Rynek elektronicznych usług prawniczych rozwija się powoli, lecz systematycznie. Barierą pozostaje nieufność — szczególnie starszych wiekiem prawników — oraz rozwój internetu w Polsce.
— Maszyna do pisania nie należy w sądach do rzadkości. Podobnie w niektórych zespołach adwokackich — mówi Marek Sobuś, dyrektor serwisu prawniczego e-prawnik.pl.
Na szczęście nie we wszystkich. Dzięki programom prawniczym prawnicy mają pod reką wszystkie przeisy, łącznie z uaktualnieniami. Produkty wydawnictw prawniczych stały się narzędziem pracy dla działów personalnych, przedsiębiorców i finansistów.
Liderami na rynku są konkurenci: System Informacji Prawnej Lex i LexPolonica. Początkowo programy prawnicze stanowiły zbiór aktów prawnych z możliwością przeszukiwania bazy według wybranych przez użytkownika słów lub fraz. Z czasem obydwa systemy rozbudowały się i wzbogaciły o serwisy internetowe, fora czy czaty, a zawartość — o bibliografie prawnicze, projekty ustaw czy tezy piśmiennictwa prawniczego. Wydawnictwa stawiają na młodych ludzi — głównie studentów, słusznie widząc w nich przyszłych klientów. Każdy absolwent prawa prócz dyplomu otrzymuje na przykład Lex Absolwent — kompletne na dany miesiąc kompendium prawa (bez możliwości aktualizacji).
Rewolucja internetowa drugiej połowy lat 90. mocno wpłynęła na rynek wydawnictw prawniczych. Irytował czas, upływający od uchwalenia aktu prawnego do momentu przesłania Dziennika Ustaw pocztą do zainteresowanych. Nic dziwnego, że sejmowy serwer — długo jedyne miejsce, gdzie dostępne były elektroniczne wersje przepisów prawa — cieszył się popularnością.
Pod koniec lat 90. powstało kilkadziesiąt serwisów prawniczych. Niektóre zaczynają być dochodowe. Początkowo pracowały w modelu powszechnym wtedy wśród firm internetowych: udostępniając usługi za darmo i licząc na utrzymanie z reklam.
— Bezpłatny dostęp do serwisu to był świadomy wybór. Zależało nam na maksymalnym zbudowaniu bazy pytań i odpowiedzi. To była opłacalna inwestycja — mówi Marek Sobuś.
Kierowany przez niego serwis jako pierwszy — w maju 2002 r. — wprowadził odpłatność za usługi. Na początku liczba odwiedzających drastycznie spadła, ale później zaczęła rosnąć. Niewątpliwie duży wpływ na to miała polityka cenowa i formuła udostępniania zawartości. Klient może wykupić usługę na określony czas — np. miesiąc — i w tym okresie zadawać dowolną liczbę pytań. Odpowiedzi otrzymuje jeszcze tego samego dnia: pod warunkiem, że zadane zostały do 15.00. Ten wygodny sposób spowodował, że e-prawnik szybko zebrał pokaźną liczbę użytkowników.
— Z niektórych pytań można się domyślać się, że z naszych usług korzystają nawet kancelarie prawnicze, które później wykorzystują nasze odpowiedzi w dokumentach dla klientów. Ale nie mamy o to pretensji... — śmieje się Marek Sobuś.
Konkurentem e-prawnika jest serwis prawno-gospodarczy Infor.pl. To kopalnia wiedzy prawno-gospodarczej. Prócz ogólnodostepnych wiadomości, oferuje m.in. płatne serwisy tematyczne, rozsyłane w formie CD, oraz Internetowy Serwis Prawny. Ogromną zaletą stał się codzienny bezpłatny biuletyn, upowszechniany e-mailem, zawierający najważniejsze informacje z prawa i gospodarki, a także zmiany w prawie.
Elektroniczne wydanie „Gazeta Prawnej” przeszło w ostatnim czasie sporą ewolucję: dziś dostępne są — w płatnej prenumeracie — pełne wydania, z wszystkim dodatkami. Popularne pozostają również prawnicze strony portalu Hoga.pl (prawo.hoga.pl) i serwis poradaprawna.pl.
Źródłami przychodów serwisów prawniczych są opłaty za prenumeratę, reklama i źródła przychodu określane jako „inne”: to najczęściej udostępnienie zasobów firmom — np. w postaci CD, dodawanych do gazet.