TVN przejął kontrolny pakiet udziałów w n szybciej, niż można się tego było spodziewać. W ubiegłym roku firma odkupiła od swojego głównego akcjonariusza – ITI – 25 proc. udziałów w platformie cyfrowej i zagwarantowała sobie opcję zwiększenia pakietu do 51 proc. w ciągu 3-4 lat.
Tymczasem wczoraj wieczorem TVN poinformował, że za kolejne 26 proc. minus jedna akcja zapłaci 46,2 mln euro (ok. 214 mln zł). Jednocześnie udzieli „n-ce” kolejnej pożyczki na kwotę 25,1 mln EUR.
Zgodnie z umową, TVN może dopłacić ITI dodatkowe 60 mln EUR za przejmowane udziały, jeśli w przyszłym roku n osiągnie określone wskaźniki finansowe (m.in. dotyczące wielkości przychodów i EBITDA).
Rynek zareagował bardzo nerwowo: na początku sesji kurs spadał już nawet o 15 proc., a obroty po godzinie przekroczyły 30 mln zł.
Analitycy nie są tak krytyczni.
„Choć w pełni podpisujemy się pod uzasadnieniem transakcji, to oczekujemy, że pierwsza reakcja rynku będzie negatywna. Tym razem, transakcja jest bardziej przejrzysta niż zakup pierwszej części udziałów w ub. r., a formuła cenowa oparta jest na wynikach działalności” – komentuje Dariusz Górski, analityk Wood&Co.
Już w ub. r. transakcja zakupu udziałów w n przez TVN wzbudzał wiele kontrowersji, a kurs spółki mocno spadał. Teraz pośpiech w finalizacji drugiej części znów może obudzić spekulacje nt. kłopotów ITI z zadłużeniem. Na początku lutego plotkowano, że duża przecena akcji TVN (14,7 proc. na sesji 3 lutego) to konsekwencja wyprzedaży papierów przez instytucje, w których grupa ITI zaciągnęła zobowiązania. Koncern oficjalnie zaprzeczył, twierdząc, że długoterminowa linia kredytowa jest – owszem – zabezpieczona akcjami TVN, ale imiennymi, a firma w pełni wywiązuje się ze wszystkich zobowiązań wobec swoich wierzycieli i spełnia wszystkie warunki zawartych umów kredytowych.