Europejski rynek akcji wciąż zmaga się z niepewnością wynikającą z działań administracji Donalda Trumpa zmierzających do aneksji Grenlandii. Europejski „indeks strachu” osiągnął największą wartość od ośmiu tygodni. Dodatkowo temperaturę podgrzała groźba amerykańskiego prezydenta nałożenia 200 proc. cła na francuskie wino i szampana. Ma to być kara za odmowę prezydenta Francji wejścia do tworzonej przez Trumpa Rady Pokoju. Wciąż nie widać szans na deeskalację konfliktu. Trudno tego oczekiwać po środowym wystąpieniu w Davos prezydenta USA. Analitycy Deutsche Banku uważają, że „jeśli retoryka będzie się nasilać, z pewnością istnieje potencjał do większych ruchów cen”.
Dodatkowo inwestorzy czekali na wyniki kwartalne Netflixa publikowane po sesji we wtorek. W środę Sąd Najwyższy USA ma również zająć się próbą odwołania z zarządu Fed Lisy Cook, oskarżanej przez administrację Trumpa o złamanie prawa.
Taniały obligacje skarbowe. Powodem był skok ich rentowności w Japonii po zapowiedzi obniżenia podatków na żywność przez premier tego kraju przed przyspieszonymi wyborami.
Podaż przeważała w 17 z 19 głównych segmentach europejskiego rynku akcji. Najmocniej taniały spółki nieruchomości (-1,9 proc.), telekomunikacyjne (-1,5 proc.) i budowlane (-1,4 proc.). Minimalną przewagę popyt miał w segmentach spółek medialnych (0,05 proc.) i technologicznych (0,02 proc.), które w poniedziałek należały do najmocniej taniejących.
We Frankfurcie DAX spadł o 1,0 proc. i po trzech zniżkach z rzędu ma najniższą wartość od 2 stycznia.
W Paryżu CAC40 zmniejszył się o 0,6 proc. i to już siódma z rzędu sesja zakończona spadkiem indeksu. W tym czasie jego wartość spadła o 3,6 proc. i jest najniższa od 10 grudnia ubiegłego roku.
W Londynie FTSE100 stracił 0,7 proc. i cofnął się do poziomu z 9 stycznia.
