Zakup czterech spółek powiększy wydatki Lotosu, który i tak ma wielkie potrzeby. Jego szef chyba znalazł na to remedium.
Podpisana w czwartek umowa o sprzedaży Petrobalticu i rafinerii południowych Grupie Lotos (w tym bliskiego upadłości Glimaru), ktorej wartość szacowana jest na około 250 mln zł, wywołała mieszane reakcje wśród analityków. Szczególnie dużo emocji wywołał pomysł, by pieniądze na ich zakup pochodziły z emisji publicznej Lotosu.
— Może to obniżyć jej wartość i giełdową wycenę akcji — uważa Andrzej Szczęśniak, analityk z Centrum im. Adama Smitha.
Nie wszyscy jednak podzielają to zdanie.
— Między planowanym wcześniej wniesieniem aportem rafinerii południowych i Petrobalticu do Grupy Lotos a zapłatą za te aktywa gotówką nie ma prawie żadnej różnicy — poza sposobem płatności. Dla przyszłych inwestorów nie będzie to miało znaczenia — podkreśla Sebastian Słomka, analityk PKO BP.
Powstaje jednak pytanie, czy konieczność sfinansowania zakupu nie zmniejszy puli środków z emisji, które miały pójść na inwestycje. A potrzeby Lotosu są duże. Sam program budowy stacji paliw ma pochłonąć 0,5 mld zł, a budowa IGCC — kilkaset milionów dolarów.
— Pieniędzy starczy i na jedno, i na drugie. Liczę, że właściciel, znając nasze potrzeby, nie skorzysta w pełni z dywidendy — twierdzi Paweł Olechnowicz, prezes Grupy Lotos.
A byłoby co dzielić, bo zysk Lotosu ma w tym roku wynieść około 500 mln zł.
Różnie oceniane jest też włączenie do Lotosu znajdującego się na progu upadłości Glimaru.
— Decyzja w tej sprawie ma wymiar polityczny, a nie biznesowy. Dołączenie do Lotosu bankrutującego Glimaru znacznie pogorszy kondycję Lotosu. Zadowolona natomiast będzie Nafta Polska, która pozbędzie się sporego kłopotu — mówi Andrzej Szczęśniak.
— Zakup Glimaru przez Lotos nie odstraszy przyszłych inwestorów giełdowych, bo od dawna o tym było wiadomo. Pamiętajmy, że negatywny wpływ Glimaru miał zbilansować Petrobaltic — twierdzi Sebastian Słomka.
Piątkowe walne Lotosu przegłosowało zmiany w radzie nadzorczej. Akcjonariusze odwołali Stanisława Łańcuckiego z Nafty Polskiej, jej przewodniczącego, a także Zygmunta Parczewskiego i Jacka Namieśnika. Na ich miejsce powołano Janusza Rachonia, rektora Politechniki Gdańskiej, Katarzynę Dawidczyk z MSP oraz Cezarego Nowosada, doradcę Nafty Polskiej. Potem obrady zostały przerwane.



