Nie chodzi mi o rozmiary, czy odcienie, choć i to jest jasno uregulowane przez ustawę LINK. Mam na myśli różnego rodzaju napisy i hasła wypisywane na tle naszych barw narodowych. Są to często nazwy miejscowości, z której dana grupa pochodzi albo wręcz idiotyczny w swej logice napis POLSKA, sugerujący co najmniej daltonizm widzów. Ktoś może powiedzieć, że się czepiam, ale tolerowanie tego typu praktyk może doprowadzić do sytuacji takiej, jaka miała miejsce kilkanaście lat temu podczas zawodów narciarskich, w których startował Adam Małysz. Jego trener, Apoloniusz Tajner, spotkał się wtedy z ogromną krytyką za wykorzystanie do sygnału startu małej flagi RP z nadrukowanym logo sponsora - najwyraźniej zabrakło już miejsca na widocznych częściach garderoby. Wtedy opinia publiczna stanowczo zareagowała.

Brak szacunku wobec polskiej flagi dostrzegam nie tylko w różnego rodzaju nadrukach, ale także w żenujących niekiedy gadżetach reklamowych, których łatwość produkcji spowodowała niezwykłą dostępność w kioskach, sklepikach czy punktach turystycznych. Tanie suweniry lądują później często w koszu, a pamiętajmy, że mówimy tu o symbolach narodowych.
W Stanach Zjednoczonych istnieje szereg wytycznych dotyczących używania i wywieszania sztandaru. Są one zawarte w United States Flag Code (Kodeksie flagi amerykańskiej) wydanym przez rząd federalny. Regulują one najdrobniejsze przepisy dotyczące wywieszania jej wewnątrz i na zewnątrz budynków, wykorzystywania w trakcie marszy czy pochodów, składania flagi oraz jej utylizacji. Oczywistym jest bowiem, że nie może ona wylądować na śmietniku. Zużyte sztandary są w USA uroczyście palone w jednostkach wojskowych, do których przynoszą je obywatele.
Czy to nie przesada, aby obwarowywać kolejnymi przepisami narodowe barwy? Myślę, że nie, tym bardziej, iż coraz częściej spotykamy się z wykorzystywaniem ich w materiałach marketingowych, na odzieży, a i same stają się nośnikami reklamy.
