Czytasz dzięki

Praworządność ponad wirusem

opublikowano: 01-10-2020, 22:00

Głównym punktem nadzwyczajnego szczytu Rady Europejskiej (RE) w Brukseli teoretycznie są unijne relacje z Turcją, czyli problem bardzo skomplikowany.

Z jednej strony — wspólnota naturalnie solidaryzuje się z frontowymi państwami członkowskimi, czyli Grecją i Cyprem. Z drugiej jednak — nałożenie na Ankarę sankcji jest niewyobrażalne, ponieważ autorytarny władca Recep Tayyip Erdoğan w odwecie natychmiast zdejmie kordony trzymające imigrantów i milionowa rzesza znowu ruszy na Unię Europejską.

Ursula von der Leyen w tym półroczu wieloma tematami współkieruje z Angelą Merkel.
Zobacz więcej

Ursula von der Leyen w tym półroczu wieloma tematami współkieruje z Angelą Merkel. Fot. Bloomberg

Proza życia mocno zaznaczyła na szczycie jesienne natarcie koronawirusa. Symboliczna jest sama okoliczność, że właśnie z powodów epidemicznych RE zebrała się dopiero 1-2 października, gdy miała 24-25 września. Wiele państw podejmuje nadzwyczajne decyzje, na przykład nasi południowi sąsiedzi, Czechy i Słowacja, znowu wprowadzają stan wyjątkowy. Rekonkwista COVID-19 nie mogła jednak przykryć narastającego w państwach członkowskich zaniepokojenia losami wieloletnich ram finansowych (WRF) 2021-27, wartych 1074,3 mld EUR, oraz ratunkowego koronafunduszu Next Generation European Union (NGEU), skalkulowanego na 750 mld EUR. Po dramatycznym lipcowym szczycie RE wszyscy triumfalnie ogłosili kompromis, ale teraz coraz większe pretensje kierowane są pod adresem Niemiec. Nasi sąsiedzi akurat 3 października świętują Dzień Jedności Niemiec na pamiątkę wchłonięcia NRD przez RFN w 1990 r. W jego wigilię dwie niemieckie sterniczki rozchwianej unijnej łodzi — Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej (KE), oraz Angela Merkel, kanclerz państwa sprawującego półroczną prezydencję Rady UE — zbierają wiele krytyki.

Najgłośniej odzywa się Parlament Europejski (PE), który od lipca jest zestresowany zmniejszeniem siedmioletniego budżetu. Europosłowie podnoszą tę okoliczność, którą KE oraz szefowe państw/rządów schowali pod dywan dzięki stopieniu WRF z NGEU. Dlatego PE w pierwszej rezolucji odrzucił konkluzje szczytu RE, uznając tak ciężko osiągnięty kompromis za „jedynie porozumienie polityczne między szefami państw i rządów”. Niedługo po lipcowym triumfie prezydentów/premierów zaczęły się schody, ponieważ niemiecka prezydencja Rady UE, obiecująca ruszenie z kopyta nawet w urlopowym sierpniu, praktycznie cały kwartał legislacyjnie zamroziła. Żeby WRF 2021-27 zaistniały od 1 stycznia, powinny ukazać się jako ukończone rozporządzenie w Dzienniku Urzędowym UE najpóźniej na początku grudnia. A zatem na bardzo żmudną ścieżkę prawną, z udziałem PE, pozostały już tylko dwa miesiące. Przyczyna niemieckiego wstrzymania prac jest nieprzypadkowa, chodzi o szybkie przeprowadzenie innego rozporządzenia, wiążącego wydawanie pieniędzy z praworządnością. Mimo niedoprecyzowania tej pojemnej kategorii nowy akt prawny posuwa do przodu i wkrótce można spodziewać się porozumienia unijnych instytucji. To zwyczajna procedura legislacyjna, podczas której w Radzie UE wymagana jest większość kwalifikowana, przy której np. rządy Polski i Węgier absolutnie nie są w stanie zmontować tzw. mniejszości blokującej. To ogromna różnica w stosunku do szczytów RE, gdzie zapisy konkluzji traktatowo wymagają jednomyślności.

Generalnie otwiera się fatalna dla rządu PiS perspektywa polityczna, zaś finansowo marna dla Polski. Niestety, zapowiadana obecnie przez tzw. dobrą zmianę ofensywa ustawowa po rekonstrukcji rządu ma się rozwinąć właśnie na polach najbardziej ostrej konfrontacji polskich władz z UE. Cena może być bardzo wysoka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane