające polskie przedsiębiorstwa w realizacji kontraktów w kraju i za granicą. Jedną z nich jest Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE) - instytucja specjalizująca się w ubezpieczaniu eksportu i finansowania inwestycji, która od lat analizuje udział polskiego komponentu w projektach objętych jej wsparciem.
- KUKE wspiera polskie firmy od 35 lat - zarówno lokalnie, jak i za granicą. Liczymy, jakim udziałem polskiego komponentu charakteryzują się poszczególne kontrakty, które ubezpieczamy. Mamy też wiele rozwiązań pozwalających zabezpieczać finansowanie inwestycji realizowanych przez polskie firmy w naszym kraju - zaznaczył Janusz Władyczak.
Udział polskich podmiotów w udzielanych zamówieniach przez ORLEN jest dość wysoki, ponieważ sięga 75-90 proc. w zakresie dostaw surowców czy usług remontowych, co przekłada się na dziesiątki miliardów złotych. Local content to strategiczny cel, który realizujemy poprzez kolejne zmiany w firmie, wychodząc naprzeciw polskim podmiotom.
Jednym z narzędzi, które pozwala zwiększyć udział krajowych przedsiębiorstw w inwestycjach, jest dokładne mierzenie ich obecności w projektach oraz odpowiednie konstruowanie postępowań zakupowych. Coraz częściej oznacza to dzielenie dużych zamówień na mniejsze zakresy prac, tak aby umożliwić udział większej liczbie wykonawców.
W ramach ORLEN udział polskich podmiotów w udzielanych zamówieniach jest dość wysoki, ponieważ sięga 75 proc., a nawet 90 proc. w zakresie czy to dostaw surowców, czy też usług remontowych, co przekłada się na dziesiątki miliardów złotych. Obszarem poszerzania współpracy są obecnie zakupy inwestycyjne, które z uwagi na swoją specyfikę techniczną i technologiczną charakteryzują się niższym udziałem. Natomiast tworzymy warunki do tego, by polskie podmioty mogły wykorzystać swój potencjał – także poprzez łączenie się w większe jednostki czy konsorcja – wyjaśniła Dominika Żwirbla-Kalman.
Jednym z przykładów takiego podejścia są inwestycje realizowane przez ORLEN Termika w Warszawie. Spółka odpowiada za największy w Polsce system ciepłowniczy, który dostarcza energię cieplną do zdecydowanej większości odbiorców w stolicy, a jednocześnie prowadzi szeroki program modernizacji źródeł wytwórczych i transformacji energetycznej. W ramach tych projektów - obejmujących m.in. budowę nowych bloków gazowo-parowych, instalacji odzysku ciepła czy systemów pomp ciepła - duże kontrakty dzielone są na mniejsze zakresy, co umożliwia udział większej liczbie krajowych firm.
- W ten sposób otwieramy przestrzeń nie tylko dla największych graczy, ale również dla średnich i mniejszych podmiotów, które dzięki temu mogą wejść do łańcucha dostaw i wspólnie przyspieszać transformację energetyczną stolicy - zaznaczyła Dominika Żwirbla-Kalman.
Lokalne firmy mają dużo większą skłonność do reinwestowania niż podmioty z zagranicy, które przychodzą z prostym celem: zarobić i zdobyć rynek.
Korzyści dla gospodarki
Zwolennicy koncepcji local content podkreślają, że jej znaczenie wykracza daleko poza udział krajowych firm w pojedynczych kontraktach. Chodzi przede wszystkim o długofalowy rozwój gospodarki - budowanie kompetencji, wzmacnianie lokalnych przedsiębiorstw oraz zatrzymywanie większej części wartości inwestycji w kraju. Jednocześnie eksperci zaznaczają, że obecność inwestorów zagranicznych również przynosi korzyści, szczególnie w postaci transferu wiedzy i nowych standardów zarządzania.
- Lokalne firmy mają dużo większą skłonność do reinwestowania niż podmioty z zagranicy, które przychodzą z prostym celem: zarobić i zdobyć rynek. Inwestorzy zagraniczni wnoszą know- -how i nowe style zarządzania. Minusem jest natomiast to, że w obecnym układzie nie mamy własnych silnych generalnych wykonawców, z którymi moglibyśmy wspólnie podbijać inne rynki - bo nie zdążyliśmy ich zbudować - powiedział Janusz Władyczak.
W dłuższej perspektywie wspieranie komponentu krajowego pozwala wzmacniać całe sektory gospodarki i tworzyć firmy zdolne do samodzielnego konkurowania na wymagających rynkach międzynarodowych - zarówno jako podwykonawcy w globalnych łańcuchach dostaw, jak i jako liderzy projektów realizowanych za granicą.
- Z perspektywy branży budowlanej, która generuje około 10 proc. produktu krajowego brutto, niezwykle istotne jest, abyśmy wykorzystali nadchodzącą falę inwestycji infrastrukturalnych - największą w historii Polski - do wzmocnienia sektora. Chodzi o to, aby wytworzyć silne lokalne podmioty, które w perspektywie kilku lat będą mogły z powodzeniem wychodzić na rynki zagraniczne - zaznaczył Damian Kaźmierczak.
W debacie pojawia się również argument, że większy udział krajowych firm w inwestycjach nie musi oznaczać wzrostu kosztów. Wręcz przeciwnie - odpowiednie włączenie lokalnych przedsiębiorstw może zwiększać konkurencję i poprawiać efektywność realizacji projektów.
- Mówi się, że local content ogranicza i podnosi koszty. Wręcz przeciwnie: on rozszerza możliwości i obniża koszty. Przy dużych inwestycjach ofertę mogą złożyć zaledwie dwa - cztery podmioty, które i tak potem korzystają z mniejszych firm. Local content podnosi rentowność, a nie ją obniża - podkreśliła Angelika Cieślowska.
Rola państwa
W dyskusji o local content często podkreśla się, że kluczowa jest nie tylko aktywność firm, ale również sposób działania administracji publicznej. Od zasad prowadzenia przetargów, kryteriów wyboru wykonawców czy podejścia urzędników do oceny ofert zależy, czy krajowe przedsiębiorstwa będą miały realną szansę konkurować o duże kontrakty.
- Wciąż żyjemy w kulcie najniższej ceny. Jeśli spółka zaoferuje najtańszą ofertę, dla urzędnika sprawa jest prosta. Rzadko kto zadaje sobie trud, by zweryfikować jej rzeczywisty potencjał. Dopóki nie zaczniemy oceniać wykonawców szerzej - przez pryzmat wiarygodności, zaplecza, doświadczenia i realnej obecności na polskim rynku - będziemy produkować problemy na etapie realizacji zamiast je rozwiązywać - podkreślił Damian Kaźmierczak.
Uczestnicy debaty zwracali uwagę, że w wielu krajach Europy wspieranie krajowych firm przy realizacji inwestycji publicznych jest elementem naturalnej praktyki administracyjnej. W Polsce taka kultura dopiero się kształtuje.
- Hiszpanie, Francuzi, Litwini, Łotysze, Słowacy czy Czesi mają we krwi wspieranie lokalnego rynku. Tego typu urzędniczej kultury w Polsce po prostu brakuje - i bez jej zbudowania dyskusja o local content zawsze będzie kulała - dodał Damian Kaźmierczak.
Zdaniem ekspertów państwo dysponuje już dziś wieloma narzędziami, które mogą pomóc zwiększyć udział polskich firm w inwestycjach. Kluczowe jest jednak ich konsekwentne wykorzystanie oraz stworzenie warunków, w których krajowe przedsiębiorstwa będą mogły konkurować na bardziej wyrównanych zasadach.
Większość instrumentów finansowych i rozwiązań już mamy. Przez ostatnie lata brakowało chęci. Jesteśmy w stanie już teraz wdrażać rozwiązania, które do tej gry w szerszym zakresie doproszą polskie firmy - bez czekania na definicję. Skarb Państwa jest od tego, żeby ustawiać pole gry, udrażniać je i wyrównywać warunki dla naszych przedsiębiorców - podsumował Janusz Władyczak.
