Prawo obarczone kompromisem

Mira Wszelaka
opublikowano: 2006-11-16 00:00

Usługodawcy dostali szansę na swobodną pracę w Unii. Sęk w tym, że obwarowaną wieloma zastrzeżeniami.

Po trzech latach politycznych przepychanek przyjęto dyrektywę regulującą otwarcie rynku usług w Unii. Do osiągnięcia kompromisu potrzebne były ustępstwa dwóch głównych obozów w Parlamencie Europejskim: chadeków (EPP-ED) i socjalistów (PSE). Niemałe zasługi należą się także znanemu z plakatów polskiemu hydraulikowi, który do ostatniej chwili osobiście lobbował w Parlamencie.

Tak musiało być

— To dobry i jedyny możliwy do zaakceptowania kompromis. Dzięki niemu otworzyliśmy małym i średnim firmom nowe możliwości. Daliśmy szansę na podniesienie konkurencyjności gospodarki UE i korzyści dla konsumentów — cieszy się Małgorzata Handzlik z PO (EPP-ED), członek komisji rynku wewnętrznego i ochrony konsumentów.

Także zdaniem Adama Bielana z PiS (UEN), dyrektywa, choć rozwodniona, jest krokiem w dobrym kierunku.

— Udało się uniknąć dalszego jej deprawowania — podkreślał Adam Bielan.

Jeszcze dalej idzie Konrad Szymański z PiS.

— To kompromis zawarty w 100 proc. kosztem nowych państw członkowskich. Debaty nad tym projektem są największym, w tej kadencji Parlamentu, popisem europejskiej hipokryzji — zauważa Konrad Szymański.

Liczne obostrzenia

Z dokumentu wykreślono kilka kluczowych zapisów orędownika pełnego otwarcia rynku usług Fritsa Bolkesteina, byłego komisarza ds. rynku wewnętrznego. Zasadę kraju pochodzenia, która dawałaby możliwość zatrudnienia w innym państwie członkowskim na rodzimych warunkach, zastąpiono „swobodą świadczenia usług”. Jednocześnie zachowano generalną ideę dostępu do rynku na zasadach obowiązujących w kraju pochodzenia usługodawcy, jednak z większą liczbą wyjątków i większym nadzorem nad prowadzoną działalnością usługową przez kraj, w którym jest ona świadczona. Państwa członkowskie nie mogą jednak wymagać ani ustanowienia przedsiębiorstwa na terytorium kraju, w którym świadczona jest usługa, ani uzyskania zezwolenia od właściwych organów państwa członkowskiego, w tym wpisu do rejestru lub zarejestrowania w organizacji czy stowarzyszeniu zawodowym na ich terytorium. Nie można także zabronić świadczenia usług przez osoby na własny rachunek ani używania własnego sprzętu.

W ogólnym interesie

Spod działania dyrektywy wykluczono też bliżej nieokreślone usługi publiczne i społeczne oraz agencje pracy tymczasowej. Wolnością obdarowano usługi świadczone w tzw. ogólnym interesie gospodarczym (pocztowe, dystrybucja energii elektrycznej, gazu, wody i gospodarka odpadami, które w poszczególnych krajach zostały poddane zasadzie wolnej konkurencji). Problem w tym, że nie ma jednej definicji „ogólnego interesu gospodarczego”, a poszczególne państwa stosują w tym względzie własną wykładnię.

W dyrektywie zabrakło także zapisów o pracownikach delegowanych, które zakazywały stosowania barier administracyjnych. Nowe prawo nie będzie też miało wpływu na kształt uregulowań prawa pracy i układów zbiorowych.

Państwa członkowskie mają trzy lata na wdrożenie wytycznych dyrektywy.