Ziemniaki to całe pana życie?
Zawodowe na pewno. „Ziemniaczaną” karierę rozpoczynałem w spółce Farm Frites Poland, którą współtworzyłem od podstaw, bo byłem jednym z pierwszych zatrudnionych pracowników, gdy powstawała ona w Polsce. Spędziłem w niej 26 lat, które wiele mnie nauczyły, dając wiedzę oraz doświadczenie. I, jak to w życiu bywa, coś się kończy, a coś zaczyna, więc i ja spróbowałem czegoś nowego. Mając prawie 50 lat, powiedziałem sobie: „Jak nie teraz, to zapewne już nigdy”.
I tutaj na scenę wkracza 18 rolników i pandemia.
Poniekąd tak, ale sam pomysł na działalność kiełkował w naszych głowach od dawna. Z wieloma osobami często dyskutowaliśmy o rozchwianym rynku ziemniaka, niskiej marży i braku wpływu producenta na jakiekolwiek jego ogniwa. Wielu założycieli myślało również o dywersyfikacji własnych działań, by móc stanąć mocno na dwóch nogach. I choć rozmowy się toczyły, zawsze czegoś brakowało do ich finalizacji. Można powiedzieć, że z pomocą przyszła nam pandemia, która przyniosła dużo niepewności w każdej dziedzinie życia, ale też podziałała mobilizująco. I tak powstał Polski Ziemniak. Co ciekawe, w momencie założenia spółki byłem w tej grupie jedynym, który nie uprawiał ziemniaków — i do dzisiaj ich nie uprawiam.
Jesteście jako firma ewenementem na skalę Polski i Europy nie tylko z powodu liczby udziałowców, prawda?
Można tak powiedzieć. Jesteśmy jedną z nielicznych spółek, które tworzą rolnicy i firma rolna, nie będąc oficjalnie grupą producentów rolnych. Nie możemy nazywać się „grupą producencką”, bo nie wiedzieć czemu ustawodawca zarezerwował tę formę tylko dla indywidualnych osób, z wykluczeniem spółek prawa handlowego. Co ciekawe, współpracę zaproponowaliśmy jeszcze większej liczbie rolników, ale ostatecznie na wspólny biznes zdecydowało się 17 z nich i jedna spółka rolna. Wszyscy rolnicy-udziałowcy łącznie uprawiają ok. 3 tys. ha ziemniaków z przeznaczeniem na różne cele, począwszy od produkcji sadzeniaka, przez ziemniaki przemysłowe, na jadalnych skończywszy (wszystkie są oczywiście jadalne, ale taki opis funkcjonuje w polskim nazewnictwie grup ziemniaków). Pragnę jednak podkreślić, że zakładając spółkę, trafiliśmy na wyjątkowo trudny okres w gospodarce. Kiedy startowaliśmy, mierzyliśmy się z rosnącymi cenami materiałów budowlanych, niedługo potem wojna w Ukrainie, w końcu — potężna inflacja jak na obecne czasy. Jestem dumny, że pomimo tych wszystkich przeciwności firmę udało się stworzyć poprzez wpłaty wspólników na kapitał zakładowy oraz pożyczki udzielone przez udziałowców. Dodatkowo udało nam się zaciągnąć kredyt od polskiej grupy banków, czyli konsorcjum Zjednoczonego Banku Spółdzielczego w Rumii wraz z grupą SGB Poznań, oddział w Gdyni.
Do grupy dołączyła również firma Bugaj. Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta: wszyscy znamy się na uprawie, wiemy, jak zbierać ziemniaki, jak je przechowywać i pakować. Jedyne, czego nam brakowało, to wiedza i doświadczenie związane z dystrybucją i oczekiwaniami klientów. Tę zapewniła nam rodzinna firma Bugaj, która istnieje już 30 lat, będąc jednym z liderów na rynku dystrybucji ziemniaków. Oni dobrze wiedzą, jaki jest rynek odbiorcy, jakie obowiązują na nim zasady i powiązania oraz czego oczekują klienci. Można powiedzieć, że to był ostatni element całej układanki. Dzięki temu dzisiaj możemy się pochwalić obecnością naszych ziemniaków w takich sieciach jak Biedronka, Dino czy Polo Market. Dodam jako ciekawostkę, która również przyczyniła się do założenia naszej firmy, że kiedy startowaliśmy, w Polsce północnej działała tylko jedna sortownia ziemniaków. Skutkowało to tym, że ziemniaki zebrane w naszym regionie były transportowane głównie do sortowni w centrum kraju, by potem wrócić do nas popakowane w mniejsze lub większe worki. Wyszliśmy zatem do rynku z ofertą ekonomiczną, zdroworozsądkową i ekologiczną.
Jak według eksperta przedstawia się obecna sytuacja na rynku ziemniaka w Polsce?
Na rynku mamy do czynienia z potężną zmiennością: począwszy od kosztów np. nawozów, poprzez nośniki energii czy materiał siewny, skończywszy na kosztach pracy ludzkiej. Dla niewtajemniczonych może być zaskoczeniem, że rolnik w przypadku ziemniaków ponosi koszt już jesienią roku poprzedzającego zbiór, a nawet wcześniej, jeżeli namnaża dla siebie sadzeniaki. Wtedy decyduje o płodozmianie. Następnie w okresie wiosennym dochodzi koszt nawozów i materiału siewnego, później ochrona upraw, zbiór, czyli wykopki, a na koniec wszystko trzeba przechować. Nierzadko zdarza się, że do sprzedaży plonów dochodzi dopiero kolejnej wiosny, czyli od pierwszej decyzji do finalizacji i zarobku mamy około półtora roku. W dzisiejszym świecie mocno niepewnej gospodarki trudno jest dokładnie przewidzieć, jakie będą ceny w krótkoterminowym ujęciu, a co dopiero za 18 miesięcy. Nawet jeśli znamy ceny — załóżmy, że je zakontraktowaliśmy — nie mamy do końca wpływu na plon oraz na jakość zbiorów, a to decyduje o opłacalności produkcji. Reasumując: tym, którym wydaje się, że produkcja ziemniaka to tylko obsadzenie pola, zbiór i sprzedaż — mówimy, że to nie wygląda tak prosto. Obecnie sporo podmiotów z branży inwestuje w powiększenie mocy przerobowych. Coraz wyższe koszty rozpoczęcia uprawy oraz wybudowania i wyposażenia przechowalni mogą być wsparciem dla już posiadających tego typu infrastrukturę, ale rosnące koszty pracownicze, a przede wszystkich brak wykwalifikowanej kadry potrafiącej obsłużyć coraz bardziej zaawansowany technologicznie sprzęt, to bardzo duży problem.
Jakie są plany na przyszłość?
Podstawowy cel rozwojowy to rozbudowa sortowni. W tym roku chcemy pozyskać finansowanie i rozpocząć inwestycję, a w przyszłym roku ją wyposażyć. Myślimy również o tym, aby za dwa lata wejść w nowy segment rynku, czyli przetwórstwo. Doszliśmy bowiem do wniosku, że skoro zagospodarowujemy ziemniaki okołoprodukcyjne, zwozimy je do naszej spółki i też nierzadko przechowujemy — to nie po to, żeby się ich potem pozbywać poniżej kosztu odtworzenia produkcji na polu. Być może będą to obrane i pakowane ziemniaki albo inny rodzaj produktu częściowo przetworzonego. Oczywiście stale dyskutujemy i szukamy, czego rynek wciąż potrzebuje i na czym możemy oprzeć nasz dalszy rozwój. Ponadto intensywnie myślimy o produktach, które będziemy mogli eksportować w momencie, gdy w Polsce wystąpi nadpodaż ziemniaków. Wybudowanie nowej sortowni zwolni nam obecne budynki do adaptacji i wykorzystania do tego typu produktów.
Na koniec powiedzmy kilka słów o najważniejszej branżowej imprezie tego roku organizowanej przez Polski Ziemniak.
20 i 21 sierpnia będziemy gościć największe wydarzenie w polskiej branży ziemniaczanej: III Ogólnopolskie Targi Ziemniaczane, organizowane przez Stowarzyszenie Polski Ziemniak — uwaga, zbieżność nazw może wprowadzać w błąd, my jesteśmy tylko gospodarzem użyczającym terenu pod targi. Zapowiedziany mamy udział blisko stu firm, a same targi to doskonała okazja, by zapoznać się z branżowymi nowinkami, poznać producentów, nawiązać relacje biznesowe. Nie zabraknie oczywiście pokazów pracy maszyn rolniczych. Zapraszam wszystkich zainteresowanych do Potęgowa.
Tomasz Popławski
