Posylwestrowe ryzyko

opublikowano: 28-12-2016, 22:00

Pracodawcy oczywiście potępiają jazdę samochodem po wypiciu alkoholu. Ale czy wszyscy pilnują pracowników?

Badania przeprowadzone w Europie pokazują, że alkohol pojawia się w co szóstym wypadku drogowym z ofiarami śmiertelnymi. W Wielkiej Brytanii jedno na dziesięć aresztowań za jazdę po spożyciu alkoholu ma miejsce między 6 a 8 rano, co sugeruje, że chodzi o tzw. syndrom dnia następnego. Podobnie jest w Polsce. I chociaż liczba zatrzymanych pijanych kierowców spada (niespełna 130 tys. w 2015 wobec ponad 140 tys. w 2014 r.) to ciągle zatrważa. Żadne statystyki nie dotyczą jednak kierowców na kacu. Tymczasem „wczorajszy” kierowca, nawet jeśli stężenie alkoholu w jego krwi mieści się w dopuszczalnym limicie, zagraża sobie i innym niemal tak samo jak kierowca „pod wpływem”.

BILANS: Dbanie o bezpieczeństwo pracowników to podstawa opłacalności biznesu — mówi Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic.
Zobacz więcej

BILANS: Dbanie o bezpieczeństwo pracowników to podstawa opłacalności biznesu — mówi Sylwester Pawłowski, prezes Safety Logic. Marek Wiśniewski

Wczorajszy garnitur

Koniec roku i karnawał obfitują w okazje do wypicia alkoholu i więcej niż zwykle osób wsiada za kierownicę z tzw. chorobą poimprezową. Ford zlecił naukowcom z Meyer Hentschel Institute w Niemczech zbudowanie „wczorajszego garnituru” do demonstrowania zagrożeń związanych z jazdą na kacu. Ważący ponad 17 kg zestaw składa się ze specjalnej kamizelki, czapki, okularów oraz obciążników nadgarstków i kostek. Symulują one klasyczne objawy kaca: zmęczenie, zawroty głowy, osłabienie koncentracji.

— Jest mocna presja społeczna, by powstrzymywać tych, którzy mają ochotę wracać z alkoholowej imprezy, prowadzącsamochód. Niestety, wielu siada za kierownicą następnego ranka, gdy już nikt ich nie pilnuje. Nasz „wczorajszy garnitur” pokazuje, jak wyniszczający może być kac i jak wielkie jest ryzyko, że jazda w takim stanie zagraża wszystkim użytkownikom dróg — mówi Jim Graham, menedżer programu Ford Driving Skills for Life.

Wcześniej w ramach tego programu koncern współpracował z Meyer Hentschel Institute przy tworzeniu „kombinezonu nietrzeźwego kierowcy” i „kombinezonu kierowcy po narkotykach”.

— Teraz przeprowadziliśmy wiele badań, analizowaliśmy także własne umiejętności po wieczorach spędzonych z kolegami przy kieliszku. Do „wczorajszego garnituru” wprowadziliśmy słuchawki, które symulują zwiększoną wrażliwość na dźwięki i specyficzne odczucia akustyczne, jakie towarzyszą migrenie, a także rodzaj czapki o specjalnie dobranej masie, która wraz z goglami symuluje zawroty i oślepiający ból głowy — opowiada Gundolf Meyer-Hentschel, prezes Instytutu Meyer-Hentschel.

Nawet jeśli zawartość alkoholu we krwi kierowcy mieści się w dozwolonych granicach, stwarza on ryzyko porównywalne z tym, jakie wywołują osoby, które prowadzą bezpośrednio po wypiciu alkoholu. A to z powodu niewyspania i wydłużonego czasu reakcji. Działanie „garnituru” sprawdził m.in. dr Richard Stephens, starszy wykładowca psychologii na Uniwersytecie Keele w Wielkiej Brytanii, badający skutki spożycia alkoholu i ekspert w sprawie reakcji związanych z kacem. — Ludzie często nie zdają sobie sprawy, do jakiego stopnia kac zakłóca podstawowe zdolności robienia czegokolwiek — twierdzi Richard Stephens.

W ramach programu Ford Driving Skills for Life do końca 2016 r. koncern ma bezpłatnie przeszkolić ponad 20 tys. młodych kierowców z 13 krajów Europy.

Wiedza to nie wszystko

Według Sylwestra Pawłowskiego, prezesa Satefty Logic, w Polsce rośnie wiedza o ryzyku i konsekwencjach jazdy po spożyciu alkoholu.

— Jest coraz mniej osób, które wsiadają wtedy za kierownicę. To dobry znak. Dużym problemem jest jednak liczba jeżdżących na kacu. Zbyt wielu kierowców uważa, że skoro się przespali i znów jest widno, to mogą siąść za kierownicę — mówi Sylwester Pawłowski. Samopoczucie jest najgorszym z możliwych alkotestów. Metabolizm alkoholu nocą nie przyspiesza w magiczny sposób, a poziom alkoholu we krwi i w wydychanym powietrzu może rano przekraczać dopuszczalne normy.

— Firmowe imprezy to naturalna część prowadzenia biznesu. Jeżeli jednak szefowie pozwolą pracownikom bez kontroli trzeźwości ruszyć w drogę powrotną, mogą sobie narobić kłopotów. Wystarczy zaś odpowiedni harmonogram „dnia następnego” i sprawdzenie kierowcom poziomu alkoholu w wydychanym powietrzu dobrym, elektrochemicznym i skalibrowanym alkomatem — podkreśla Sylwester Pawłowski.

A śmierć pijanego pracownika lub pracownik „morderca” w samochodzie z logo firmy nie ułatwią prowadzenia biznesu.

— Warto też zadbać o dobre zapisy polityki flotowej i szkolenia kierowców. Podnoszenie wiedzy pracowników o ryzyku drogowym prowadzi do zmiany zachowań, spadku szkodowości, zmniejsza koszty paliwa i ubezpieczeń. To się po prostu opłaca — dodaje Sylwester Pawłowski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu