Telekomunikacja Polska ma udostępniać sieć innym operatorom na warunkach urzędu regulacji — orzekł sąd.
Udostępnianie sieci jest wewnętrznym problemem Telekomunikacji Polskiej (TP). Spółka wiedziała, że będzie musiała to robić. Mówi o tym prawo telekomunikacyjne i dyrektywy unijne. Jeśli więc nie przewidziała rozwoju sieci we właściwym kierunku, jest to jej zmartwienie — brzmiały ustne motywy wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK).
4 listopada prezes ówczesnego Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty (URTiP, obecnie Urząd Komunikacji Elektronicznej — UKE) wydał decyzję, w której nakazał TP udostępnić sieć spółce Tele2 dla telefonicznych połączeń miejscowych i strefowych. Była to decyzja precedensowa: do tej pory abonenci sieci stacjonarnych mogli wybrać alternatywnego operatora dla połączeń międzystrefowych, międzynarodowych i komórkowych. W decyzji ustalono też, że połączenia będą realizowane za pomocą istniejących już 12 tzw. punktów styku, czyli miejsc połączeń sieci TP i Tele2.
TP odwołała się od decyzji do SOKiK. Jej zdaniem, 12 punktów styku to za mało, powinno ich być 102.
— Powiedzmy, że udostępnimy sieć Tele2 za pomocą 12 punktów styku. Ale jeśli przyłączą się inni alternatywni operatorzy, sieć się zatka — przekonywał na rozprawie mecenas Przemysław Wierzbicki w imieniu TP.
Stwierdził też, że realizowanie ruchu telefonicznego według schematu z decyzji okazało się niemożliwe, połączone sieci nie są kompatybilne.
— Ale na to nie ma żadnych dowodów — replikował mecenas Michał Jabłoński reprezentujący UKE.
Sąd uznał, że tak jest istotnie, i oddalił odwołanie TP.
— Nie ma dowodów na dezintegrację sieci wskutek wykonywania decyzji. To, że TP tworzyła sieć opartą na innych założeniach, nie może być podstawą uchylenia decyzji. Spółka wiedziała, że będzie musiała udostępniać sieć, i mogła ją rozwijać we właściwym kierunku — uzasadnił wyrok sędzia Bogdan Gierzyński.