Prezydent bywa celebrytą

opublikowano: 03-10-2017, 22:00

Prezes podciął fundament forsowanego przez prezydenta referendum konstytucyjnego.

Prezydenckie projekty ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa (KRS) oraz o Sądzie Najwyższym nie podobają się ani opozycji, ani PiS. W przypadku KRS od samego początku kością niezgody między matką partią a jej wychowankiem jest wybór części sędziowskiej większością 3/5 głosów w Sejmie. W każdym razie w porządku najbliższego posiedzenia izby 10-13 października pierwsze czytanie ustaw nie jest planowane. I pomyśleć, że przed przerwą wakacyjną pakiet sądowy był przez PiS pchany co koń wyskoczy…

Andrzej Duda od samego początku prezydentury doskonale wpasowal się w jej wątek celebrycki.
Zobacz więcej

Andrzej Duda od samego początku prezydentury doskonale wpasowal się w jej wątek celebrycki. Forum

Mimo dwóch pojednawczych spotkań z Andrzejem Dudą prezes Jarosław Kaczyński rozpoczął odwet za weta. Na początek podciął fundament forsowanego przez prezydenta referendum konstytucyjnego. Jedno z głównych pytań ma dotyczyć modelu silnej władzy wykonawczej — czy Polska miałaby przyjąć system prezydencki, czy kanclerski. Obecnie mamy ustrój parlamentarno-gabinetowy z domieszką prezydencką, która nabiera mocy wraz ze słabnięciem parlamentu. Np. w 2004 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski wprost nadał rozbitemu Sejmowi własnego premiera Marka Belkę.

Andrzej Duda miał nadzieję na zwycięstwo systemu prezydenckiego. Ba, nawet naiwnie liczył w kalendarzu, że w swojej drugiej kadencji obejmie silny urząd faktycznie pierwszej osoby w państwie. Opierał się na wieloletniej wizji ustrojowej braci Kaczyńskich, którzy chcieli właśnie silnej prezydentury. Ale nie pojął, że wiązało się to z wyborem Lecha Kaczyńskiego, natomiast w obecnej sytuacji Jarosław wykonał zwrot o 180 stopni ku silnemu premierowi. Oznajmił wprost: „Zbyt często zdarza się tak, iż wybory prezydenckie przeradzają się w jakąś formę plebiscytu, w którym zwycięża nie odpowiedzialny polityk, lecz bardziej polityk celebryta. Przykład Francji pokazuje dobitnie, ile złego może się wydarzyć”. Tezę zaadresował niby do Emmanuela Macrona, ale tak naprawdę dotkliwie ukarał wizerunkowo niewdzięcznika Andrzeja Dudę.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Prezydent bywa celebrytą