Ceny skupu większości głównych towarów rolnych wyraźnie spadały pod koniec ubiegłego roku. Potaniały zboża: w przypadku pszenicy spadek sięgnął 18 proc. rok do roku, a ceny żyta zmalały o niemal 3 proc. Hodowcy trzody chlewnej też musieli się godzić z tym, że uzyskają mniejszą zapłatę i to o niemal 13 proc. Przecena zaczęła się też na rynku mleka, bo według ostatnich dostępnych danych Głównego Urzędu Statystycznego – za listopad – w skupie płacono o 8,6 proc. mniej niż rok wcześniej. I tylko ceny bydła wzrosły o blisko 40 proc. rok do roku ze względu na bardzo niską podaż.
Niższe ceny towarów rolnych to sygnał, że za żywność, którą się z nich produkuje, też możemy płacić mniej, a przynajmniej nie więcej niż wcześniej. A to z kolei oznacza, że nie będzie paliwa do wzrostu inflacji. Ceny żywności i napojów to główna część koszyka inflacyjnego, stanowią w nim niemal 26 proc., zatem spadek lub stabilizacja może prowadzić do obniżenia inflacyjnego wskaźnika. I to się już zresztą dzieje.
Ceny żywności zachowują się nietypowo
Według inflacyjnych danych z grudnia 2025 r. ceny żywności i napojów bezalkoholowych nie zmieniły się w stosunku do listopada, a w porównaniu do grudnia 2024 r. wzrosły jedynie o 2,4 proc. I to żywność, obok taniejących paliw, była odpowiedzialna za spadek inflacji do 2,4 proc. rok do roku.
Nie jest to typowa sytuacja – zwykle zimą i na przednówku żywność zaczyna szybko drożeć, co podbija inflację. Widać to zwłaszcza w pierwszych miesiącach roku. Ale tym razem może tak nie być. Ceny żywności nie zachowują się zgodnie z sezonowym wzorcem z co najmniej dwóch powodów, które będą na nie wpływać jeszcze przez jakiś czas.
- Pierwszy to bardzo dobre warunki agrometeorologiczne w poprzednim sezonie, co przełożyło się na bardzo dobre zbiory warzyw, owoców, ale również zbóż. A brak upałów i związanego z nim stresu cieplnego spowodował wysoką wydajność krów przy bardzo dobrej jakości pasz, co z kolei doprowadziło do wzrostu produkcji mleka w UE - wyjaśnia Jakub Olipra, ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Dodaje, że na to nakłada się osłabienie dolara, co sprawia, że nasz eksport staje się droższy i trudniej nam konkurować na rynkach zagranicznych – przez co zwiększa się podaż na rynku krajowym.
Drożyzny nie będzie
Jak długo to może potrwać? Jakub Olipra uważa, że ceny żywności będą rosły w obecnym tempie – czyli zbliżonym do 2,5 proc. rocznie – przynajmniej do połowy roku. Według tych prognoz na koniec I kwartału dynamika cen wyniesie 2,7 proc., na koniec czerwca będzie to 2,8 proc. Jednak dużo więcej będzie można powiedzieć, gdy zacznie się już wegetacja roślin i da się sporządzić pierwsze szacunki zbiorów w nowym sezonie.
- Na razie zapowiadają się one dobrze: po wielu latach mamy pokrywę śnieżną w zimie, co chroni rośliny przed przemarzaniem. To pozwala sądzić, że unikniemy istotnych strat z tego powodu. Jednocześnie topniejący śnieg zapewni odpowiedni poziom wilgotności gleby na starcie wegetacji. Sugeruje to, że tegoroczne zbiory powinny być bardzo dobre – mówi Jakub Olipra.
Niskich cen żywności spodziewają się również inni eksperci. BNP Paribas w swoim raporcie opublikowanym pod koniec grudnia zakłada m.in. spadek cen jaj i drobiu – dziś na tym rynku sytuacja nie jest tak dobra (z punktu widzenia kupującego), jak na innych rynkach artykułów żywnościowych ze względu na problemy z chorobami drobiu, które przetrzebiły stada. Ekonomiści BNP Paribas są również przekonani, że większość warzyw powinna być tańsza o około 10-15, przynajmniej w pierwszej połowie roku, co będzie efektem utrzymującej się wysokiej podaży.
Podobnie ma być z cenami mleka i produktów mlecznych, zwłaszcza masła. Jego duża podaż powinna doprowadzić do spadku cen o około 10 proc. A coraz niższe ceny zbóż w skupie będą przyczyną wyhamowania wzrostu cen pieczywa. Bo, zwracają uwagę autorzy raportu, zboże to tylko jeden z elementów składających się na koszt wytworzenia pieczywa. Inne, równie ważne, to energia i koszty pracy. Jednak jeśli zboże będzie odpowiednio tanie to może zrównoważyć pozostałe składowe.
Jak to się może przełożyć na inflację? Z prognoz ekonomistów z ankiety przeprowadzonej przez "Puls Biznesu" wynika, że wskaźnik cen towarów i usług wyniesie - średnio w roku - 2,5 proc. Zatem znajdzie się dokładnie w celu inflacyjnym Narodowego Banku Polskiego. Ale nie będzie się to rozkładać równomiernie w ciągu kolejnych miesięcy. Okresem dużego spadku inflacji będzie najbliższe pół roku i co do tego zgadza się większość ekspertów.
