Polski SAFE nie jest za darmo, wojna grozi inflacją, a politycy znów chcą sterować cenami paliw. PB Bilans

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2026-03-06 14:08

Ile będzie kosztował „polski SAFE 0 proc.”, czyli na czym ma polegać pomysł wydania zysków ze złota NBP na wydatki zbrojeniowe. Wojna na Bliskim Wschodzie zwiększa ryzyko wzrostu inflacji i spowolnienia gospodarczego – czy grozi nam stagflacja? Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe, ale co z kolejnymi obniżkami? I czy deklarowanie przez premiera Donalda Tuska, że Orlen może wziąć na siebie skutki wzrostu cen ropy obniżając marże, to na pewno dobry pomysł? To niektóre tematy najnowszego odcinka.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Polscy ekonomiści i politycy żyją pomysłem „polskiego SAFE 0 proc.”, czy – jak kto woli - "suwerennego SAFE". Chodzi o to, żeby zysk z inwestycji w złoto, jakich dokonywał w ostatnich latach Narodowy Bank Polski, został przeznaczony na finansowanie obronności. Pomysł zgłosiła Kancelaria Prezydenta, a prezes NBP Adam Glapiński jest mu przychylny.

Ile kosztuje SAFE 0 procent?

Jak ma działać „polski SAFE” pokazał doradca ekonomiczny prezydenta Leszek Skiba. Rozwiązanie ma dwa warianty. Pierwszy: NBP sprzedaje złoto i natychmiast je odkupuje za rezerwy walutowe, realizując zysk z różnicy między ceną zakupu sprzed lat a obecną wyceną rynkową. Ten zysk – szacowany na 185 miliardów złotych – trafiałby do budżetu na obronność. Drugi wariant to tzw. rewaluacja złota: bezpośrednie przeksięgowanie niezrealizowanego zysku na zrealizowany, wymagające nowelizacji ustawy o NBP. To wymagałoby zmiany ustawy o NBP przez przyjęcie przepisu pozwalającego przesunąć kwotę, która dziś powiększa kapitały, na rachunek zysków i strat banku centralnego.

Obie ścieżki sprowadzają się do tego samego – kreacji nowego pieniądza. I tu zaczyna się problem z nazwą "SAFE 0 proc.", bo to nie jest darmowy pieniądz. Jeśli NBP wytworzy 185 miliardów złotych i przekaże je rządowi, w systemie finansowym pojawi się ogromna nadpłynność. Żeby bank centralny nie stracił kontroli nad rynkową stopą procentową, będzie musiał ściągnąć ten pieniądz z rynku poprzez emisję bonów pieniężnych. Banki komercyjne je kupią, a NBP wypłaci im odsetki według stopy referencyjnej. W długim terminie sektor publiczny straci na kosztach sterylizacji tyle, ile zyska na złocie. To w istocie kredyt krajowy – ekonomiczny ekwiwalent pożyczki udzielonej rządowi przez NBP, którego kosztem jest aktualna stopa procentowa w Polsce.

Co więcej, suwerenny SAFE nie zastąpi europejskiego kredytu. W tym sensie, że Polska zbrojeniówka jest importochłonna i zawsze będzie potrzebować walutowego finansowania zakupów sprzętu za granicą. Rezygnacja z preferencyjnego kredytu z UE, oprocentowanego na około 3 proc. rocznie, na rzecz krajowej kreacji złotych to wybór bardziej polityczny niż ekonomiczny: z kim wiązać się mocniej – z Europą czy ze Stanami Zjednoczonymi. Propozycja prezydenta w istocie zmierza do zastąpienia europejskiego SAFE kredytem amerykańskim, by importować sprzęt z USA. Cała historia z rezerwami złota wygląda jak "podkładka" pod ewentualne weto wobec ustawy wdrażającej europejski SAFE. Rząd zapewne i tak zaciągnie ten kredyt – może w mniejszej kwocie, bez specjalnego instrumentu w BGK i nie wyda go na cele pozawojskowe, ale europejski SAFE i tak stanie się faktem.

Czy to już kryzys? Skutki wojny na Bliski Wschodzie

Obiektywnie ważniejszym tematem tygodnia jest konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie i jego skutki dla rynków energii. Atak USA na Iran i ryzyko blokady cieśniny Ormuz zagrażają transportowi surowców z Zatoki Perskiej. Tędy płynie ropa i gaz z Arabii Saudyjskiej, Kataru, Kuwejtu i Iraku. Rynki zareagowały natychmiast: ceny ropy wzrosły o 15 proc., a gaz w Europie podrożał o 50 proc. Bezpośrednim skutkiem może być wzrost inflacji i spowolnienie wzrostu gospodarczego. W warunkach skrajnych taki układ czynników składa się na zjawisko stagflacji, czyli jednoczesnego wystąpienia inflacji i recesji w gospodarce.

Jak duże jest zagrożenie takim scenariuszem przy dalszej eskalacji? Europa zużywa około 5 proc. gazu z Kataru. Nawet całkowite odcięcie tych dostaw podniosłoby ceny gazu o kolejne 50–100 proc., co przełożyłoby się na wzrost inflacji o około 1–1,5 punktu procentowego i obniżenie PKB o pół punktu. To bolesne, ale nieporównywalne z szokami naftowymi lat 70. XX wieku, czy nawet kryzysem energetyczny, z 2022 roku, gdy ceny gazu wzrosły o 500 proc. Scenariusze czarne – zakładające niszczenie infrastruktury i trwałą blokadę Ormuz – są mało prawdopodobne, bo uderzyłyby też w interesy Chin i USA, a także samego Iranu. Kraje OPEC grają dziś raczej w jednej drużynie z Zachodem i zapowiedziały zwiększenie wydobycia, więc powtórka szoku naftowego z 1973 roku – gdy ropa podrożała o 400 na skutek embarga wprowadzonego przez państwa OPEC – jest scenariuszem odległym.

Kontekst geopolityczny jest jednak szerszy i bardziej złowieszczy. Rosja, sojusznik Iranu, może wykorzystać zamieszanie do ograniczenia dostaw gazu do Europy, gdzie stopień zapełnienia magazynów jest niski i zaoferowania go "ważniejszym klientom" w Azji. Droższe surowce pomogą jednocześnie rosyjskiemu budżetowi. Paradoksalnie, kryzys może doprowadzić do złagodzenia sankcji na rosyjską ropę w celu zwiększenia podaży na rynku światowym – co politycznie byłoby dla Polski i Ukrainy skrajnie niekorzystne i mogłoby przedłużyć wojnę. Iran natomiast gra na wstrząs rynkowy, wiedząc, że nic tak nie motywuje Donalda Trumpa do zmiany decyzji jak spadki na Wall Street – dlatego atakuje infrastrukturę energetyczną sąsiadujących krajów arabskich. Warto też obserwować Koreę Południową i Chiny – bardziej uzależnione od surowców z tego regionu. Ich gwałtowne spowolnienie odczułaby cała światowa gospodarka.

Obniżka stóp procentowych w marcu. Teraz przerwa

Na tym turbulentnym tle Rada Polityki Pieniężnej (RPP) zdecydowała w marcu o obniżce stóp procentowych do poziomu 3,75 proc. Decyzja zapadła i oparto ją na nowej projekcji inflacji; ekonomiści NBP spodziewają się, że inflacja zejdzie niżej niż zakładano w listopadzie, co więcej, bieżące dane z rynku pracy wskazują na słabnącą presję płacową. Prezes Adam Glapiński sygnalizował tę obniżkę od tygodni i jak widać nie zamierzał dać się "przystawić do ściany" przez paniczną reakcję rynków wywołaną wojną.

Czy to była dobra decyzja? Korekta o ćwierć punktu procentowego niewiele zmienia fundamentalnie. Jeszcze niedawno rynek wyceniał dalszy spadek stóp w kierunku 3,25–3,5 proc., a sam Adam Glapiński mówił nawet o poziomie 3,5 proc. jako poziomie docelowym dla stopy procentowej. Teraz te perspektywy stały się niepewne. Być może RPP uznała, że to ostatni moment na cięcie przed spodziewanym wzrostem inflacji wynikającym z kosztów energetycznych. Jest też wątek poboczny: obniżka stopy referencyjnej obniża koszt sterylizacji nadpłynności, którą wygenerowałaby operacja na złocie. Niższa stopa to niższy rachunek za bony pieniężne – obniżka jest więc na rękę bankowi centralnemu w kontekście „suwerennego SAFE”.

Kluczowe pytanie brzmi: jak bank centralny powinien reagować na inflację wywołaną szokiem energetycznym? Przecież podwyżka stóp nie obniży cen paliw na stacjach. Może jednak zapobiec efektom drugiej rundy – spirali płacowo-cenowej nakręconej przez drożejącą energię.

Ale z drugiej strony podwyżka stóp w środowisku stagflacyjnym tylko pogłębi spowolnienie gospodarcze. Lekcja z ostatnich lat pokazuje zarazem, że spirale cenowe wywołane surowcami potrafią wygasać równie szybko, jak się nakręcają. Prezes NBP zapowiedział, że jeśli skutki wojny okażą się krótkotrwałe (do dwóch miesięcy), RPP wróci do obniżek. Jeśli nie – przerwa się wydłuży. Najbliższe miesiące przyniosą więc prawdopodobnie pauzę w obniżkach.

Znowu ręczne sterowanie cenami paliw

W najnowszych plusach i minusach tygodnia rozmawiamy m.in. o zapowiedziach premiera Donalda Tuska, że Orlen będzie łagodził wzrost cen paliw schodząc z własnej marży. To oczywiście byłoby korzystne dla kierowców, ale uderzyłoby w interesy akcjonariuszy mniejszościowych i oznaczało powrót do ręcznego sterowania spółkami Skarbu Państwa – dokładnie tego, co ekipa rządząca wcześniej głośno krytykowała.

Drugi minus to obniżenie przez Chiny celu wzrostu gospodarczego na 2026 rok do przedziału 4,5–5%. To sygnał globalnego spowolnienia, choć z perspektywy rynków surowcowych może przynieść ulgę w postaci mniejszej globalnej presji cenowej.

Po stronie plusów mamy dane GUS o PKB za czwarty kwartał: wzrost o 4 proc. rok do roku, z wyraźnym odbiciem inwestycji (4,7 proc.) i utrzymaniem mocnej konsumpcji. Przyspieszenie inwestycji widać w całej Europie – napędzają je cyfryzacja i transformacja energetyczna.

Możesz zainteresować się również: